"Zabójca z ogłoszenia" zabijał dopiero za drugim razem. Materiał "Raportu"

Polska
"Zabójca z ogłoszenia" zabijał dopiero za drugim razem. Materiał "Raportu"
Polsat News
prawca przed zadaniem ciosów nożem, jeszcze sobie pomagał, spryskując ofiary gazem

Dokładnie pięć lat temu zapadł prawomocny wyrok w jednej z najgłośniejszych kryminalnych spraw w historii Polski. Prasa mordercę nazwała "zabójcą z ogłoszenia". Do sprawy wraca Leszek Dawidowicz w "Raporcie".

Żeby zrozumieć dlaczego właśnie tę sprawę tak dokładnie pamiętają śledczy, trzeba cofnąć się do lutego 2013 r. Późnym wieczorem ktoś dzwoni na policję i informuje, że emerytowany lekarz leży martwy na podłodze własnego domu w Warszawie.

 

Do morderstwa doszło w spokojnej, willowej dzielnicy na warszawskiej Sadybie. - Zdziwiła mnie bardzo mała ilość krwi. Było to nietypowe jak na widok ofiary - wspomina oficer wydziału terroru kryminalnego i zabójstw Komendy Stołecznej Policji, który zajmował się tą sprawą.

 

ZOBACZ: Łódzkie: Zabójca sklepikarza z Brzezin aresztowany. Grozi mu dożywocie

 

- Przybyli na miejsce ratownicy medyczni, zobaczyli ciało i mówią: dobrze, a gdzie było zabójstwo? To znaczy, że dookoła było dużo małych plam krwi. Nie było tak jak się standardowo widzi - jednej, dużej kałuży - dodaje.

To nie był napad rabunkowy

Szybko okazało się, że sprawca zabójstwa dokładnie wycierał ślady. Kilkukrotnie ugodził mężczyznę nożem. Siła uderzenia była tak duża, że w trakcie złamało się jego ostrze. Dom był do wynajęcia, więc nie było co z niego ukraść, lekarz również nie został okradziony.

 

ZOBACZ: Jest oskarżony o morderstwo. Wpadł, bo opisał zbrodnię w książce

 

- Nie wiedzieliśmy jaki mógł być motyw mówi Andrzej Kawczyński, były szef wydziału terroru kryminalnego i zabójstw. Po kilku miesiącach rodzina 63 letniej kobiety zgłasza zabójstwo w willi zaledwie kilka kilometrów dalej w stosunku do pierwszej zbrodni. Znów willowe osiedle, znowu dom stał pusty i nie było co z niego ukraść.

"Zabijał dopiero za drugim razem"

- Ofiara była zmasakrowana. Jeżeli człowiek dostanie dziewięć ciosów w serce i jego okolicę. To nie mówimy tutaj o czymś łagodnym. To stanowi o brutalności tego sprawcy - mówi oficer wydziału terroru kryminalnego i zabójstw, który widział miejsce zbrodni. Sprawca uderzał ofiarę również tępym narzędziem, wybił jej zęby. Na miejscu zbrodni było widać ogromne emocje. Dwa willowe osiedla, dwa domy do wynajęcia.

 

ZOBACZ: Runął wieżowiec w Gazie trafiony izraelską rakietą. Islamski Dżihad odpowiedział tym samym [WIDEO]

 

Policjanci zrozumieli, ze maja do czynienia z jednym sprawca. Kimś kto po prostu lubi zabijać. To co było charakterystyczne to dokładny wybór ofiary i niesamowita kontrola otoczenia. Sprawca poruszał się uliczkami, na których nie było kamer monitoringu. - Sprawca spotykał się z przyszłymi ofiarami dwukrotnie i dopiero za drugim razem zabijał mówi Jan Gołębiowski, profiler, który pracował nad sprawą "zabójcy z ogłoszenia".

Kryptonim "LOKATOR"

Wiek ofiar wskazywał na to, ze ofiara musi być łatwym celem. Ale sprawca przed zadaniem ciosów nożem, jeszcze sobie pomagał, spryskując ofiary gazem. Po drugiej zbrodni wciąż ciężko było odpowiedzieć na pytanie o motyw. Powstała hipoteza, ze sprawca zabija majętnych ludzi bo w jego odczuciu to on powinien być na ich miejscu. 

 

ZOBACZ: Policjanci ocalili blok. Wyrwali zapalniczkę, zakręcili kurki i zatrzymali lokatora

 

Sprawa zyskała policyjny kryptonim "LOKATOR". Policja w końcu miała pewność, że sprawca dzwoni zawsze z określonego aparatu telefonicznego, w którym zmienia tylko karty sim. Jednak kiedy ustalono konkretne urządzenie, te niestety było wyłączone. Mijały miesiące. Pewnego razu wreszcie ktoś na korytarzu krzyknął, że "lokator" znów włączył telefon. Zabójca umawiał się już na oglądanie kolejnych mieszkań. W trakcie rozmowy podjechała do niego policja.

 

WIDEO: Morderca zabijał podczas oglądania mieszkań do wynajęcia

  

"Ja to nie ja"

Jerzy B. wiedząc, że przygotowujemy o nim materiał postanowił zadzwonić do nas z więzienia gdzie odsiaduje wyrok dożywocia. - Już kilkukrotnie, różni dziennikarze, z różnych programów się do mnie zwracali i mniej więcej to polegało na tym: punkt 1 - jak żyje się psychopacie, punkt 2 - jak społeczeństwo może wyeliminować psychopatów, punkt 3 i 4 - patrz punkt 1 i 2.

 

ZOBACZ: Zmarł seryjny morderca. Według FBI zabił najwięcej osób

 

- Ja to nie ja - to jest jedyny tekst jaki powtarzałem w trakcie przesłuchań u policjantów i prokuratorów. W okolicach jednej i drugiej zbrodni logował się telefon Jerzego B. W mieszkaniach znaleziono ślady jego DNA. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego chciał wynająć luksusowe nieruchomości skoro był bezrobotny i utrzymywał się z pomocy finansowej rodziny i znajomych. Zdaniem biegłych psychologów to był czas kiedy niebezpiecznie urosła w nim frustracja. Proces Jerzego B. trwał tylko pięć tygodni. Sąd nie miał wątpliwości, że dowody są jednoznaczne. Sam zabójca z ogłoszenia twierdzi, że jest niewinny i kiedyś jeszcze to udowodni.

aml/ sgo/Polsat News, Polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie