Co się stało Nawalnemu? Wstępna diagnoza lekarzy z Omska

Świat
Co się stało Nawalnemu? Wstępna diagnoza lekarzy z Omska
EPA/SERGEI CHIRIKOV
- Nie wykryto trucizn ani śladów ich obecności w organizmie. Diagnoza "zatrucie" na pewno pozostaje w naszej świadomości, ale nie uważamy, aby pacjent został zatruty - powiedział lekarz.

Według wstępnej diagnozy postawionej Aleksiejowi Nawalnemu wystąpiło u niego naruszenie metabolizmu, które mogło zostać wywołane spadkiem poziomu cukru we krwi; ten spadek spowodował utratę przytomności - poinformował w piątek lekarz naczelny szpitala w Omsku. Współpracownicy Nawalnego przekazali, że możliwy jest jego transport za granicę.

- Mamy robocze diagnozy. Jedną z tych diagnoz, do której się teraz najbardziej skłaniamy, jest naruszenie równowagi węglowodanów, to jest naruszenie metabolizmu. Może być to skutek raptownego spadku w samolocie (u Nawalnego) cukru we krwi, co spowodowało utratę przytomności - powiedział lekarz Aleksandr Murachowski. Zapewnił, że obecnie lekarze intensywnej terapii razem z kolegami z Moskwy "robią wszystko, co możliwe, aby wyprowadzić Aleksieja Nawalnego ze śpiączki".

 

"Zwykła chemiczna substancja przemysłowa"

 

- Wczoraj przeprowadziliśmy badanie chemiczno-toksykologiczne. Mogę jasno powiedzieć, że nie wykryto hydroksybutanów i barbituranów - oświadczył lekarz. Dzień wcześniej w mediach pojawiły się doniesienia, że Nawalny mógł zostać otruty hydroksymaślanem sodu.

 

ZOBACZ: Trucizna groźna dla Nawalnego i dla otoczenia?

 

- Jeśli chodzi o to, co mówi się w mediach o składniku chemicznym pobranym przez ekspertów do analizy, to mogę powiedzieć, iż nie pobierano materiału biologicznego. Pobrano materiał z powierzchni skóry, ubrania, paznokci itd. Przeprowadziliśmy wiele badań, konsultacji. Jest to zwykła chemiczna substancja przemysłowa, która używana jest np. w plastikowych kubkach - powiedział Murachowski.

 

Oznajmił, że Nawalny nie może być teraz transportowany, "ponieważ jego stan jest niestabilnie ciężki" i ta niestabilność "może się zwiększać przy starcie i lądowaniu" samolotu. Lekarze z Omska i z Moskwy uznali, że "nie można ryzykować życiem i że ryzyko jest zbyt duże" - poinformował.

 

Wypowiedź Murachowskiego w formie nagrania wideo przekazały służby prasowe wydziału zdrowia we władzach obwodu omskiego.

 

Apel do Putina

 

Krótko po tym żona Nawalnego, Julia, która mówiła wcześniej, że chce, by jej mąż znalazł się w niezależnej placówce, zwróciła się do prezydenta Rosji Władimira Putina z apelem o zezwolenie na przewiezienie Nawalnego do Niemiec. "Uważam, że jest mu potrzebna wykwalifikowana pomoc lekarska w RFN. Od 21 sierpnia, od godz. 12, mamy wszelkie możliwości, by niezwłocznie przetransportować Aleksieja pod kontrolą lekarzy" - napisała w liście do Putina Julia Nawalna.

 

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył w piątek, że przewiezienie Nawalnego zależy wyłącznie od leczących go lekarzy.

 

"Znów uważają nas za idiotów"

 

Osobista lekarka Nawalnego Anastazja Wasiljewa, której dzień wcześniej nie dopuszczono do jej nieprzytomnego pacjenta, skomentowała wystąpienie Murachowskiego na swoim Twitterze.

 

"Naruszenie metabolizmu może wystąpić przy wielu chorobach; to jest stan, a nie diagnoza. Spadek poziomu cukru też nie jest diagnozą. Nawiasem mówiąc, wczoraj cukier był w normie. Znów uważają nas za idiotów - wypowiadają mądre słowa, a nie są w stanie ustalić przyczyny śpiączki i postawić diagnozy" - napisała lekarka.

 

"Nie wykryto trucizn"

 

- Nie wykryto trucizn ani śladów ich obecności w organizmie. Diagnoza "zatrucie" na pewno pozostaje w naszej świadomości, ale nie uważamy, aby pacjent został zatruty - informował wcześniej Anatolij Kaliniczenko, zastępca lekarza naczelnego szpitala w Omsku, gdzie Nawalny jest w reanimacji.

 

Dodał, że medycy postawili diagnozę, ale nie będą informować o niej mediów; diagnoza ta została zaś przekazana rodzinie Nawalnego - żonie i bratu.

 

ZOBACZ: Nawalny otruty? Co się stało na lotnisku?

 

"Mamy powikłania, stany, w których on teraz się znajduje i które mieszczą się w pełni w strukturze postawionej przez nas diagnozy" - powiedział Kaliniczenko.

Wsparcie ze strony Polski

"Jestem bardzo zaniepokojony doniesieniami o zatruciu Aleksieja Nawalnego, jego stanie zdrowia i odmowie wyjazdu z Rosji. Musimy mieć 100 proc. pewności, że jego bezpieczeństwo jest gwarantowane. Polska wspiera starania o zapewnienie Panu Nawalnemu najlepszego dostępnego leczenia" - napisał szef rządu na Twitterze.

 

 

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny z podejrzeniem zatrucia nieznaną substancją przebywa w szpitalu w Omsku na Syberii w stanie śpiączki. W piątek lekarze uznali, ze nie może on być zabrany ze szpitala w Omsku, gdyż nie pozwala na to jego stan. Tymczasem do Omska przybył samolot z Niemiec, który miał zabrać Nawalnego na leczenie za granicą.

 

ZOBACZ: Aleksiej Nawalny w śpiączce. Niemcy i Francja oferują pomoc rosyjskiemu opozycjoniście

 

Jednocześnie współpracownicy Nawalnego poinformowali dziennikarzy, że przedstawicielka policji transportowej powiedziała głównemu lekarzowi szpitala w Omsku, iż zidentyfikowano truciznę, groźną nie tylko dla Nawalnego, ale i dla otoczenia.

 

"Może być transportowany"

 

Rodzina i współpracownicy rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego poinformowali w piątek, że nie pozwolono im spotkać się z lekarzami niemieckimi, którzy odwiedzili w piątek szpital w Omsku, gdzie znajduje się Nawalny, pogrążony w śpiączce. "Niemieccy lekarze właśnie zostali wywiezieni ze szpitala. Ja i Iwan Żdanow (prawnik współpracujący z Nawalnym) próbowaliśmy zatrzymać samochód, ale odpychali nas funkcjonariusze w cywilu" - napisała na Twitterze rzeczniczka Nawalnego Kira Jarmysz.

 

ZOBACZ: Łukaszenka: zachód chce odciąć Grodno, wywieszają tam polskie flagi

 

Później Jarmysz dodała, że niemieccy medycy, specjaliści z zakresu intensywnej terapii "po oględzinach Aleksieja Nawalnego doszli do wniosku, że może on być transportowany i że wyposażenie ich samolotu pozwala bezpiecznie przewieźć go niezwłocznie do Berlina".

 

Naczelny lekarz szpitala w Omsku powiedział dziennikarzom, że decyzja o pozostawieniu Nawalnego w Omsku była podjęta razem z niemieckimi medykami, jednak "to jawne kłamstwo" - oświadczyła Jarmysz.

 

Zmiana zdania

 

Lekarz informował, że Nawalny, hospitalizowany tam i pogrążony w śpiączce, pozostanie na miejscu aż do czasu, gdy jego stan się trwale ustabilizuje. "Zakończyło się kolejne konsylium z udziałem naszych kolegów z Niemiec. (...) Prowadzimy cały kompleks działań, aby nikt nie miał zastrzeżeń, nie powiedział, że czegoś nie wykonujemy. Obecnie on (Nawalny) nadal jest leczony w naszym szpitalu, aż do trwałej stabilizacji jego stanu" - powiedział Murachowski.

 

ZOBACZ: Masowe szczepienia przeciwko dżumie w Rosji

 

- Dowiedzieliśmy się od niemieckiego zespołu medycznego, że mogą i chcą przetransportować Nawalnego do Berlina i że takie jest życzenie jego rodziny" - poinformowała organizacja fundacja Cinema for Peace, która zorganizowała wysłanie samolotu do Omska.

 

Dodano, że "rosyjskie władze twierdzą, że konsultowały się z niemieckimi lekarzami i że podróż byłaby dla niego niebezpieczna. To nieprawda". 

 

W piątek po południu naczelny lekarz świadczył, że "pacjent wykazuje pozytywną dynamikę i jest wystarczająco stabilny". Tym samym potwierdził, że możliwy jest transport Nawalnego za granicę. 

 

ZOBACZ: Putin obiecał pomóc Białorusi. Łukaszenka gotowy na reformy, ale "kraju nie odda"

 

Samolot z niemieckimi lekarzami, który ma zabrać na pokład pogrążonego w śpiączce Aleksieja Nawalnego, odleci z Omska nie wcześniej niż za siedem godzin - poinformowała rzeczniczka opozycjonisty Kira Jarmysz. "Wylot Aleksieja nastąpi nie wcześniej niż za siedem godzin" - napisała Jarmysz na swoim Twitterze.

 

 

Wcześniej pojawiły się przypuszczenia, że samolot, który ma zabrać Nawalnego do kliniki w Niemczech, odleci w ciągu najbliższej godziny.

ms/ PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie