Wiózł dziecko na tylnej półce auta [WIDEO]

Moto
Wiózł dziecko na tylnej półce auta [WIDEO]
Polsat News
Jak twierdzi świadek uwiecznionej sceny, dziecko zeszło z tylnej półki auta dopiero wtedy, kiedy kierowca zorientował się, że ktoś robi mu zdjęcia

Początek wakacji oznacza wzmożony ruch na drogach, a wraz z nim wzrost liczebności nieroztropnych zachowań kierowców. Świadkiem jednego z nich był mieszkaniec Lubuskiego. Sfilmował on Volkswagena Golfa, którym podróżowało kilkuletnie dziecko. Nie było ono jednak umieszczone w przepisowym foteliku, ale leżało na tylnej półce nad bagażnikiem pojazdu.

Opisywana sytuacja miała miejsce na trasie między Słubicami a Cybinką (woj. lubuskie). Jeden z kierowców zauważył tam jadącego przed nim Volkswagena Golfa, gdzie na tylnej półce, tuż obok szyby i pod samym sufitem pojazdu, leżało kilkuletnie dziecko. Zeszło ono dopiero wtedy, kiedy kierowca golfa zorientował się, że ktoś robi mu zdjęcia.

 

Zachowanie kierowcy można nazwać bezmyślnym kuszeniem losu. Rzeczoznawcy samochodowi i policjanci przypominają, że taka podróż może skończyć się tragicznie niezależnie od tego, w jak długą podróż jedziemy.

 

ZOBACZ: Pościg zakończony wypadkiem. Kierowcę wyrzuciło z motocykla

 

- Każde ciało posiada jakąś bezwładność, nawet takie małe jak dwu- czy trzyletniego dziecka - wyjaśnił w rozmowie z Polsat News Marek Lipski, rzeczoznawca motoryzacyjny Polskiego Związku Motorowego i były szef gorzowskiej drogówki. - W momencie gwałtownego hamowania to dziecko gwałtownie, powiedziałbym, wystrzeliłoby w kierunku, w którym pojazd się porusza. Uderzenie nawet w zagłówki foteli może powodować poważne obrażenia - podkreślił.

 

WIDEO: materiał reporterki Polsat News Doroty Wleklik

  

- Dziecko nie rządzi w samochodzie. Jeżeli nawet będzie chciało położyć się na tylnej półce, to kierowca za to odpowiada. Powinien się zatrzymać i pokazać miejsce, gdzie to dziecko powinno się znajdować - zaznaczył Lipski.

 

- Autor filmu mówi, że nie chce piętnować kierowcy golfa, ale sprawę zdecydował się skierować na policję. Jak mówi, po to, by kierowca zrozumiał, jakie jest niebezpieczeństwo i by już nigdy w ten sposób nie przewoził żadnego dziecka - relacjonowała Dorota Wleklik, reporterka Polsat News.

 

Małe dzieci na wozie, ciągnik bez kierunkowskazów

 

W miniony wtorek opisywaliśmy na polsatnews.pl sytuację, do jakiej doszło w okolicach Żar, również w woj. lubuskim. Na ruchliwej drodze dziadek przewoził wozem konnym żonę i dwoje małych wnucząt. Wóz nie miał żadnych świateł ani oznaczeń, a traktor, który go ciągnął, nie miał nawet ważnych badań technicznych.

 

- W czasie patrolowania policjanci z Żar zauważyli wóz konny, który był podczepiony do ciągnika, a na przyczepie siedziała kobieta z dwojgiem dzieci. Jedno trzymała na kolanach, drugie siedziało obok. Okazało się, że ciągnik nie miał ważnych badań technicznych i nie działały w nim kierunkowskazy - opisywała Wleklik.

 

ZOBACZ: Ta przejażdżka mogła skończyć się tragicznie. Internauci krytykują policję

 

Policjanci nie zdecydowali się na wystawienie mandatu. Sprawa trafi do sądu i tam będą wyciągane adekwatne konsekwencje.

 

Na koncie kierowców z Lubuskiego są także inne przewinienia - to między innymi nadmierna prędkość. Za niedostosowanie prędkości do panujących na drodze warunków i oznakowania tylko w czerwcu w Gorzowie Wielkopolskim prawo jazdy straciło ponad 70 kierowców.

bia/ ml/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze