"Jesteśmy u progu mocnego i trwałego ożywienia gospodarczego"

PolskaJakub Oworuszko
"Jesteśmy u progu mocnego i trwałego ożywienia gospodarczego"
PAP/EPA/lex van lieshout

W horyzoncie 2-3 tygodni da się przewidzieć liczbę potwierdzanych zakażeń. Robimy to obserwując aktywność Polaków w internecie – przyznaje Piotr Bujak, główny ekonomista i dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO BP. Jak mówi, Polska jest u progu mocnego i trwałego ożywienia gospodarczego. Ekonomista wyjaśnia także, dlaczego kryzys gospodarczy oszczędza Polskę.

Jakub Oworuszko, polsatnews.pl: Kryzys gospodarczy w Polsce – już za czy dopiero przed nami?

 

Piotr Bujak: Na pewno za nami jest największy szok gospodarczy od 1989 roku i pierwsza recesja od początku lat 90. Dla świata to był największy i najbardziej powszechny szok gospodarczy od II wojny światowej. Nigdy wcześniej, przed 2020 rokiem, tak duży odsetek państw na świecie nie znalazł się w recesji. Ten ogromny wstrząs Polska zniosła relatywnie dobrze. Jeśli popatrzymy na skalę spadku PKB w państwach UE, bo z nimi powinniśmy się porównywać, to wypadamy na tym tle dobrze, jesteśmy w czołówce. Pod względem zachowania rynku pracy wypadliśmy jeszcze lepiej na tle innych, choć oczywiście sytuacja pogorszyła się w porównaniu z "rozgrzanym" rynkiem pracy przed pandemią. Stopa bezrobocia wzrosła o jeden punkt procentowy, ale porównując to z innymi państwami, mamy bardzo dobre wyniki. Płace dalej rosną – o ok. 5 proc. w całej gospodarce i w samym sektorze przedsiębiorstw, zatrudnienie szybko się odbudowało po spadku w pierwszej fazie pandemii, ten trend jest kontynuowany, mimo kolejnych fal zachorowań. Wydaje się, że jesteśmy u progu mocnego i trwałego ożywienia gospodarczego.

 

Dlaczego sytuacja w Polsce jest stosunkowo dobra?

 

W mojej ocenie wynika to z trzech elementów. Pierwszy to bardzo zdecydowana i dobrze skoordynowana reakcja państwa, tzn. rządu i NBP. Mieliśmy jeden z największych w UE fiskalny pakiet działań antykryzysowych wsparty bardzo zdecydowanym złagodzeniem polityki pieniężnej przez nasz bank centralny – obniżka stóp procentowych do najniższego poziomu w regionie, największe wśród gospodarek wschodzących zakupy aktywów. Wszystkie tarcze wprowadzone przez rząd z udziałem Polskiego Funduszu Rozwoju w znakomitym stopniu złagodziły przebieg kryzysu w Polsce. To nie ulega wątpliwości, choć nie zawsze te działania były doskonałe, tak jak wszędzie na świecie – może gdzieś pieniędzy popłynęło trochę za mało lub za późno. Ale trudno w sytuacji bez precedensu się nie pomylić. Natomiast jak popatrzymy na efekty gospodarcze, na sytuację przedsiębiorstw, gospodarstw domowych i porównamy ją z innymi państwami w regionie, to z czystym sumieniem można powiedzieć, że nasze mechanizmy antykryzysowe bardzo dobrze zdały egzamin.

 

A dwa pozostałe elementy?

 

Drugi nie ma już nic wspólnego z bieżącą polityką państwa. To bardzo korzystna struktura polskiej gospodarki. Po pierwsze duże zróżnicowanie naszego przemysłu i sektora usług, bo tak jak przy inwestycjach finansowych – ważna jest dywersyfikacja. Mamy wyjątkowo mało turystyki – to w ramach struktury gospodarki bardzo nam sprzyjało. Według różnych danych, mamy najmniejszy ze wszystkich państw UE i OECD udział turystyki w tworzeniu PKB. W Polsce to trochę ponad 1 proc. PKB, a średnia unijna to ponad 6 proc., w niektórych państwach nawet ponad 10 proc. Różnica jest więc olbrzymia. Z drugiej strony mieliśmy sektory, które zachowywały się relatywnie dobrze w pandemii, choćby produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, np. mebli, sprzętu AGD/RTV, to się świetnie sprzedaje i to widać w wynikach polskiego eksportu, jego dynamika jest najwyższa w UE. Mamy rekordową nadwyżkę handlową, po styczniu to 7 proc. PKB. Dużą rolę odegrał także sektor spożywczo-rolny, który częściowo jest dotknięty kryzysem w HoReCa (hotele, restauracje, kawiarnie), tam nie ma zamówień, ale jako całość ten sektor był odporny. Dobrze poradziło sobie także budownictwo, w Polsce udało się uniknąć problemów związanych z zakażeniami wśród pracowników. Jednocześnie udział budownictwa w PKB jest prawie najwyższy w UE, tylko w Irlandii jest wyższy. To kolejna specyficzna cecha naszej gospodarki, która działała na korzyść Polski. Także nowoczesne usługi, centra usług wspólnych, one świetnie się rozwijały w ostatnich latach, a w pandemii popyt w tym obszarze nie zmalał, wręcz przeciwnie, choćby ze względu na pracę zdalną zwiększyło się zapotrzebowanie na usługi informatyczne.

 

ZOBACZ: Ogólnokrajowy lockdown. Opublikowano rozporządzenie

 

Trzeci element, który warto wymienić, to wysoka konkurencyjność polskiej gospodarki. Weszliśmy w kryzys pandemiczny z relatywnie niskimi jednostkowymi kosztami pracy. Płace rosły mocno, mieliśmy presję płacową, ale jednak był to wzrost najsłabszy w regionie i nie był nadmierny względem wzrostu wydajności pracy, który był z kolei najmocniejszy w regionie. To dało dobre podwaliny dla sektora eksportowego. Duża konkurencyjność dała też przed pandemią napływ inwestycji zagranicznych. One były zróżnicowane, a szczególnie ważne okazały się inwestycje w elektromobilność, czyli produkcja ogniw, baterii do silników elektrycznych. Polska stała się pod tym względem europejskim liderem. To był nasz hit eksportowy w ostatnich kwartałach.

 

Eksperci i lekarze spierają się o słuszność lockdownów. Ekonomiści również nie są zgodni w tej kwestii?

 

Oczywiście, dlatego że restrykcje mają mocne i bezpośrednie przełożenie na aktywność gospodarczą, bardzo uważnie analizujemy stopień, zakres obostrzeń. Zdając sobie sprawę z tego, jak ważne te obostrzenia są z punktu widzenia zarządzania zdrowiem publicznym i całym systemem ochrony zdrowia, jako ekonomiści ważymy koszty gospodarcze, które również przekładają się na biznesowe, a co za tym idzie także ludzkie dramaty, jak utrata miejsca pracy lub firmy tworzonej z poświęceniem przez wiele lat. Rządy w różnych państwach muszą ważyć te przeciwstawne argumenty. Idealnie byłoby minimalizować koszty gospodarcze, ale jako ekonomiści nie potrafimy powiedzieć, jak obniżać liczbę zakażeń i zgonów – czy poprzez krótkie, ale twarde lockdowny czy dłuższe i mniej restrykcyjne. Wszyscy na świecie próbują znaleźć optymalne rozwiązanie, ale jest to niezmiernie trudne.

 

ZOBACZ: Niedzielski: czeka nas trudny miesiąc. System opieki zdrowotnej będzie testował swoją wydolność

 

Pana zespół analizuje przebieg epidemii i przewiduje krótkoterminowo jej rozwój. Na podstawie jakich danych opieracie swoje prognozy?

 

W horyzoncie 2-3 tygodni da się przewidzieć liczbę potwierdzanych zakażeń. Robimy to obserwując aktywność Polaków w internecie – analizujemy liczbę i częstotliwość wyszukiwań w Google objawów koronawirusa. Zaobserwowaliśmy zależność pomiędzy wyszukiwaniami, a liczbą potwierdzonych zakażeń z ok. 2-tygodniowym opóźnieniem.

 

Co w takim razie czeka nas w najbliższych tygodniach?

 

Niestety aktualnie Polacy coraz częściej wyszukują informacje o objawach Covid-19, dlatego trzeba się liczyć z tym, że średnia liczba zakażeń w najbliższych dwóch tygodniach będzie wzrastać. W tym kontekście dodatkowe restrykcje, które wprowadzono, wydają się zasadne i powinny za 2-3 tygodnie przynieść efekt w postaci spadków liczby zakażeń, a potem hospitalizacji i liczby zgonów. Wtedy powinno nastąpić przełamanie trzeciej fali.

 

 

Wspomniał pan o stopach procentowych – spodziewa się pan ich zmiany w tym roku?

 

Nie. Jesteśmy u progu ożywienia gospodarczego, a inflacja będzie w najbliższych miesiącach powyżej celu NBP, więc naszym zdaniem stopy nie będą już obniżone, a jednocześnie przez dość długo, jakieś dwa lata, nie będą podwyższane, ponieważ polityka fiskalna i pieniężna będą musiały wspierać proces odbudowy gospodarki.

 

ZOBACZ: Będziemy dopłacać do lokat? Wiceszef Związku Banków Polskich o "koncepcyjnych pracach"

 

To dobra informacja dla spłacających kredyty, ale zła dla tych, którzy chcieliby zarabiać np. na lokatach. W co w takim razie warto inwestować? Nieruchomości?

 

Wydaje się, że w przypadku polskiej gospodarki, gdzie mamy duży deficyt mieszkań, gdy można spodziewać się utrzymania wzrostu gospodarczego w najbliższej dekadzie, gdy dochody powinny zrównywać się z tymi w Zachodniej Europie, a stopy powinny pozostać na niskim poziomie – w takich warunkach ceny nieruchomości mieszkaniowych powinny rosnąć. Natomiast w krótkim terminie zagrożeniem dla tych nieruchomości jest związany z pandemią kryzys na rynku najmu, głównie krótkoterminowego, ponieważ w miastach nie ma turystów i studentów. Przez podaż mieszkań z krótkiego najmu również najem długoterminowy jest pod presją. Stawki najmu spadają, to pogarsza rentowność i osłabia popyt inwestycyjny. W ten sposób mamy też pośredni, negatywny wpływ na ceny mieszkań. Natomiast fakt, że stopy są rekordowe niskie, na poziomie właściwe zerowym i że mogą takie być przez dłuższy czas, powoduje, że inwestorzy będą akceptować niższe stopy zwrotu z najmu. Korekta krótkoterminowa cen na rynku mieszkaniowym nie powinna być znacząca, to będzie bardziej stabilizacja cen jeszcze przez kilka kwartałów, niż ich spadek – ten może mieć miejsce na najbardziej "rozgrzanych" rynkach w dużych miastach.

 

Co się dzieje z naszym złotym? Np. brytyjski funt w stosunku do naszej waluty jest najdroższy od pięciu lat.

 

Akurat funt korzysta ze swego rodzaju premii za postępy w programie szczepień w Wielkiej Brytanii, więc to bardziej siła funta, niż słabość złotego. Natomiast faktycznie złoty w trakcie całej pandemii jest przeceniony względem głównych walut – euro i dolara. To naturalna reakcja naszej waluty w warunkach niepewności na światowych rynkach finansowych. Do tego dochodzi też skrajnie łagodna polityka pieniężna NBP, o której mówiliśmy – niemal zerowe stopy procentowe, wzrost złotowej płynności związanej z zakupem obligacji przez NBP – to krajowej walucie nie sprzyja. Do tego mieliśmy interwencje NBP w celu osłabienia złotego. Plus specyficzny czynnik, czyli walutowe ("frankowe") kredyty mieszkaniowe. W zależności, jak ten problem zostanie rozwiązany, złoty może być przejściowo obciążony.

 

ZOBACZ: Zakup 100 ton złota na rezerwy. Zapowiedź prezesa NBP

 

To wciąż nieoficjalne informacje, ale rząd planuje podwyższyć z 8 tys. do 30 tys. zł kwotę wolną od podatku. Co to oznacza dla pracowników i budżetu państwa?

 

To oznacza wzrost znaczny dochodów do dyspozycji osób o najniższych wynagrodzeniach i emeryturach. I ponieważ te osoby mają zazwyczaj wysoką skłonność do konsumpcji, tzn. bardzo dużą część dochodów bieżących przeznaczają na zakupy, to jest to dobra informacja dla siły popytu konsumpcyjnego. Z pełną oceną tego pomysłu, w szczególności z oceną kosztów fiskalnych takiego rozwiązania, musimy poczekać na prezentację wszystkich szczegółów.

Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie