Białoruś. Migrant z Iraku: Ja, moja mama i bracia wierzymy, że nasze miejsce jest w Europie

Świat
Białoruś. Migrant z Iraku: Ja, moja mama i bracia wierzymy, że nasze miejsce jest w Europie
PAP/EPA/LEONID SCHEGLOV/BELTA HANDOUT
Migranci na granicy polsko-białoruskiej

Białoruski portal opozycyjny Zerkalo.io przeprowadził wywiad z migrantem przebywającym na granicy polsko-białoruskiej. - Ja, moja mama i bracia wierzymy, że nasze miejsce jest w Europie, w Niemczech, gdzie chcemy żyć – zdradził Amir dziennikarzom Zerkala.

W środę portal Zerkalo.io zamieścił fragmenty wypowiedzi z wywiadu przeprowadzonego z 21-letnim Kurdem, obywatelem Iraku, Amirem, którego nazwisko nie zostało podane ze względów bezpieczeństwa. Amir przyleciał na Białoruś wraz z matką i dwoma braćmi. Nie ukrywa, że celem jego rodziny jest dotarcie do Niemiec, ponieważ poszukują lepszych warunków do życia niż w Iraku. Niemcy określa jako marzenie swojej matki.

 

ZOBACZ: Kreml: słowa Morawieckiego o odpowiedzialności Rosji za sytuację na granicy "nie do przyjęcia"

 

- W moim kraju brakuje jedzenia i wody. Dlatego ja i tysiące moich braci wybraliśmy tę tułaczkę – próbę przedostania się do Unii Europejskiej - tłumaczy Amir.

Na granicy przebywa 2500-3000 tys. ludzi

Migrant zapewnia, że on i jego rodzina dostali się na Białoruś legalnie. Przylecieli samolotem, a organizacja niezbędnych dokumentów zajęła im sześć dni. Opłata wyniosła 3000 dolarów od osobę.

 

ZOBACZ: Rosyjskie bombowce przeprowadziły patrol nad Białorusią

 

Amir przyznaje, że od początku chciał dostać się legalnie do Polski, jednak czekał na wydanie wizy przez władze irackiego Regionu Kurdystanu przez cztery miesiące. Zdecydował się więc dostać do Unii Europejskiej przez Białoruś. Dziennikarze portalu Zerkalo.io dodali, że nie udało się wyjaśnić, dlaczego w tej sytuacji Amir nie zwrócił się do polskiej jednostki dyplomatycznej bądź innego kraju UE.

 

Rodzina Amira dostała się z Mińska do przygranicznych miejscowości taksówką, podobnie jak inni migranci, którzy wylądowali na Białorusi. Następnie udali się dalej pieszo. Migranci założyli obóz w pobliskich lasach, w którym, według słów Amira, przebywa obecnie od 2500 do 3000 ludzi. Nie są agresywni.

Brakuje żywności

W dalszej części wywiadu opowiada o braku żywności i chłodzie, jakiego doświadczają on, jego rodzina i inni migranci przebywający przy granicy polsko-białoruskiej.

 

- Po prostu stoimy przy granicy – stwierdza Amir. – Chcemy, żeby polska policja i polski rząd nam pomogli i otworzyli granicę. Polscy strażnicy często zachowują się niewłaściwie. Kiedy podeszliśmy, aby poprosić o wpuszczenie nas do Polski, zaatakowali nas gazem łzawiącym. Jednocześnie białoruscy pogranicznicy zmuszają nas do wyjazdu do Polski, dlatego nie możemy zostać na Białorusi - dodaje Amir.

 

ZOBACZ: Rzecznik MSZ: polityka Białorusi prowadzi potencjalnie na skraj katastrofy

 

Portal Zerkalo.io jest redagowany zza granicy przez białoruskich opozycyjnych dziennikarzy. Został założony przez redaktorów największego niezależnego serwisu informacyjnego na Białorusi TUT.by, który został zlikwidowany przez władze białoruskie w maju tego roku.

wys/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie