Uwaga na "wakacje kredytowe". Co naprawdę oznacza niski kurs złotego?

Biznes
Uwaga na "wakacje kredytowe". Co naprawdę oznacza niski kurs złotego?
Pixabay.com/QuinceCreative
W czasach, kiedy nic nie jest pewne, inwestorzy wolą sprzedać wszystko i mieć gotówkę. A na rynku walutowym gotówka to synonim dolara

Euro najdroższe od 2009 roku. Obecnie płacimy za nie 4,60 zł - alarmują analitycy. Popularny przez liczbę zaciągniętych w tej walucie kredytów frank szwajcarski kosztuje 4,32 zł. Droższe waluty to wyższe raty i mimo, że bankowcy zobowiązali się w najbliższym czasie ulżyć klientom, oferując tzw. wakacje kredytowe, należy pamiętać, że każdy bank robi to na swój sposób, mniej lub bardziej korzystny.

Euro kosztuje dzisiaj 4,60 zł - to ok. 50 groszy więcej niż jeszcze dwa tygodnie temu. Ostatni raz ta waluta kosztowało tyle w czasie globalnego kryzysu finansowego. W ostatnim czasie traci większość światowych walut, z wyjątkiem dolara, za którego zapłacimy teraz 4,23 zł.

 

ZOBACZ: Biedroń chce zobligowania banków do zawieszenia kredytów na pół roku

 

Frank kosztuje natomiast 4,32 zł. To wzrost o ok. 30 groszy w ostatnich dwóch tygodniach. Właściciele kantorów zmuszeni są co chwilę zmieniać ceny kupna i sprzedaży - nawet 20 razy dziennie.

 

"Ludzie wolą dolara"

 

- Najważniejszym czynnikiem, który spowodował zmniejszoną atrakcyjność złotówki jest obniżenie stóp procentowych przez NBP, aby stymulować polską gospodarkę - powiedział polsatnews.pl Leonard Praśniewski, specjalista rynków kapitałowych.

 

Ekspert zwrócił uwagę, że złotówka była do tej pory atrakcyjna przez wyższy poziom stóp procentowych na tle strefy euro, co powodowało większe wynagrodzenie za przechowywanie depozytów w bankach (procent lokat).

 

ZOBACZ: Bank Millennium: klienci indywidualni mogą zawiesić spłaty rat kredytu

 

- Pamiętajmy, że dolar amerykański jest uznany za tzw. safe haven, czyli bezpieczną przystań. Więc gdy pojawia się jakiś czynnik destabilizujący na świecie, ludzie wolą swoje majątki trzymać w tej walucie. Podobnie z frankiem czy euro - dodaje Praśniewski.

 

"Sprzedać wszystko i mieć gotówkę"

 

- W czasach niepewności inwestorzy sprzedają wszystko i chcą mieć gotówkę, a synonimem gotówki jest dolar - mówi główny analityk walutowy DM BOŚ Marek Rogalski. Obecną sytuację na rynku walutowym Rogalski porównał do lat 2008-2009. - Tak jak wówczas to, co dziś widzimy, to "run w stronę dolara". W czasach, kiedy nic nie jest pewne, inwestorzy wolą sprzedać wszystko i mieć gotówkę. A na rynku walutowym gotówka to synonim dolara - powiedział Rogalski.

 

ZOBACZ: "Wakacje kredytowe". Banki reagują na epidemię koronawirusa

 

Dlatego dolar cieszy się nawet większym zainteresowaniem niż złoto, które jest postrzegane jako tzw. bezpieczna przystań i w czasach konfliktów, niepokojów zwykle drożeje.

 

- Nie mówiąc już o takich instrumentach jak bitcoin, który został bardzo przeceniony. Bezpieczną przystanią w takich sytuacjach, jak obecnie, kiedy mamy kryzys zaufania do wszystkiego, jest dolar - podkreślił. Zaznaczył, że wartość dolara wynika także z jego statusu - waluty rezerwowej.

 

Co wynika z taniej złotówki?

 

A jakie ma to znaczenie dla nas? Tania złotówka to dobra wiadomość dla przedsiębiorców, którzy sprzedają towar za granicą i rozliczają się w walucie obcej. Wysoki kurs dolara, euro czy franka oznacza dla nich większy zysk. Z tego powodu korzystają także polscy producenci i dostawcy, ponieważ cena ich towaru staje się niższa względem tego sprowadzanego zza granicy.

 

W konsekwencji niższego kursu złotego rozwija się polska gospodarka, jednak zbyt mocne osłabienie naszej waluty zniechęca inwestorów do lokowania kapitału na polskim rynku. Tania złotówka to także zła wiadomość dla kredytobiorców.

 

ZOBACZ: Problemy ze spłatą kredytów. Prezydent zapowiada pomoc

 

To jednak nie jedyne zmartwienie osób zadłużonych w obcej walucie. Ze względu na panującą epidemię, część z nich straciła źródło dochodu.

 

"Wakacje kredytowe"

 

Między innymi dlatego niektóre banki dają możliwość zawieszenia nawet trzech rat kredytu, przy czym wydłużają termin jego spłaty o trzy miesiące. Są jednak też takie, które każą spłacać odsetki, zawieszają za to spłatę kapitału np. na trzy miesiące, ale potem tę kwotę wliczają do pozostałych do spłaty rat.

 

- W porównaniu do tego, co byłoby obciążeniem w trybie normalnym, to ta ulga będzie znacząca, ale w każdym banku może być pewna różnica - mówi Polsat News Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

 

ZOBACZ: Gospodarka przegrywa z koronawirusem. Ponad milion osób może stracić pracę

 

- Np. dzisiaj zostało mi do spłaty dziesięć rat, zawieszam trzy i wtedy z tych pozostałych siedmiu muszę spłacić nie tylko to co miałem, ale bank dolicza mi jeszcze dodatkowe odsetki, dodatkowy kapitał, który nie został spłacony, więc wtedy moja sytuacja może się bardzo pogorszyć już po zakończeniu tych "wakacji kredytowych" - powiedział Polsat News Jarosław Sadowski, analityk finansowy Expander.

 

Sprawdź warunki pomocy

 

Wtedy bowiem rata kredytu może znacznie podskoczyć. Dlatego analitycy ostrzegają, by dokładnie sprawdzać oferowane przez banki warunki pomocy, korzystać z nich tylko wtedy, gdy sytuacja finansowa rzeczywiście nas do tego zmusi. Dla zadłużonych w obcych walutach bardzo ważne jest to, jak w najbliższym czasie będzie wyglądał kurs złotego. Pojawiają się pytania o to czy powinien w tej sprawie interweniować NBP.

 

- Nie ma powodów na tym etapie do nadmiernej paniki. Ruchy na kursie walutowym są czymś naturalnym - twierdzi Łukasz Hardt, członek Rady Polityki Pieniężnej.

 

ZOBACZ: Operacje repo, zakup obligacji skarbowych na rynku wtórnym. NBP a koronawirus

 

Zdaniem Kamila Zubelewicza, również członka RPP, Narodowy Bank Polski powinien bardziej skupić się na wspieraniu złotego, aniżeli krótkoterminowo wspierać wzrost gospodarczy. Według cytowanego przez Bloomberga ekonomisty, obniżka stóp procentowych osłabiła złotego, zwiększyła zmienność kursową oraz zwiększyła niepewność polskich konsumentów. - Zapomniano o obowiązku chronienia wartości polskiej waluty - dodał.

 

- To jest rynek, który nie funkcjonuje normalnie. To rynek pełen strachu - ocenia dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

 

Zmiana harmonogramu spłat

 

Zdaniem Mariusza Adamiaka, dyrektora Biura Strategii Rynkowych PKO BP, ostrożnie należy podchodzić do pomysłów umarzania kredytów. - Powinniśmy pamiętać, że kredyty są, co do istoty, finansowane depozytami gospodarstw domowych i firm, które mają obecnie wartość ok. 1,3 bln zł, z czego prawie bilion to pieniądze zwykłych ludzi, którzy trzymają je w bankach, ufając że są one tam bezpieczne - ocenił.

 

Adamiak dodał, że to nie oznacza jednak, że banki mają być nieczułe na pogorszenie sytuacji swoich klientów, gdy nastąpiła ona bez ich winy. - Powinny one pomóc im przerwać trudny czas i wyjść na prostą, przede wszystkim poprzez zmianę harmonogramu spłaty zobowiązań - ocenił.

 

ZOBACZ: Otrzymamy wynagrodzenia równe pensji minimalnej? Pomysł NBP na walkę z koronawirusem

 

W ramach wsparcia dla polskiej gospodarki zarząd NBP podjął w marcu decyzję, że bank będzie prowadził operacje zasilające sektor bankowy w płynność poprzez transakcje repo (transakcje warunkowego zakupu lub porozumienia odkupu, z języka angielskiego repurchase agreement). Jest to umowa, w której jedna ze stron sprzedaje papiery wartościowe, a jednocześnie zobowiązuje się do odkupienia w ustalonym dniu takich samych lub równoważnych papierów wartościowych.

 

Zakup obligacji skarbowych

 

NBP będzie także prowadził operacje zakupu obligacji skarbowych na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku, które zmienią długoterminową strukturę płynności w sektorze bankowym oraz przyczynią się do utrzymania płynności rynku wtórnego obligacji skarbowych.

 

ZOBACZ: Francja przygotowuje się na czasy po epidemii. 45 mld euro na ratowanie gospodarki

 

NBP przeprowadził pierwszą aukcję skupu Skarbowych Papierów Wartościowych (SPW) w czwartek 19 marca. W ramach przetargu bezwarunkowego bank kupił 3 serie papierów o zapadalności 2, 5 i 10 lat w sumie za 2,66 mld zł, oferując zakup za maksymalnie 10 mld zł. W ramach pierwszej operacji repo z 16 marca NBP przydzielił bankom 7,3 mld zł płynności. Prezes NBP Adam Glapiński poinformował w środę, że skup obligacji i operacje repo będą mocno się rozwijać w najbliższych tygodniach i miesiącach.

msl/ Polsat News, PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze