Paweł Tanajno: wynik wyborczy mam w pompce

Polska
Paweł Tanajno: wynik wyborczy mam w pompce
Polsat News
Paweł Tanajno - przedsiębiorca i kandydat na prezydenta RP

Nie chodzi o to, by dostać śmieszne pieniądze posła czy prostytuować się kacykom partyjnym za stołki w ministerstwach. Moją wygraną będzie zmiana mentalności społecznej - mówi Paweł Tanajno, przedsiębiorca, kandydat na prezydenta RP w wywiadzie Piotra Witwickiego dla "Plus Minus", magazynu "Rzeczpospolitej".

Piotr Witwicki: Jak było na dołku?

Paweł Tanajno: Tak naprawdę nie trafiłem na dołek.

 

Co się dzieje z tą policją? Myślałem, że się za was wzięli.

Zawieźli mnie na komisariat, ale coś tam było zepsute i nie było kogoś w nocy. Skończyło się na tym, że przez wiele godzin przetrzymywano mnie w samochodzie policyjnym. Ostatecznie stwierdzili, że będą mnie przetrzymywać w aucie.

 

Ile godzin?

Pięć godzin. Było zimno i nie dało się spać. Gorzej niż na dołku, bo byłem wciśnięty w takie techniczne siedzenie. Pan wie, jakie one są niewygodne?

 

No właśnie jeszcze nie sprawdzałem.

Takie rozkładane z boku: sztywne, proste i w kształcie literki L. Rury dookoła. To taka chińska tortura była. Potem dostałem trzy papierki, które drogówka wypisałaby w 15 minut.

 

I co na nich było?

Niczego nie podpisałem. Następnego dnia wywieźli mnie do Grodziska Mazowieckiego i odczytałem te dokumenty. Dostałem jakiś mandat za nielegalne zgromadzenie. To jest taka taktyka, że wożą nas jak najdalej od Warszawy (Grodzisk leży ponad 30 km od stolicy - red.) i zostawiają. Potem trzeba się z takiego Grodziska Mazowieckiego samemu wydostać.

 

ZOBACZ: Protest przedsiębiorców w Warszawie. Miasto nie mogło wpisać zgromadzenia do rejestru

 

Zrobiliście zgromadzenie w czasie epidemii, a część uczestników była bardzo agresywna. Są też poważne wątpliwości, czy aby na pewno to byli przedsiębiorcy...

Z naszej analizy wynika, że było tam sporo agentów, tajniaków i prowokatorów. Chciałbym, żeby telewizja publiczna, która tak bardzo interesuje się tematem, sprawdziła, ilu reżim PiS wysłał prowokatorów na ten marsz, żeby wprowadzić elementy agresji.

 

Rozumiem, że wszyscy źli byli podstawieni? Tam w ogóle było bardzo ciekawe kombo, bo widziałem również Grzegorza Brauna.

Z nikim nie prowadzę żadnych politycznych targów czy rozmów.

 

Jeszcze o to nie zapytałem. Po prostu się zdziwiłem, że tam był.

Nie chcemy powtarzać tych błędów, które popełnił KOD. Nie będziemy występować na scenie z politykami. Grzegorz Braun postanowił wykorzystać swoje prawa, by zrobić z nas swoich asystentów społecznych i wyprowadzić z tego kordonu. Reżim pisowski mu uświadomił, że jako poseł nie ma nic do powiedzenia. To nie była żadna polityczna układanka, tylko jego inicjatywa jako posła. Taka odwaga ludzi, których nazywamy politykami, powinna budować szacunek do pana Brauna. Nie zgadzam się z nim w 90 proc. spraw światopoglądowych, ale uważam, że jest szlachetnym człowiekiem.

 

Próbował się pan porozumieć z innymi osobami z opozycji?

A z kim się porozumiewać, jeżeli oni przez całą kampanię potrafią tylko chować się za maseczkami i PiS robi z nimi, co chce. Co to za opozycja, która poddaje się terrorowi? Kaczyński to zrywa z nich boki. Krzysztof Bosak też stchórzył i nie było go tam. Szymon Hołownia mówi, że jest w opozycji do całej klasy politycznej, ale też go tam nie było. Teraz dopiero widać, kto jest odważny.

 

Rozumiem, że pan i Grzegorz Braun.

Widać, kto jest politycznym pajacykiem.

 

Mówił pan, że Kaczyński zrywa boki. Pytanie, czy z tych, którzy mogą wygrać z PiS, czy z tych, którzy nie mogą przekroczyć 1 proc.?

Proszę popatrzeć, co wyprawiają policja i TVP. Bardzo mocno się mną interesują i nie zrywają ze mnie boków. Naród wstaje z kolan, a PiS boi się kolejnych demonstracji. Opozycja to politykierzy, którzy nie stanowią żadnego zagrożenia. W momencie, gdy w narodzie budzi się prawdziwy duch, widać, że wszyscy politycy są tak naprawdę przystawką PiS.

 

Pan bardzo krytykuje polityków i bardzo chce wejść do polityki. Od wielu lat.

Nie chcę. Gardzę polityką i nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Pana pytanie zawiera błędną tezę.

 

To może zastanówmy się, co łączy te wszystkie formacje: Platforma Obywatelska, Ruch Palikota, Partia Kobiet, Demokracja Bezpośrednia, Kukiz'15?

Tak?

 

Pan je łączy. Albo pan startował z list tych formacji, albo miał ich wsparcie.

Bardzo mi schlebia pana teza.

 

To nie jest teza, tylko podsumowanie faktów.

Pan z niewiadomych powodów przypisuje mi działalność polityczną.

 

Pomyliłem się?

Tak, bo działalność w jakiejś partii nie jest działalnością polityczną. To jest działalność obywatelska. Odwołajmy się do prawdziwej definicji polityki. Wie pan, co to jest polityka?

 

Roztropna troska o dobre wspólne.

To wszyscy jesteśmy politykami.

 

Ale to pan twierdzi, że nie prowadzi działalności politycznej.

Ta definicja z roztropną troską o dobro wspólne jest oczywiście kłamstwem. Nie należy tego powtarzać. Polityka polega na dorwaniu się do publicznych pieniędzy i na sprawowaniu władzy nad nimi. Wtedy to jest polityka. Wartości schodzą na drugi plan, a najważniejsze jest utrzymanie władzy. Polityka to jest to, jak PiS jeździ do posłów i korumpuje ich za stanowiska. Najgorszy wymiar sprawowania władzy, czyli niszczenie wszelkich wartości. Polityka to handlowanie, koryto i pieniądze podatników. Nigdy nie byłem politykiem, bo całe życie utrzymuję się sam. W pewnym momencie doszedłem jednak do wniosku, że nie mogę tylko biernie obserwować wydarzeń, że muszę się też zaangażować. Te demonstracje powinna organizować opozycja, a ja powinien sobie siedzieć w domu i dbać o interesy. To, że nie ma tam Kidawy-Błońskiej, Kosiniaka-Kamysza i Bosaka, świadczy tylko o tym, jak są odrealnieni. Jak już panu wyjaśniłem, czym jest polityka, to możemy iść dalej z pytaniami.

 

ZOBACZ: Protest przedsiębiorców. Tanajno zatrzymany, tłum blokował radiowozy

 

Dlaczego ktoś, kto tak dobrze wszystko rozumie i tak gardzi politykami, jednocześnie tak się do nich garnie?

Szukałem drogi do aktywności, która doprowadziłaby do naprawy państwa. Afera Rywina wielu Polakom otworzyła oczy. Okazało się, że aspirujemy do Zachodu, a cały czas żyjemy w komunie. To był pierwszy powód, dla którego zapisałem się do Platformy Obywatelskiej. Dziś nie wszyscy traktują tę nazwę poważnie, ale ja wtedy traktowałem tę formację jako oddolny ruch obywatelski. Pamiętam, jak w kole mokotowskim Kidawa-Błońska opowiadała, że będzie rozdzierać szaty i nigdy nie pozwoli, by podwyższono podatki.

 

Potem był Ruch Palikota.

Nigdy tam nie byłem. To była taka struktura, która nie była sformalizowana i angażowałem się w nią przez trzy miesiące. Wydawało mi się, że to będzie nowa, lepsza Platforma Obywatelska. Szybko się okazało, że Janusz chce realizować swoje wodzowskie ambicje. Byłem jedynym z 10 tys. członków, którzy wypełnili deklarację, a Palikot kazał mnie nie przyjmować.

 

Dlaczego?

Psułem im szyki. Palikot był zafascynowany Donaldem Tuskiem i jego metodami, a ja miałem dosyć. Wiele osób, które później odeszły z tej formacji, zaczęło potem tworzyć Demokrację Bezpośrednią.

 

W której też pan był.

Promowaliśmy ideę państwa suwerenności obywatelskiej. Chodzi o to, by naród miał faktyczną kontrolę nad klasą polityczną. Dlatego tak ważne są inicjatywy obywatelskie, referenda i weta obywatelskie. Te elementy obowiązują w wielu cywilizowanych państwach. Nie wymyślamy prochu, tylko te elementy działają.

 

To już blisko do naszej ostatniej stacji: Kukiz'15.

Faktycznie gdzieś w tej przestrzeni pojawił się Paweł z JOW-ami (jednomandatowymi okręgami wyborczymi - red.). Doszło do synergii programów i rozpoczęła się historia burzliwych kontaktów z Kukizem. Ostatecznie przekonałem go do tego, że same JOW niczego nie zmieniają. Można rzec, że to, iż PSL dzisiaj mówi o referendach i państwie obywatelskim, to po części moja zasługa.

A w Partii Kobiet nigdy nie byłem.

 

Wsparła pana kandydaturę. Zna pan ten żart, że w wyborach 10 maja uzyskał pan takie samo poparcie jak zawsze?

Nie znam, bo jestem ostatnio mocno ograniczony, jeśli chodzi o percepcję informacji z mediów, bo nie mam czasu na te iluzoryczne tematy, gdyż zajmuję się strajkiem przedsiębiorców. O tym, że TVP uznała mnie za wroga numer jeden, wiem tylko od ludzi. Od kilku dni jestem na politycznym rajdzie.

 

Ale nie znudziło się panu przegrywanie w wyborach?

Pan znów zakłada, że jestem politykiem.

 

Rzeczywiście, często mnie pan na tym łapie.

Moją wygraną będzie zmiana mentalności społecznej. Nie mam w sobie motywacji, by dostać te śmieszne pieniądze posła czy prostytuować się kacykom partyjnym za stołki w ministerstwach. Moje działania zawodowe są na tyle satysfakcjonujące, że nie kuszą mnie te ich polityczne konfitury. Te pensje posłów i ministrów są poniżające, ale jak oni się na to godzą, to bardzo dobrze.

 

Politycy powinni zarabiać więcej?

Niech dostają te śmieszne pieniądze, bo nie zasługują na nic więcej. Mnie w ogóle nie interesuje ten wynik. Korzystam z tych wyborów, bo jestem w stanie powiedzieć coś ciekawego do ludzi. Jeżeli kilka milionów ogląda debatę, to jest to supersprawa. Wynik wyborczy mam w pompce. Przecież ja nawet kampanii nie prowadzę. Mój komitet nie założył konta bankowego i olewam to po całości. Kontakt z mediami i zasięgi to jest coś, co mnie interesuje, by mówić o sprawach społecznie ważnych.

 

Ale do tego nie są potrzebne wybory prezydenckie.

Nie chodzi o czyste liczby, bo można sobie kupić zasięg na Facebooku. Chodzi o złożony mechanizm świadomości społecznej. Co innego, jak ktoś widzi reklamę z jakimś artykułem, a co innego, jak trąbią o tym wszystkie media. Mamy coraz więcej ruchu w internecie, ale wciąż w świadomości społecznej artykuł w gazecie jest ważniejszy niż post pochodzący z facebookowego fanpage'a.

 

Czego pan oczekuje od rządu w czasie pandemii?

Zacznijmy od tego, że koszty zabezpieczenia społecznego przed wirusem zostały w całości przerzucone na przedsiębiorców. W mojej ocenie to jest brutalna kradzież. Gdyby ja miał pomysł, że chcę zabezpieczyć społeczeństwo, tobym wyjął swoje pieniądze i wypłacił wszystkim odszkodowanie. Zamykam wszystko, ale też daję pieniądze, bo wszystko zamknąłem. Tak to powinno działać w państwie prawa.

 

ZOBACZ: Protest przedsiębiorców. Wśród zatrzymanych kandydat na prezydenta

 

Całkiem niedawno pisał pan na Facebooku tak: tylko „wolny rynek pokona mediopanikę koronawirusa".

Bo walczymy o wolność.

 

Mówił pan długo "wolny rynek", "wolny rynek", a teraz w Polsat News stwierdził pan: "Domagamy się przelewów". Czyli jednak ten wolny rynek sam wszystkiego nie ogarnie.

Nie chcemy pomocy. My chcemy odszkodowań. To, że oni sobie to nazwą tarczą albo funduszami z Polskiego Funduszu Rozwoju, to mnie w ogóle nie interesuje. Niech to nazwą „lot na Księżyc". To jest pułapka, jaką PiS zastawił na opozycję i dziennikarzy. Przedsiębiorcy chcą zgodnych z prawem odszkodowań, a mowa o pomocy prowadzi do błędów w rozumieniu sytuacji.

 

Wracając do drugiej części pana wpisu. Mamy teraz "mediopanikę" czy pandemię?

Pandemia skończy się wtedy, gdy naród ją odwoła. O tym nie decydują już teraz kwestie medyczne. Nie mamy realnego obrazu tej pandemii, bo o wszystkim decydują politycy. Jak ktoś w ministerstwie będzie chciał narysować spadający wykres, to zorganizuje system testów, by wykres był spadający. To nie wirus panuje nad tą krzywą, tylko politycy. Tu chodzi o zarządzanie strachem. To jest inżyniera społeczna.

 

Był pan związany z wieloma formacjami, ale widzę teraz, że to wszystko zmierza w stronę antyszczepionkowców.

To ja bym chciał jasno powiedzieć: jest wirus i jest zagrożenie. To, w jakim stanie pandemii jesteśmy, jest częścią inżynierii społecznej. Politycy o tym decydują na podstawie reakcji społecznych i będą tym grać, póki będzie w nas żyć strach. Widziałem wczoraj na pasku TVN24 cytat z Szumowskiego, który mówił, że „jesteśmy gdzieś między wygaszaniem epidemii a jej dynamicznym wzrostem". To nie ma sensu.

 

Oczywiście, że nie ma, bo ten pasek nie oddawał tego, co mówił Szumowski, który stwierdził, że jesteśmy na „balansie" między tymi dwoma stanami.

Może to była manipulacja, ale to zdanie w pełni oddaje moment, w którym się znaleźliśmy. Władzę nad pandemią sprawują politycy, a nie lekarze.

 

W sumie to minister Szumowski jest też lekarzem. Działania innych państw europejskich jakoś bardzo nie różnią się od naszych. Może z wyjątkiem Szwecji.

W Wielkiej Brytanii zamknięto tylko restauracje i to jest w zasadzie wszystko. Zresztą wszystkie dostały momentalnie odszkodowanie od rządu, bo to jest naruszenie prywatnej własności. Wszystko rozbija się o szczegóły, a każde państwo ma inną, jeśli chodzi o szczegóły, taktykę gospodarczą. Każdy rząd robi inaczej, a Polska znalazła się na liście państw, które wykorzystują pandemię do ograniczenia praw obywatelskich.

 

A co by postulował kandydat na prezydenta?

Ja jestem za tym, żeby to było mądre i przepracowane. To, co zrobił rząd, jest wynikiem lenistwa. Nie chce im się analizować danych i sobie pozamykali wszystko. Gdybym był premierem, to zrobiłbym wszystko, by wprowadzić selektywną kwarantannę. Dane wymagają gigantycznej pracy analitycznej, ale warto wydać miliardy, by wprowadzić takie rozwiązania. Można usiąść do danych z NFZ i ustalić grupę ryzyka. Reszcie można by dać pracować. Niestety, politycy nie lubią pracować. Ja też nie pozwoliłbym na zamrożenie rynku.

 

To tak na koniec, bo zawsze chciałem pana o to zapytać. O co chodziło z tą pizzą hawajską, która była w nazwie pana komitetu?

Jako nastolatek przeczytałem historię Pomarańczowej Alternatywy i strasznie mi to zaimponowało. W wyborach prezydenckich w Warszawie było dwóch kandydatów, którzy wyposażeni w miliony złotych okładali się projektami w stylu: wybudujemy kilka linii metra w ciągu jednej kadencji. Uznałem, że nie da się logicznie brać udziału w tej kampanii. Nie będę przecież przebijał propozycji tych oszustów i wybrałem opcję Pomarańczowej Alternatywy. Jestem dumny z tego, że dało się przeprowadzić happeningową kampanię, która była odpowiedzią na idiotyczne postulaty Jakiego i Trzaskowskiego. Zapisałem się w historii happeningów politycznych III RP, dumnie kontynuując dzieło Pomarańczowej Alternatywy.

 

Pewnie dlatego tych dwóch kandydatów zdominowało wybory.

Wiadomo, że siła anty-PiS i anty-PO emocji wygrała wszystko. Cieszę się, że wiele osób uznało jednak, że pizza hawajska jest bardziej wiarygodna niż program tych dwóch polityków, to wyraz wysokiej dojrzałości obywatelskiej tych wyborców. 

 

Paweł Tanajno (ur. 1975) - przedsiębiorca, doradca w kwestiach marketingu internetowego, w przeszłości prowadził sieć sklepów komputerowych. W 2002 r. kandydował na radnego stołecznej dzielnicy Mokotów z listy PO, w 2015 r. - na prezydenta RP z listy partii Demokracja Bezpośrednia i do Sejmu z listy Kukiz'15, w 2018 r. - na prezydenta stolicy i na radnego z listy Odkorkujemy Warszawę. RiGCz. Tanajno. Hawajska+, w 2019 r. - na europosła (Kukiz'15). Wszystkie wybory przegrał. Obecnie kandydat na prezydenta RP.

 

Wywiad ukazał się po raz pierwszy w "Plus Minus", magazynie "Rzeczpospolitej".

Piotr Witwicki/ "Plus Minus", rp.pl, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze