Dzień Dziecka w Polsat News: tak wyglądali nasi dziennikarze w dzieciństwie

Polska
Dzień Dziecka w Polsat News: tak wyglądali nasi dziennikarze w dzieciństwie
Polsat News

Z okazji święta najmłodszych przygotowaliśmy galerię ze zdjęciami naszych dziennikarzy w nieco innej "odsłonie", bo z czasów dzieciństwa. Niektórzy już za najwcześniejszych lat marzyli o zawodzie prezentera. Jak widać na naszej antenie - marzenia czasem się spełniają.

 

Dorota Gawryluk: Moje dzieciństwo było beztroskie, szczęśliwe i pełne świeżego powietrza, bo spędziłam je w górach.

 

 

Bogdan Rymanowski: Był rok 1980. Zbliżały się wakacje i słynny sierpień 1980. Razem z kolegami i koleżankami z VI B Szkoły Podstawowej nr 87 w Nowej Hucie. Jak widać królowały chałaty - tak nazywano ówczesne mundurki.

 

 

Magdalena Kaliniak: Mikrofon towarzyszył mi od zawsze, choć początkowo jego rolę pełnił damski dezodorant. To do niego - jako kilkuletnia dziewczynka - wyśpiewywałam z koleżankami na osiedlu "To nie ja byłam Ewą...". Nie miałam jednak talentu muzycznego. Gdy zaczynałam śpiewać w samochodzie, tata włączał radio. Pewnego dnia - w ramach protestu, że skończyła się dobranocka - postanowiłam nie kłaść się spać. Obejrzałam "Wiadomości" i tak zaczarowała mnie Grażyna Bukowska, a później Krystyna Czubówna. Rodzice musieli mi je nagrywać na VHS-ie, potrafiłam je odtwarzać bez końca...

 

 

Marta Budzyńska: Blond, długie do pasa włosy i uśmiech grzecznej dziewczynki niech nikogo nie zwiodą. Jako dziecko byłam łobuziarą - biegającą po dachach, piwnicach i drzewach, grającą w piłkę nożną z kolegami z osiedla. Do przedszkola zamiast lalek nosiłam worek resoraków, a pierwszą moją zabawką był samolot. W przedszkolu wymyśliłam, że będę lekarzem - endokrynologiem (tak, wtedy już wiedziałam, kto to jest i czym się zajmuje). No cóż... nie wyszło, ale miłość do samochodów i samolotów została. W piłkę nożną też czasem gram.

 

 

Przemysław Białkowski: Przygodami interesował się od małego. Dla Przemusia największą przygodą (średnio udaną) była wyprawa do przedszkola. Później było już lepiej. Dorosły Przemek swoje przygody przeżywał podczas podróży do ponad 60 krajów. Dzień dziecka jest dla niego w tym roku szczególny, bo dwa miesiące temu został szczęśliwym tatą Marysi.

 

 

Beata Cholewińska: Patrzę na to zdjęcie z nieukrywanym sentymentem. Dlaczego? Z kilku powodów... Jest rok 1982, tragiczna sytuacja polityczna i gospodarcza w naszym kraju, a my - dzieci - jesteśmy szczęśliwe i zawsze uśmiechnięte. To zasługa mojej kochanej mamy! Po drugie - to zdjęcie zamieszczone na liście gratulacyjnym dla mojej mamy. Dumna kończę przedszkole i idę do pierwszej klasy szkoły podstawowej :) U mnie uśmiech, a u mamusi łzy :) I w końcu po trzecie - ważne z dzisiejszej perspektywy :) - kobiety grubo po czterdziestce - moje policzki, bufki, pucie (jak kto woli) są PRAWDZIWE !!! Kochane dzieci, życzę Wam, abyście potrafiły cieszyć się z najdrobniejszych przyjemności :) Życie jest wtedy piękniejsze !!! 

 

 

Ewa Gajewska: Jak patrzę na tę fotografię, to myślę sobie, że "dziubek" do zdjęć robiło się już 30 lat temu. To były wakacje nad morzem - w Pogorzelicy. Nie pamiętam, dlaczego pozuję do zdjęcia z panterą. Przypuszczam, że był to jakiś miejscowy gadżet, przy którym wszystkie dzieci miały pamiątkowe zdjęcie... i teraz każde z tych setek lub tysięcy dzieci, teraz już dorosłych, przeglądając rodzinny album zastanawia się o co chodzi z tą panterą. Najważniejsze jednak, że były to wakacje z moimi ukochanymi dziadkami. Jeździliśmy tam przez wiele lat. Zarówno Babci i jak i Dziadka nie ma już niestety ze mną. Dlatego patrząc na to zdjęcie myślę przede wszystkim o nich. I dlatego zajmuje ono w moim sercu szczególne miejsce.

 

 

Agnieszka Gozdyra: Miałam być chłopcem, ale - że zawsze stawiam na swoim - urodziłam się jako Agnieszka. Imię mam po babci, której nigdy nie poznałam, a wychowała mnie tak naprawdę moja druga babcia - mama mamy. Dzieciństwo na warszawskiej Pradze dało mi dużo siły na resztę życia.

 

 

Mariusz Abramowicz: To zdjęcie sprzed 45 lat, aż trudno uwierzyć. Prawdopodobnie pod czujnym okiem kochanej mamy stawiam pierwsze kroki. Późniejsze kroki to była nieustanna lekcja życia. Lata '70, '80 - to czasy, kiedy często dzieci biegały z "kluczami na szyi". I świetnie sobie radziliśmy. W miejscowości Mniów pod Kielcami - gdzie spędziłem większość dzieciństwa - nie było zbyt wiele atrakcji, wtedy nie było telefonów komórkowych, nie było gier komputerowych. Były za to książki i była ogromna kreatywność. Mieliśmy paczkę, grupę przyjaciół, która nigdy się nie nudziła. Były wyprawy nad rzekę, do lasu, było odtwarzanie scen z różnych filmów jak - "Janosik" czy "Czterej pancerni i pies". Kopaliśmy w piłkę gdzieś na łące i zaaranżowanym przez nas boisku. Odtwarzaliśmy najważniejsze mecze. I co ciekawe - co jest chyba fenomenem - wszyscy byli punktualni. Jeśli umawialiśmy się np. na szesnastą, każdy był na czas. To był fajny okres i doskonała lekcja, z której zawsze gdzieś w tyle głowy będę miał jedną myśl - jeżeli czegoś nie masz -nie zazdrość, po prostu staraj się robić wszystko, żeby to znaleźć albo przynajmniej namiastkę tego, czego pragniesz.

las/hlk/msl/pgo/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze