"Interwencja": Odsiaduje wyrok 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo. Twierdzi, że jest niewinny

Polska
"Interwencja": Odsiaduje wyrok 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo. Twierdzi, że jest niewinny
Interwencja
Jarosław Sosnowski odsiaduje karę 25 lat więzienia

Jarosław Sosnowski z małej miejscowości w pobliżu Konina od 18 lat siedzi w więziennej celi za zgwałcenie i brutalne zabójstwo. Mężczyzna twierdzi, że jest niewinny, a do zbrodni przyznał się po trzech dniach bicia i zastraszania na komendzie. Na ciele ofiary i miejscu zbrodni nie znaleziono jego materiału DNA, odcisków palców, butów czy śladów zapachowych. Materiał "Interwencji".

Jarosław Sosnowski ma 39 lat. Pochodzi z Ciążenia – małej miejscowości w pobliżu Konina. Spędził tam ponad połowę swojego życia. Drugą połowę przesiedział w więziennej celi. 


Jest 20 listopada 2004 roku. Tego dnia Jarosław Sosnowski postanawia wybrać się na dyskotekę. Jedzie do sąsiedniej miejscowości, do popularnego wówczas klubu Faraon. Towarzyszy mu kilku znajomych. Wewnątrz bawi się tłum ludzi. 


- Dwa piwa. Byłem trzeźwiutki, przyjechałem nie po to, żeby się napić, tylko, żeby spędzić czas z moją dziewczyną Sylwią S. – opowiada Jarosław Sosnowski. 

 

ZOBACZ: Katowice: Matka skazana na 25 lat więzienia za zabójstwo dwumiesięcznej córki


Po pewnym czasie ona pojechała do domu, a on został na imprezie. Poznał kolejną dziewczynę. 


- Około godziny drugiej nad ranem z dyskoteki Jarek wychodzi z koleżanką, już po rozstaniu ze swoją dziewczyną. Idą w okolice takiego zagajnika, tam spędzają razem kilkanaście minut – opowiada Dariusz Haśkiewicz, kuzyn Jarosława Sosnowskiego. 


- Z tego, co pamiętam z akt sprawy, to było już po śmierci Małgorzaty W. – dodaje Justyna Ocicka-Kotarska, obrońca mężczyzny. 

Ciało w zagajniku

Następnego dnia w pobliżu Faraona zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety – 26 letniej Małgorzaty W. Ona również poprzedniej nocy bawiła się w dyskotece. Jej ciało znaleziono w zagajniku. 


- Spodnie miała zsunięte, była bez bielizny, całkowicie rozebrana. Miała rany na ramionach, dużo otarć… Ciało było, można powiedzieć, zmasakrowane. W okolicy zabezpieczono ślady obuwia. Spadł śnieg i one były bardzo wyraźne – opowiadają krewni pana Jarosława. 

 

ZOBACZ: Zabójstwo 10-letniej Kristiny w Mrowinach. Sprawca skazany na dożywocie


On sam zapewnia, że nie znał ofiary. Z akt sprawy wynika, że jest jeden świadek - Szymon Z., który widział go rozmawiającego z Małgorzatą W. 


- W tych papierach to jest tak wszystko pop***, że oni nie wiedzą sami… Ja ich nie widziałem razem! Ja jej nie kojarzę za bardzo. Nie powiedziałem, że on z nią wyszedł. Dali mi protokół do przeczytania, a ja nie umiem za bardzo czytać. Tak przejrzałem i podpisałem – mówi nam Szymon Z. 

Obciążające zeznania

Mimo iż w dyskotece oraz przed nią bawił się tłum ludzi, nikt nie zauważył, by pan Jarosław wychodził gdzieś z zamordowaną później kobietą. Mężczyznę obciążają jednak zeznania szatniarza, który twierdzi, że pan Jarosław przyszedł po rzeczy i miał numerek 33, który należał do Małgorzaty W. Jarosław Sosnowski temu zaprzecza. 


- To dziwne, że szatniarz akurat jego zapamiętał spośród setek osób – komentuje Janusz Ansion z Kuriera Słupeckiego. 

 

ZOBACZ: Nowy Jork: Brutalne zabójstwo sanitariuszki. Brała udział w akcji po zamachu na World Trade Center


Na owym numerku nie zleziono odcisków palców pana Jarosława. Jak to możliwe? 


- Ja w tej chwili nie mogę odpowiedzieć, czy w ogóle ten breloczek był badany - mówi Marek Ziółkowski z Sądu Okręgowego w Koninie. 

Przyznał się do zgwałcenia i zabójstwa

Jarosław Sosnowski zostaje zatrzymany kilka godzin po odnalezieniu zwłok kobiety. Z domu policjanci przewożą go na komendę. Tam przez kolejne trzy dni mężczyzna jest intensywnie przesłuchiwany. W trakcie czynności przyznaje się do zgwałcenia oraz zabójstwa. 


- Rozebrali mnie do majtek. Bili mnie po twarzy, w tył głowy. Jeżeli nie chciałem nic mówić, to policjant mówił: “nap*** go, bijcie go”. Kopali mnie po kręgosłupie, opluwali, śmiali się ze mnie, straszyli, że mnie zaj*** i moją rodzinę, jeśli nie będę mówił tego, co chcą. I tak było przez trzy dni – twierdzi Jarosław Sosnowski. 

 

ZOBACZ: Szczecin. Zapadł wyrok w sprawie podpalenia bezdomnego. Sprawców skazano na 25 lat więzienia


- W aktach sprawy są zdjęcia po jego przesłuchaniu, na których wygląda na posiniaczonego, ta sprawa się już przedawniła, więc formalnie nie można już do tego wrócić – tłumaczy Janusz Ansion z Kuriera Słupeckiego. 


- Zdarzają się sytuacje, że oskarżeni twierdzą, że w jakiś sposób byli zmuszani przez przesłuchujących do składania takich, a nie innych wyjaśnień. Nie kojarzę, by kiedykolwiek się to potwierdziło - mówi Marek Ziółkowski z Sądu Okręgowego w Koninie. 

 

Wizja lokalna

Jarosław Sosnowski brał udział w wizji lokalnej, na której powinien ze szczegółami ujawnić, jak wyglądało zabójstwo. 


- Pierwsze miejsce, które Jarek pokazał na tej ustawionej wizji lokalnej, gdzie miało dojść do zabójstwa, znajdowało się kilkanaście metrów od drogi. Wskazał miejsce, które było zaznaczone rękawiczką. Leżała tam, gdzie znaleziono ciało – opowiada kuzyn Dariusz Haśkiewicz. 


- Został doprowadzony przez funkcjonariuszy do miejsca, w którym miał skręcić do zagajnika i rzeczywiście, tutaj widać jakiś przedmiot w białym kolorze przypominający rękawiczkę – dodaje Justyna Ocicka-Kotarska, obrońca Jarosława Sosnowskiego. 

 

ZOBACZ: Kalisz: Cztery lata więzienia za zgwałcenie 8-latki. Sąd skazał pedofila-recydywistę


Podczas wizji lokalnej Jarosław Sosnowski opowiedział, jak rozerwał ofierze bieliznę, o czym mógł wiedzieć tylko zabójca. 


- Nie, to jest wszystko wersja policjantów. Oni mnie pokierowali w taki sposób, że ją znałem, że się z nią całowałem, że odbyłem stosunek – tłumaczy skazany. 


- Wskazane podczas wizji lokalnej miejsce nie zgadzało się z ustaleniami śledczych. Po czym pani prokurator mówi: “A teraz przenieśmy się w miejsce, w którym faktycznie znaleźliśmy zwłoki”. I to było kawałek w głębi tego zagajnika – opowiada Dariusz Haśkiewicz, kuzyn Jarosława Sosnowskiego. 

 

ZOBACZ: Poznań: 15 lat więzienia za brutalne zgwałcenie. 46-latka nie żyje


To zapis fragmentu wizji lokalnej: 


Prokurator: Proszę jeszcze odejść z podejrzanym parę metrów, niech stwierdzi, czy to na pewno było to miejsce, czy to może gdzie indziej… Proszę, żeby miał pełną perspektywę podejrzany, żeby stwierdził, czy to na pewno w tym miejscu leżała Małgorzata W. Według niego… 


Pan Jarosław: Według mnie, to jest miejsce sto procent to, na którym leżała. 


Prokurator: Ułożymy manekina w tej chwili w tym miejscu, gdzie znaleziono zwłoki podejrzanej. My wiemy, bo myśmy tu byli… I ustosunkuje się do tego podejrzany. 

Brak śladów

Joanna Adamska wskazuje na jeszcze jedną wątpliwość: jej brat zeznał, że udusił kobietę naciskając ręką na klatkę piersiową. - Natomiast z wyników, które przyszły później po trzech tygodniach, wynika, że Małgosia zmarła poprzez ucisk rękoma na szyję – zaznacza. 

Na majtkach ofiary znaleziono włosy należące do innej osoby. Badania wykluczyły, by należały do pana Jarosława. Na ofierze i na miejscu zbrodni nie znaleziono też odcisków palców mężczyzny, śladów jego DNA, odcisków butów czy śladów zapachowych. 

 

ZOBACZ: Lubelskie: Zadzwonił na 112, powiedział, że "właśnie zabija babkę"


Pytamy Marka Ziółkowskiego z Sądu Okręgowego w Koninie, czy w jego doświadczeniu sędziowskim kiedykolwiek zdarzyło się, żeby ktoś, kto gwałci drugą osobę, nie pozostawił po sobie żadnego śladu.

 

- W tej chwili nie mogę sobie przypomnieć takiej sytuacji. Zmierza pan tutaj do tego, żebym ja oceniał ten wyrok, czego nie mogę uczynić – odpowiada. 

25 lat pozbawienia wolności

W marcu 2005 roku Jarosław Sosnowski został uznany za winnego zabójstwa Małgorzaty. Sąd skazał go na 25 lat więzienia. Rok później Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok. Mimo upływu czasu, mężczyzna wciąż twierdzi, że nie popełnił zarzucanej mu zbrodni. 


- Chcę oczyścić moje imię, nazwisko, żebym nie był w tym miejscu. Bo to miejsce nie jest dla mnie – podkreśla skazany. 

 

ZOBACZ: Czechy: tragiczny tydzień w pobliżu polskiej granicy. Dwie osoby nie żyją, dwie usiłowano zabić


- W każdej sprawie można tak deliberować i dyskutować, czy czasami nie doszło do pomyłki sądowej. Ale w tej konkretnej sprawie, ja nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć – zaznacza sędzia Marek Ziółkowski. 


- Naprawdę, tam wystarczy czytać akta. Tam jest napisane, kto może być potencjalnym mordercą – dodaje Dariusz Haśkiewicz, kuzyn Jarosława Sosnowskiego. 

Interwencja/Interwencja
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie