Wojna w Ukrainie. Iwanow: Putin szykuje jakiś niesamowity krok. Oby nie nową broń

Polska
Wojna w Ukrainie. Iwanow: Putin szykuje jakiś niesamowity krok. Oby nie nową broń
PAP/EPA/MIKHAIL METZEL / SPUTNIK / KREMLIN POOL
Władimir Putin

- Od kilku dni trwa nowa odsłona rosyjskiej wojny propagandowej, w przekazach pojawia się coś nowego. Powtarzają: "Chcą nas zniszczyć" - mówił w "Gościu Wydarzeń" prof. Nikołaj Iwanow, historyk, były sowiecki dysydent. W jego ocenie oznacza to, że Władimir Putina przygotowuje jakiś "nowy, niesamowity krok". - Oby nie była to jakaś nowa broń, nie chcę mówić o użyciu broni atomowej - dodał.

- Jeśli będziemy prowadzić politykę nienawiści, to skończy się to również dla nas bardzo źle, bo na fali tej nienawiści Putin, który działa w tej wojnie zupełnie nieprzewidywalnie i absolutnie nielogicznie, może coś wymyślić. Nie wiadomo, jaki będzie to krok - przekonywał prof. dr hab. Nikołaj Iwanow historyk z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Opolskiego i były sowiecki i białoruski dysydent.

Prof. Iwanow: Coś się szykuje, jakiś niesamowity krok Putina

- Jestem absolutnie przekonany, że w związku z tą nową kampanią, nową falą wojny propagandowej, coś się szykuje. Ja tak czuję, że coś się szykuje, jakiś niesamowity krok Putina, nie daj Boże, żeby to było użycie jakiejś nowej broni. Nie chcę mówić o użyciu najstraszniejszej broni atomowej, obym nie miał racji - powiedział profesor.

 

Dodał, że Putin jest obecnie w Rosji atakowany z każdej strony przez przeciwników wojny w Ukrainie, ale także prawicowców, nacjonalistów rosyjskich, którzy uważają go za "zbyt miękkiego". Jednocześnie jego zdaniem "już przegrał tę wojnę duchowo".

 

ZOBACZ: Wojna w Ukrainie. Rosjanie wieźli na czołgu bojler i pościel. Ukrainka rozpoznała skradzione rzeczy

 

- Rzeczywiście zaczął się nowy etap tej wojny. Od kilku dni obserwuję, że rosyjska wojna propagandowa wzmocniła się niesamowicie. Dziś jest coś takiego, czego jeszcze nie było - wyjaśnił. - Główna nuta w tej wojnie propagandowej polega na tym, że "nas chcą zniszczyć" i "jeżeli się nie zjednoczymy, to nie będzie Rosji, narodu rosyjskiego" - wyjaśnił historyk.

 

Według niego hasłem propagandy jest: "prowadzimy wojnę na śmierć i życie z całym światem". Jego zdaniem rodzi to niepokój w związku z planowanymi na tym tle kolejnymi krokami Kremla, który znajduje się w pogarszającej się sytuacji polityczno-gospodarczej ze względu na narastający nacisk ze strony sankcji Zachodu nałożonych na Rosję.

"Druga Rosja" istnieje i nie popiera Putina

Zapytany o to, czy istnieje "druga Rosja, która popiera Ukraińców, nie lubi Putina i chce końca wojny, a jeśli jest to gdzie i jak jest liczna" Iwanow odpowiedział, że grono dysydentów liczy dziś w Rosji tysiące osób.

 

- Jeżeli dane oficjalne świadczą o tym, że 70 proc. Rosjan popiera Putina, to wśród młodych ludzi do 30. roku życia będzie to tylko 18 proc. A przyszłość tego kraju polega właśnie na tych ludziach, na młodych Rosjanach - powiedział prof. Nikołaj Iwanow.

 

Bogdan Rymanowski przypomniał, że około 4 mln młodych Rosjan opuściło kraj, mówiąc, że nie chcą tam żyć, uciekając do Kazachstanu, Armenii, Tadżykistanu i Estonii.

 

ZOBACZ: Wojna w Ukrainie. Kułeba o sankcjach: niebezpieczny precedens fragmentacji. Potrzebny siódmy pakiet

 

- Potencjalna grupa buntu ucieka. Kto będzie protestował? - pytał Rymanowski.

 

- To nasz błąd. Ci ludzie powinni zostać, oni po prostu stracili nadzieję. Sądzą, że Zachód ich nie chce, jednocześnie praktycznie nikt nie ucieka na Zachód. Oni są bardzo dobrze wyedukowani, mają firmy komputerowe, przenoszą swój biznes do postradzieckich republik. Armenia jest teraz przepełniona Rosjanami - powiedział profesor. Innym takim celem jego zdaniem jest obecnie Gruzja.

 

Wyjaśnił jednak, że znaczna część licznej grupy wyjeżdżających z kraju Rosjan są osoby, które chcą "obejść Putina, obejść sankcje i dalej żyć". - Nie stać ich na walkę z Putinem - dodał.

 

- Istnieje również ta "druga Rosja", która się buntuje. Są napady na wojenkomaty, punkty werbunkowe armii, są ludzie którzy protestują. Jednak dziś, w czasie wojny protestować jest bardzo trudno - dodał prof. Iwanow. - Zwolennicy Nawalnego są aresztowani - zaznaczył.

 

WIDEO: Prof. dr hab Nikołaj Iwanow, Instytut Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Opolskiego w "Gościu Wydarzeń"

 

"Trzeba być bohaterem, by teraz protestować"

Iwanow przypomniał walkę z obozem sowieckim z początku lat 80. ubiegłego stulecia.

 

- Wiem, że to jest trudne, wiem, że trzeba być bohaterem, żeby protestować w tak trudnych warunkach na terenie Rosji - powiedział.

 

Były dysydent wyjaśnił jednak, że w czasach, gdy przywoził do Polski nielegalne materiały było "o wiele gorzej".

 

- Nie było wtedy internetu, innych środków masowej informacji, wszystkich dysydentów protestujących przeciwko przywódcom takim jak Breżniew, Chruszczow, Czernienko i innym pierwszym sekretarzom, poprzednikom Putina, było kilkuset - dowodził.

 

ZOBACZ: Ukraina. Rzeczniczka praw człowieka Ludmiła Denisowa odwołana ze stanowiska

 

- Wtedy byliśmy zagrożeni tak zwaną psychuszką, to zupełnie coś innego, to gorzej niż więzienie, niż golgota - dodał. - Teraz dysydentów są tysiące. To jest całe młode pokolenie, które nie popiera Putina, które ucieka od tego, by walczyć z Ukrainą - dodał.

 

Zapytany o brak "rządu dusz" w Rosji odpowiedział, że tę sytuację można porównać z Polską z czasów PRL. - Wtedy także ucieczka z Polski to było jedyne wyjście. Ci, którzy mogli też uciekali i nie walczyli z komunizmem. Ale zostali ci, którzy ten komunizm w końcu złamali - przypomniał.

"Trzeba dać Rosjanom wolne media i mówić o nas"

- Robimy wielki błąd, chcąc zwycięstwa nad Rosją, nie dajemy tym Rosjanom, którzy nie popierają Putina nawet promyka nadziei, że Rosja może być demokratyczna - powiedział naukowiec. - To niesamowicie wykorzystuje Putinowska propaganda - dodał.

 

Jak wyjaśnił, brak jest przekazów wyjaśniających intencje Zachodu skierowanych bezpośrednio do obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy są zarzucani propagandą oficjalnych kanałów dystrybucji informacji.

 

- Nie zwracamy się do nich i nie mówimy im o tym, że może zaistnieć taka sytuacja, że demokratyczna Rosja bez Putina bez jego oligarchów i tych wszystkich, którzy są winni tych niesamowitych przestępstw na Ukrainie, może być członkiem cywilizowanego Zachodu. Że ta Rosja jest chętnie oczekiwana wśród świata demokratycznego - powiedział były sowiecki dysydent.

 

- Jak to robić skoro w Rosji jest cenzura, blokada mediów społecznościowych, a z rosyjskich mediów przez 24 godziny na dobę sączy się propaganda? - pytał Bogdan Rymanowski.

 

ZOBACZ: Wojna w Ukrainie. Dostarczyli broń obrońcom Azowstalu. Ukraińcy użyli helikoptera. Jest nagranie

 

- Musimy tym ludziom przekazać wszelkimi możliwymi środkami, tej drugiej Rosji, że "nie chcemy was zniszczyć", nie chcemy rozpadu Rosji - powiedział.

 

Przyznał, że w Federacji Rosyjskiej trudno jest dotrzeć do niezależnych mediów z Zachodu. Jak zauważył "ci młodzi siedzą przy komputerze, czytają, oglądają i widzą".

 

- Ci ludzie, na plecach których jest przyszłość Rosji, są zdolni podjąć taki wysiłek (i dotrzeć do tych informacji) - powiedział. Jego zdaniem powinna powstać jeszcze jedna "Wolna Europa", drugie "Radio Swoboda", kolejna niezależna telewizja.

 

- Ukraińcy to robią, a Europa tego nie robi. Ukraina założyła działającą 24 godziny na dobę rosyjskojęzyczną telewizję, ona jest oglądana w Rosji i wyniki jej działania już są widoczne. Po stronie Ukrainy walczy już legion rosyjski. Sekretem jest, jak jest liczny i gdzie walczy - powiedział Iwanow.

hlk/ml/Polsat News/Polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie