Generałowie wzywają do obrony Francji przed islamizmem

Świat

We Francji rozgorzała debata wokół apelu niebędących w służbie czynnej 20 generałów, ponad stu wyższych oficerów i około tysiąca wojskowych innych rang wzywających prezydenta i rząd do obrony kraju przed islamizmem.

Portret starszego białego mężczyzny w ciemnej kurtce, z siwymi włosami, patrzącego przed siebie, blisko mikrofonu.
wikimedia/Géji
Na zdjęciu były dowódca Legii Cudzoziemskiej, gen. Christian Piquemal, który zaproponował napisanie wspólnego listu innym generałom.

Po raz pierwszy apel o "obronę patriotyzmu" opublikowany został na portalu Place d’Armes 13 kwietnia, następie 21 kwietnia przedrukował go prawicowy tygodnik "Valeurs Actuelles".

 

ZOBACZ: Francja. Atak nożownika przed komendą policji w Rambouillet. Nie żyje kobieta

 

Dopiero w niedzielę 25 kwietnia omówiono go w telewizyjnym programie publicystycznym, co spowodowało reakcję dwójki ministrów, w tym minister ds. sił zbrojnych Florence Parly, która oskarżyła wojskowych o wzywanie do puczu i zapowiedziała sankcje.

 

"Rozkład z powodu islamizmu"

 

Podczas gdy lewicowi politycy potępiają tekst, publicyści zauważają, że wojskowi nie wzywają do przeciwstawienia się władzom, ale ostrzegają, że ojczyzna jest na granicy "rozkładu z powodu islamizmu", który prowadzi do - jak piszą wojskowi - "oderwania licznych części kraju, zmieniając je w terytoria poddane dogmatom sprzecznym z konstytucją".

 

ZOBACZ: Francja: terrorysta skazany na 24 lata więzienia za planowanie zamachów w 2016 roku

 

Brak działań ze strony władz grozi wybuchem "wojny domowej", do której może być włączone wojsko, któremu powierzona będzie misja "ochrony naszych wartości cywilizacyjnych i obrony rodaków na terytorium narodowym" - wskazują wojskowi.

 

Szczególną polemikę wywołało zdanie apelu wyrażające gotowość "poparcia dla polityków, którzy wezmą pod uwagę ratowanie narodu".

 

Odpowiedź Le Pen i lewicy

 

Na apel pierwsza odpowiedziała szefowa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, wzywając jego sygnatariuszy do - jak to ujęła - "dołączenia do naszych działań, by uczestniczyć w rozpoczynającej się bitwie, która jest bitwą Francji".

 

ZOBACZ: Raport: Francja ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo w Rwandzie w 1994 r.

 

W poniedziałek przywódca skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Melenchon ogłosił, że powiadomił prokuraturę o "wykroczeniu wobec prawa" i wezwał do ścigania autorów "prowokacji do nieposłuszeństwa w wojsku" i tych, którzy ją publikują. Skrytykował również brak reakcji ministrów w tej sprawie.

 

"Milczenie rządu" wobec "wezwania do zamachu stanu" potępił również były socjalistyczny kandydat na prezydenta Benoit Hamon.

 

"Reprezentują siebie"

 

Minister Parly w końcu zareagowała, oskarżając Le Pen o próbę upolitycznienia wojska i wciągnięcia armii do kampanii wyborczej.

 

Emerytowanych generałów nazwała "nieodpowiedzialnymi". Dodała, że "reprezentują tylko siebie" i zapowiedziała sankcje przewidziane w regulaminie sił zbrojnych.

 

We wtorek media odkryły, że część sygnatariuszy apelu ma związki z ugrupowaniami skrajnie prawicowymi, a jeden z generałów, wydalony był z wojska za zorganizowanie w 2016 r. manifestacji przeciw imigrantom obozującym w Calais na północy Francji.

 

"Jutro staniemy naprzeciw siebie"

 

Żaden z sygnatariuszy apelu nie jest naprawdę w służbie czynnej. Jednak obowiązujące od 1839 r. skomplikowane przepisy dotyczące generałów powodują, że nie przechodzą oni na emeryturę, ale do "sekcji II" i teoretycznie, mogą być w każdej chwili do dyspozycji ministra. Tak samo jak żołnierze służby czynnej podlegają obowiązkowi publicznego nieafiszowania swych poglądów politycznych.

 

Uczestnicy debaty w telewizji CNEWS przypomnieli, że w 2018 r. ówczesny minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb uprzedzał, ustępując ze stanowiska, że krajowi grozi wojna domowa z powodu terytoriów, na których większość stanowią islamscy imigranci. - Dziś mieszkamy obok siebie. Obawiam się, że jutro staniemy naprzeciw siebie – przestrzegał wtedy minister.

 

Prawie wszyscy komentatorzy uznali tzw. aferę generałów za nieoficjalny wstęp do kampanii przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

rsr / PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie