Koronawirus w Australii? "Czekamy na wyniki"

Świat
Koronawirus w Australii? "Czekamy na wyniki"
PAP/EPA/STRINGER
Chińska Narodowa Komisja Zdrowia potwierdziła, że koronawirus może być przenoszony między ludźmi

Australia apeluje do podróżujących do Wuhan o "zachowanie szczególnej ostrożności", po tym jak mieszkaniec Brisbane wrócił z chińskiego miasta z objawami koronawirusa. Teraz chory przebywa w izolacji w domu. - Czekamy na wyniki testów - podała Jeanette Young, główny specjalista do spraw zdrowia w Queensland. WHO potwierdziła, że wirus może rozprzestrzeniać się między ludźmi.

Tajemniczy wirus powoduje zapalenie płuc, które porównywane jest do zespołu ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej SARS. Zespół ten znany pod inną nazwą - nietypowego zapalenia płuc - po raz pierwszy pojawił się w końcu 2002 roku w chińskiej prowincji Guangdong.

 

Epidemia nowej choroby wybuchła przed Nowym Rokiem. Poza Wuhan doszło do zawleczenia pojedynczych zakażeń do Pekinu, Szanghaju i prowincji Guangdong. Wirus pojawił się także w Japonii, Tajlandii i Korei Południowej, a we wtorek wykryto go także u jednej osoby na Filipinach.

 

Chory odizolowany. "Czekamy na wyniki"

 

Mieszkaniec Brisbane w australijskim stanie Queensland po powrocie z Chin przeszedł już testy na zakażenie koronawirusem. Miał objawy, które odpowiadają ostrzeżeniu wydanemu przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).

 

- Zarejestrowaliśmy jednego pacjenta, którego w tej chwili badamy. Podróżował do Wuhan i rozwijają się u niego problemy z układem oddechowym. Zrobiliśmy testy, czekamy na ich wyniki - poinformowała Young.

 

ZOBACZ: Chiński wirus zaczął rozprzestrzeniać się na inne kraje

 

Premier Australii Scott Morrison ogłosił we wtorek, że rząd podniesie turystyczne zalecenia dla podróżujących do Wuhan do poziomu drugiego. Oznacza to, że Australijczycy powinni zachować dużą ostrożność podczas pobytu w Chinach.

 

 

Apele ekspertów

 

Według australijskich ekspertów, prawdopodobieństwo zarażenia wirusem w kraju jest niskie.

 

Premier Australii Scott Morrison stwierdził, że jego kraj jest dobrze przygotowany, by zareagować na ewentualne rozprzestrzenienie koronawirusa i będzie kontynuować monitorowanie sytuacji oraz podejmowanie akcji tam, gdzie to potrzebne.

 

 

Jednakże, na lotnisku w Sydney pracownicy ds. bezpieczeństwa biologicznego będą przekazywać pasażerom bezpośrednich lotów z Wuhan do Sydney informacje o objawach charakterystycznych dla koronawirusa obejmujące m.in. wysoką gorączkę.

 

ZOBACZ: Wirus ptasiej grypy po prawie trzech latach wrócił na Ukrainę

 

Wszystkim powracającym z Wuhan i czującym źle, radzono - jak dotąd - aby zgłaszali się do lekarzy rodzinnych lub izbę przyjęć oraz ograniczali do zera kontakt z innymi osobami.

 

Kolejna ofiara śmiertelna

 

W poniedziałek oficjalna liczba wszystkich zakażeń w Chinach wzrosła do 291 – podała chińska Narodowa Komisja Zdrowia. Najwięcej zachorowań, bo aż 270, odnotowano w prowincji Hubei, głównie w liczącej 11 mln mieszkańców stolicy tego regionu Wuhan, gdzie doszło do wybuchu epidemii. Z powodu zakażenia zmarły cztery osoby.

 

Ostatnią ofiarą jest 89-letni mężczyzna, u którego objawy koronawirusa stwierdzono 13 stycznia. Pięć dni później trafił on do szpitala. Lekarze wyjaśnili, że zmarły cierpiał na inne dolegliwości, takie jak nadciśnienie, cukrzyca i choroba wieńcowa.

 

Miejska komisja zdrowia w Wuhan poinformowała ponadto, że 15 pracowników medycznych jest zarażonych koronawirusem, stan jednego z nich jest krytyczny.

 

Oficjalne dane o zakażeniach podawane przez władze chińskie są jednak podważane. Cytowany przez BBC Gabriel Leung z uniwersytetu w Hongkongu twierdzi, że w Chinach zakażonych jest ponad 1300 osób. W ocenie London Imperial College’s MRC Centre for Global Infectious Disease, do 12 styczna 2020 r. w samym Wuhan było już 1723 zakażeń nowym koronawirusem. Władze sanitarne Chin oficjalnie nie odnoszą do brytyjskiego raportu.

 

Restrykcyjne wytyczne WHO

 

Władze ChRL zapewniają, że wybuch nowego szczepu koronawirusa w tym kraju jest kontrolowany, ale zastrzegają też, że droga jego rozprzestrzeniania się nie została jeszcze zmapowana, a pochodzenie wirusa wciąż nie jest znane. Objawy choroby obejmują gorączkę, trudności w oddychaniu, a także nacieki w płucach.

 

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przesłała do szpitali na całym świecie wytyczne, dotyczące zapobiegania zakażeniom i ich kontroli; przypomniano też, że bardzo podobny wirus nazywany MERS powoduje śmierć 35 proc. osób zarażonych.

 

 

WHO nie wszczęła jeszcze alertu zalecającego ograniczenie ruchu turystycznego i monitorowanie podróżnych linii lotniczych przylatujących z regionów, w których rozprzestrzenia się wirus. Reuters informuje, że decyzja w tej sprawie ma być podjęta w środę rano.

ac/hlk/bas/ sbs.com.au, polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze