Strzelał do rodziny, a po wyjściu na wolność wrócił z groźbami. Znów go wypuszczono

Polska
Strzelał do rodziny, a po wyjściu na wolność wrócił z groźbami. Znów go wypuszczono
"Interwencja"
- Przyszedł z pokoju i zaczął strzelać do nas wszystkich – mówi pani Iwona, była żona Krzysztofa W.

Krzysztof W. z Rybnika próbował zabić żonę, teścia i szwagra, a następnie otworzył ogień do policjantów. Trafił wówczas do szpitala psychiatrycznego. Pięć lat później stwierdzono, że jest już zdrowy i wypuszczono go. Szybko wrócił na miejsce przestępstwa, domowników uratował szybki przyjazd policji. Minęło kolejnych pięć lat i W. znów wyszedł ze szpitala psychiatrycznego. Reportaż "Interwencji".

Dziesięć lat temu w Rybniku doszło do makabrycznych wydarzeń. 39-letni wówczas Krzysztof W. próbował zabić swoją żonę, teścia i szwagra. Następnie otworzył ogień do przybyłych na miejsce policjantów.

 

- Przyszedł w stanie wskazującym, słyszałem, jak córka się z nim kłóciła. Mówił, że chce kolegów tu sprowadzić, bo na działkach pili - wspomina Jan Olszewski, teść Krzysztofa W.

 

Ośmiokrotnie postrzelony przez Krzysztofa W.

 

- Przyszedł z pokoju i zaczął strzelać do nas wszystkich - mówi "Interwencji" pani Iwona, była żona Krzysztofa W.

 

- Poderwałem się, żeby go obezwładnić, ale już nie doszedłem do niego, bo zdążył wyciągnąć drugą broń zza pazuchy. Chyba miał już przeładowaną, bo zaczął ładować do mnie z obydwu tych pistoletów i padłem przed nim. I stanął nade mną i zaczął strzelać, jeszcze z nieprzyzwoitym epitetem: giń, ch***! - opowiada Ireneusz Olszewski, ośmiokrotnie postrzelony przez Krzysztofa W.

 

ZOBACZ: Bez odszkodowania za działkę zabraną pod budowę drogi w Warszawie

 

Po chwili doszło do strzelaniny między Krzysztofem W. a policjantami. Mężczyzna poddał się dopiero w momencie, gdy ranne zostało jedno z jego dzieci. Mimo zarzutu usiłowania zabójstwa 26 osób, Krzysztof W. został uznany za niepoczytalnego. Umieszczono go w szpitalu psychiatrycznym, z którego wyszedł już po pięciu latach. Udało nam się wtedy z nim porozmawiać.

 

Reporter: Co by pan synom powiedział, gdyby pan zabił ich matkę?

Krzysztof W.: Matka nie dostała... To była jedyna taka, powiem szczerze, ofiara tej całej sytuacji. Ja do niej nic nie miałem. Po prostu miałem z nią na pieńku, ale ja do niej nie strzelałem. Zasłoniła własnego ojca i ona dostała te kule za niego. Tamtego to centralnie, tego szwagra, osiem kul co w niego wpakowałem, to tam z premedytacją.

 

Mężczyzna znów jest na wolności

 

- Dziesięć dni po tym, jak był wypuszczony, przyszedł do nas. Akurat kanalizację czyściłem i miałem garaż otwarty. Mówię: zaczekaj, ja ci pokażę, że ty już jesteś wymeldowany z tego domu. No i wszedłem przez garaż do pokoju. Dziesięć sekund, a on za mną przez garaż i zaczął nam wygrażać, że nas tu i tak usunie, że prędzej czy później i tak nas zlikwiduje - wspomina Jan Olszewski, teść Krzysztofa W.

 

- Jak przyjechałem, już był patrol policji, zatrzymali go w oczekiwaniu na karetkę. Karetka go wzięła, a policjant musiał jechać w karetce i go pilnować - relacjonuje Ireneusz Olszewski, ośmiokrotnie postrzelony przez Krzysztofa W.

 

ZOBACZ: Jest nękana przez dorosłego syna. "Dawałam mu pieniądze, wyzywa mnie"

 

Po wydarzeniach sprzed pięciu lat Krzysztof W. ponownie trafił do szpitala psychiatrycznego. Trzy tygodnie temu do państwa Olszewskich dotarła jednak informacja, że mężczyzna jest znów na wolności. Rodzina obawia się o swoje życie.

 

- Jedynie trzeba się pilnować, czekać, bo wiadomo - jak on coś obiecał, tak może sprawy dokonać. Boję się, żeby on mi tego domu podpalić nie chciał - mówi Jan Olszewski.

 

- On jest człowiekiem mściwym i gdzieś tam po prostu zawsze mu w głowie to zakodowane zostanie. Może gdzieś mu się przypomnieć coś, a tym bardziej w połączeniu z alkoholem - uważa Ireneusz Olszewski.

 

Traktowany jak pacjent, a nie przestępca

 

- On jest uważany za osobę, która dopuściła się czynów karalnych i może być niebezpieczna potencjalnie. Natomiast nie jest traktowana jak przestępca, jest traktowana jako swego rodzaju pacjent. Jeżeli lekarze stwierdzili, że jest bardzo niskie ryzyko, żeby cokolwiek się miało wydarzyć, to nakazuje im to w pewnym sensie zaufać - tłumaczy Tomasz Pawlik z Sądu Okręgowego w Gliwicach.

 

ZOBACZ: Myśliwy zastrzelił 16-latka w sadzie. Nowe ustalenia "Interwencji"

 

– I co my więcej możemy zrobić? Jedynie wyrok wykonać na nim samoczynnie. Ja już mam 75 lat, to mi nie zależy, ale reszta rodziny będzie miała spokój. Jak znów tu przyjdzie, to nie będziemy patrzeć - dodaje Jan Olszewski.

hlk//Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie