"Interwencja": Poszkodowani w całej Polsce. Kupili pompy ciepła i nigdy ich nie dostali

Polska
"Interwencja": Poszkodowani w całej Polsce. Kupili pompy ciepła i nigdy ich nie dostali
"Interwencja"
Rodziny straciły po dziesiątki tysięcy złotych

Marek Michałowski wpłacił 30 tys. zł na pompę ciepła, ale instalacja nie powstała. I nic nie wskazuje na to, by coś się zmieniło. Nie jest on jedyną osobą, która straciła pieniądze, inwestując w urządzenie sprzedawane przez tajemniczą firmę. Materiał "Interwencji".

Marek Michałowski to rencista z niewielkiej wsi w województwie łódzkim. Mężczyzna chciał wymienić swój stary piec i założyć pompę ciepła. Skorzystał z usług jednej z toruńskich firm. Rencista wpłacił wszystkie swoje oszczędności - 30 tysięcy złotych.

 

- Nie mogę drzewa dziabać, bo jestem na rencie chorobowej i chciałem zabezpieczyć się na starość. Twierdził, żeby wpłacać drugą część pieniędzy, bo pomp jest mało, bo jak wpłacę, to na dniach pompa ma być dostarczona - opowiada Marek Michałowski.

 

Anna Pieńkowska z mężem mieszkają w Chełmie w województwie lubelskim. Na założenie pompy ciepła wzięli kredyt na 26 tysięcy złotych. Pieniądze trafiły na konto firmy, ale pompy nie założono.

 

ZOBACZ: "Interwencja": Przerwali remont. Zostawili emerytkę na zimę… bez ogrzewania

 

- Mieliśmy dać swój wkład, 11 tysięcy zł, a na resztę mąż zawarł umowę z tym panem, że firma bierze kredyt na nas, przez osiem miesięcy pierwsze raty spłaca, a po ośmiu miesiącach państwo spłaca pieniądze z funduszu. My nie wpłaciliśmy tych pieniędzy, tego zadatku, ale kredyt został już uruchomiony. Mąż jest jedynym żywicielem rodziny, ja opiekuję się niepełnosprawną córką, ma cukrzycę – tłumaczy Anna Pieńkowska.

 

Karol i Anna Rybiccy to małżeństwo rolników z okolic Torunia. W czerwcu mieli mieć zainstalowaną pompę. Teraz zostali bez pieniędzy i bez pompy. Stracili 25 tysięcy złotych.

 

WIDEO na stronie "Interwencji"

 

- Chcieliśmy sobie trochę ulżyć, a tak sobie ulżyliśmy, że nie mamy nic. Tylko piec, który cieknie, bo był do wymiany, nie mamy drzewa, nie mamy węgla, a zima za pasem - mówi Anna Rybicka.

 

- U siostry dwa lata temu ta firma instalowała panele, rok temu pompę, było bez zapstrzeń i też byłem pewny, że będzie bez zastrzeżeń – dodaje jej mąż.

Inna nazwa firmy

Adam Pieńkowski twierdzi, że podpisał jeszcze drugą umowę.

 

- We wrześniu przyjechał jeszcze jeden raz przedstawiciel, z drugą umową. Tylko się nazwa firmy zmieniła. Twierdził, że tamta firma jest firmą sprzedającą pompy, a firma *** - montującą pompy, dlatego musimy to zmienić. I zmienił tą umowę z datą wsteczną - wspomina.

 

ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkańcy bez szans na czystą wodę, żyją tak od lat

 

Marek Michalski miał podobną sytuację. Napisał do przedstawiciela firmy SMS-a, sugerując, że podpisał on z nim umowę wiedząc, że firma ogłosiła upadłość.

 

Dostał taką odpowiedź: "Jeszcze we wrześniu czarował (właściciel – red.), że wszystko w starej spółce jest ok. Już prywatnie, poza wiedzą szefostwa, pojechałem i pozamieniałem umowy na ***, by wam zamontowali, a my mamy zakaz kogokolwiek informować, będzie to uznane za działanie na szkodę spółki. Nową umowę koleżanka podmieniła mi w biurze."

Zamknięta siedziba firmy

Ekipa "Interwencji" jedzie do Torunia do siedziby firmy pod adres podany na umowie. Siedziba jest zamknięta.

 

- Prezes jest tutaj, w tym biurowcu obok. Tam tamtych spółek 10 jest. To pewnie jakaś spółka-córka - słyszą dziennikarze od spotkanego na miejscu mężczyzny.

 

Jak się okazuje prezes, w budynku obok, prowadzi już nową spółkę… zajmującą się tym samym, czyli również zakładaniem pomp ciepła.

 

- Ja się nazywam Aneta Krajewska, Telewizja Polsat. Pan jest?

- Ja się nazywam Adam ***

- Czyli pan jest prezesem.

- Tak.

- Był pan w jednej spółce i drugiej.

- Tak.

- Jakieś stanowisko? Mam kamerę.

- Nie będziemy się wypowiadać.

- Co mam przekazać osobom, które czują się poszkodowane?

- Tym się zajmuje kancelaria.

- Ale poszkodowanych jest bardzo dużo i obawiamy się i obawiają się ludzie, że tych pieniędzy nie starczy dla wszystkich.

- Dlatego jest wdrożone postępowanie układowe.

- Choć było już wiadomo, że w firmie *** źle się dzieje, to podstawiane były ludziom umowy przez przedstawicieli.

- Firma działała i podpisywała umowy.

- Ale państwo wiedzieli, że się źle dzieje w firmie tak czy nie??

- (Cisza).

- A, czyli nie uzyskam odpowiedzi?

- Na dzień dzisiejszy, nie.

 

- Zasady spłaty układowej są takie, że będą nas spłacać przez trzy lata, co miesiąc będą przelewać po 600 zł. To węgla za to kupimy… dwa woreczki. To nie było z dnia na dzień przygotowane, oni się przygotowywali do tego już jakiś czas. Oni sobie zyskali czas, a my nic żeśmy nie zyskali - komentuje Anna Rybicka.

 

Kancelaria zajmująca się restrukturyzacją spółki nie chciała wypowiadać się przed kamerą. W oświadczeniu napisała m.in. że "nadzorca układu dokłada staranności, by procedura ta przebiegła sprawnie, jednakże z uwagi na ilość wierzycieli objętych postępowaniem jest ona czasochłonna".

an/"Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie