Szpital w Łomży. Pracownicy nie odpuszczają, dyrektor rozkłada ręce

Polska
Szpital w Łomży. Pracownicy nie odpuszczają, dyrektor rozkłada ręce
PAP/Artur Reszko
Protest przed szpitalem wojewódzkim w Łomży, przeciwko przekształceniu tej placówki w szpital zakaźny

Mieszkańcy Łomży i pracownicy tamtejszego szpitala w dalszym ciągu protestują przeciwko decyzji wojewody o przekształceniu placówki w szpital jednoimienny, który będzie zajmował się wyłącznie pacjentami zakażonymi koronawirusem. - To, że mieszkańcy Łomży mają zapewnioną pomoc, to jest fikcja - mówią lekarze.

W poniedziałek odbyły się dwa spotkania nowego kierownictwa łomżyńskiego szpitala z personelem i przedstawicielami mieszkańców. Od dziś na czele placówki stoi Jacek Roleder, w przeszłości dyrektor podlaskiego oddziału NFZ. Ma on przeprowadzać szpital przez transformację w placówkę jednoimienną, przynajmniej do czasu wyłonienia nowego dyrektora w konkursie. Joanna Chilińska, pełniąca do wczoraj tę funkcję, podała się do dymisji.

 

ZOBACZ: Polski minister zakażony koronawirusem. "Czuję się dobrze"

 

Pracownicy szpitala podczas spotkania domagali się merytorycznego uzasadnienia decyzji wojewody, wskazując na liczne problemy techniczne i organizacyjne szpitala w Łomży, które mają uniemożliwiać bezpieczne i rzetelne udzielanie pomocy pacjentom zakażonym koronawirusem. 

 

Dwóch zakaźników, kilkanaście respiratorów

 

Jak pisaliśmy wczoraj, w szpitalu jest zatrudnionych tylko dwóch specjalistów chorób zakaźnych i sześciu anestezjologów, respiratorów nadających się do udzielania pomocy pacjentom z koronawirusem jest kilkanaście, a w szpitalu nie ma niezbędnych śluz, izolatek, wentylacji z podciśnieniem, oczyszczalni ścieków. Pracownicy szpitala nie są przeszkoleni do pełnienia nowych obowiązków, a w placówce nie ma środków ochrony osobistej.

 

- Pacjenci z koronawirusem mają prawo do leczenia zgodnie z aktualną wiedzą, jeśli będziemy leczyć tych pacjentów tutaj, to prawo będzie im ograniczone - zaznaczyła podczas poniedziałkowego spotkania jedna z pielęgniarek. - My przecież nie umiemy tego leczyć, pan wie o tym - zwróciła się do nowego dyrektora. - My mamy dwóch zakaźników, przecież te badania, obserwacja tych pacjentów, powinny trwać w szpitalu klinicznym, nie oszukujmy się, państwo doskonale o tym wiedzą - stwierdziła.

 

ZOBACZ: Włochy: prawie 350 ofiar koronawirusa w ciągu doby

 

Nowy dyrektor nie był w stanie udzielić odpowiedzi na pytania pracowników i obiecał dołożyć wszelkich starań, aby uzyskać je przed spotkaniem zaplanowanym na wtorek rano. - Zrobię wszystko, żeby zabezpieczyć was jako pracowników - zapewniał.

 

"Sami jesteśmy ciekawi uzasadnienia"

 

- Sami jesteśmy bardzo ciekawi merytorycznego uzasadnienia tej decyzji. Z tego co wiem, marszałek województwa bardzo intensywnie pracuje nad tym, żebyśmy to pełne uzasadnienie mieli, tyle mogę powiedzieć - mówił z kolei przedstawiciel urzędu marszałkowskiego.

 

 

"Ludzie będą umierali w transporcie"

 

Drugim zasadniczym problemem podnoszonym przez pracowników szpitala jest fakt, że przekształcenie placówki w szpital jednoimienny pozbawi mieszkańców Łomży i okolic dostępu do podstawowej opieki medycznej. W teorii mają oni być obsługiwani przez szpitale w okolicznych miejscowościach - oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów - jednak placówki te już dzisiaj są niewydolne, a mają być niewydolne jeszcze bardziej.

 

- Część naszego personelu pracuje w ościennych szpitalach. Obstawiają SOR w Zambrowie, Kolnie, jeżdżą do Ostrołęki i Białegostoku, to ich drugie miejsca pracy - powiedziała w rozmowie z polsatnews.pl Bernadeta Krynicka, była posłanka PiS, a obecnie kierowniczka Działu Kontraktowania i Nadzoru Świadczeń Medycznych w łomżyńskim szpitalu. - W momencie, kiedy ten personel nie będzie mógł tam jeździć - a stanie się tak, jeśli szpital zostanie przekształcony -  to SOR w Zambrowie czy innych szpitalach też będzie niewydolny, bo będzie brakowało kadry, będzie brakowało rąk do pracy wszędzie wokół Łomży - podkreśliła Krynicka.

 

ZOBACZ: Krynicka i Woźniak zawieszeni w prawach członków PiS 

 

- To, że mieszkańcy Łomży mają zapewnioną pomoc, to jest fikcja. My na oddziale od dwóch tygodni przerabiamy ten temat i wiemy, że lecznictwo otwarte jest zamknięte, tak jest w Łomży - powiedział podczas poniedziałkowego spotkania z kierownictwem jeden z dwóch lekarzy zakaźników.

 

Obecny na spotkaniu przedstawiciel mieszkańców zwrócił uwagę, że średnia wieku mieszkańców Łomży jest stosunkowo wysoka i konieczność pokonania kilkudziesięciu kilometrów w celu uzyskania pomocy medycznej w zasadzie odbiera im do niej dostęp. Zwrócono też uwagę na ograniczoną flotę karetek pogotowia.

 

- Szpitale ościenne są zablokowane. Ludzie nie dojadą do innych szpitali, umrą, czekając na transport albo w transporcie - podkreślał lekarz zakaźnik.

 

Mieszkańcy protestowali od rana

 

Dla mieszkańców Łomży i okolic decyzja wojewody jest tym większym zaskoczeniem, że pierwotnie funkcję szpitala jednoimiennego przydzielono Uniwersyteckiemu Szpitalowi Klinicznemu w Białymstoku - znajdował się on na liście ministerstwa jeszcze w piątek rano. W Białymstoku funkcjonuje kilka szpitali oraz laboratorium diagnostyczne, dlatego - jak twierdzą pracownicy łomżyńskiego szpitala - Białystok byłby dużo lepiej przygotowany organizacyjnie i infrastrukturalnie do objęcia opieką pacjentów z koronawirusem.

 

ZOBACZ: "Do końca tygodnia 1500 chorych, w następnym kilka tysięcy"

 

W Łomży natomiast działa tylko jeden szpital, który pełni w mieście główną bazę leczniczą i diagnostyczną. Mieszkańcy regionu otrzymali listę placówek w okolicznych miejscowościach, oddalonych jednak o kilkadziesiąt kilometrów, przy czym prowadzące do tych miejscowości trasy są często w złym stanie, na niektórych z nich trwają remonty, co uniemożliwi szybkie dotarcie do celu w razie nagłych wypadków.

 

Przed łomżyńskim szpitalem od rana protestowali pracownicy oraz mieszkańcy miasta, ustawiając się pod placówką w samochodach, aby nie łamać obowiązującego zakazu zgromadzeń. Za szybami wielu aut umieszczono hasło "Oddajcie nasz szpital!".

 

 

Kto wprowadził ministra w błąd?

 

W poniedziałek rano minister zdrowia Łukasz Szumowski podczas konferencji prasowej odniósł się do sytuacji łomżyńskiego szpitala, podając przy tym informację o 430 łóżkach i 36 respiratorach. Pracownicy zwracają uwagę, że informacje te są niewłaściwe i minister musiał zostać przez kogoś wprowadzony w błąd. Baza szpitala liczy ponad 500 łóżek, a respiratorów - jak opisaliśmy już wyżej - jest kilkanaście.

 

Pracownicy otrzymali już część dodatkowego wyposażenia ochronnego. Zdjęcie w nowym kombinezonie ochronnym opublikowała na Facebooku jedna z łomżyńskich pielęgniarek.

 

- Do Łomży już poszło 1000 kombinezonów, 1000 maseczek, odpowiednia liczba gogli - powiedział w poniedziałek wieczorem w "Gościu Wydarzeń" minister zdrowia Łukasz Szumowski.

 

- W promieniu 30 km od Łomży mamy trzy szpitale. W związku z tym, wszycy pacjenci będą mieli opiekę w tych trzech szpitalach. Gdzieś ten szpital jednoimienny zakaźny musi być. Musimy mieć miejsce, gdzie będziemy pacjentów przewozić, kierować - dodał szef resortu zdrowia. 

 

WIDEO: rozmowa z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim 

"Była to trudna decyzja" 

 

Od poniedziałku rano szpital w Łomży teoretycznie powinien już działać jako zakaźny, jednak jak stwierdził podczas spotkania z personelem nowy dyrektor placówki, musi on zdobyć dużo więcej informacji na temat tego, co trzeba zrobić, żeby "ewentualnie" przygotować szpital do pełnienia nowej funkcji.

 

Wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski mówił w poniedziałek rano w łomżyńskim Radiu Nadzieja, że Ministerstwo Zdrowia wskazywało, by szpitale wybrane do przekształcenia w jednoimienne - oprócz oddziału zakaźnego - dysponowały też "dość szeroką gamą innych usług medycznych". Paszkowski mówił, że mają w nich znaleźć pomoc osoby, które oprócz zakażenia koronawirusem będą potrzebowały pomocy także w innym zakresie, np. porodu albo porady kardiologicznej. 

 

ZOBACZ: "Korytarz życia" - ludzie rozsunęli wózki, aby ratownicy medyczni mogli zrobić zakupy

 

Jak wskazywał wojewoda, w Podlaskiem są dwa szpitale spełniające te wymogi - Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Białymstoku i Szpital Wojewódzki w Łomży - i była to trudna decyzja. - Z uwagi na to, że szpital uniwersytecki jest jednostką, która udziela jako jedyna na terenie naszego województwa takich świadczeń jak neurochirurgia, chirurgia naczyń, transplantologia i tego rodzaju wysokospecjalistyczne usługi, stąd też nie było zgody ministerstwa na to, żeby ten szpital, który dysponuje niemal 800 łóżkami, wyłączyć z zabezpieczenia medycznego mieszkańców województwa podlaskiego - stwierdził.

 

Dotychczas w województwie podlaskim nie stwierdzono żadnego zakażenia koronawirusem.

bia/luq/ polsatnews.pl, mylomza.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze