Protest przedsiębiorców. Tanajno zatrzymany, tłum blokował radiowozy

Polska
Protest przedsiębiorców. Tanajno zatrzymany, tłum blokował radiowozy
Polsat News
"Strajk przedsiębiorców" w Warszawie. Policja prosi o nieatakowanie funkcjonariuszy. Demonstranci zapewniają, że nie doszło do przejawów agresji

Ponad cztery godziny trwał protest przedsiębiorców w centrum Warszawy, domagających się odmrożenia gospodarki i odszkodowań. Policjanci najpierw rozbili grupę na mniejsze i otoczyli kordonem, a następnie wyciągali poszczególne osoby z tłumu. Po zatrzymaniu Pawła Tanajno tłum zebrał się wokół policyjnego radiowozu, uniemożliwiając mu wyjazd. W trakcie protestu dwóch policjantów zostało rannych.

Protest rozpoczął się po godz. 16 na warszawskiej "patelni" przy stacji metra Centrum. W przeciwieństwie do akcji czwartku, gdy protestujący blokowali samochodami Rondo Dmowskiego, tym razem przedsiębiorcy zdecydowali się na protest pieszy. Jak tłumaczyli, o tym gdzie dokładnie odbędzie się protest "zadecydują sami zgromadzeni".

 

ZOBACZ: Duda mediatorem pomiędzy przedsiębiorcami a rządem? Tego chce Bosak

 

Zapewniali, że nie chcą pomocy, ale odszkodowań "za działania rządu". - Już dawno powinien zostać przygotowany jasny system odszkodowań. Pomoc Morawieckiego kończy się wtedy, gdy kamery gasną na konferencji prasowej. Potem nie dzieje się nic - przekonywał kandydat na prezydenta Paweł Tanajno, lider "Strajku przedsiębiorców".

 

Osoby, które nie noszą maseczki i nie zachowywali dwumetrowego odstępu były kontrolowane przez policję. Organizatorzy informowali też, że na miejsce przybywają "politycy różnych opcji". Wśród nich byli posłowie Konfederacji Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun.

 

"Nikt nie atakuje policjantów"

 

Spod Marszałkowskiej, protestujący zdecydowali się na przejście pod siedzibę PiS na ul. Nowogrodzkiej, gdzie organizowała się następna grupa protestujących. Uczestnicy skandowali hasło "wolna Polska". Na ul. Emilii Plater protestujących otoczył policyjny kordon.

 

Funkcjonariusze zaapelowali rozwiązanie protestu, następnie przeszli do wyłapywania i spisywania pojedynczych osób. Jednocześnie służby apelowały o nieatakowanie funkcjonariuszy.

 

ZOBACZ: "Polska wprowadziła najsilniejszą tarczę antykryzysową w regionie" - raport ING

 

- To kłamstwo, nikt nie atakuje policjantów - powiedział obecny na miejscu poseł Grzegorz Braun. Protestujący przekonywali, że to policjanci używają siły. Zapewniali, że chcą zejść z ulicy, skandowali hasła "Wypuśćcie nas" oraz "Ratunku".

 

Jeden z policjantów w pewnym momencie zapytał Brauna, czy chce wyjść z kordonu. Poseł zapewnił, że zrobi to, ale wspólnie "ze swoimi asystentami społecznymi" - protestującymi. Braun domagał się kontaktu z dowodzącym akcją.

 

Protestujący siadali na ulicy

 

- Wzywam policję do zaniechania aktów przemocy. Policja właśnie rzuciła się na moich asystentów społecznych - mówił Braun, po kolejnej szarpaninie z funkcjonariuszami dodając, że "doszło do naruszenia nietykalności posła".

 

WIDEO: Policja wyprowadzała protestujących z tłumu

  

Wśród osób, które zostały zatrzymane jest jeden z organizatorów protestu Michał Wojciechowski. - Nie wiemy gdzie jedziemy, zostaliśmy zatrzymani siłą - mówił w relacji live na Facebooku, nagrywanej w policyjnym wozie.

 

Po zatrzymaniu Pawła Tanajno wokół policyjnych wozów zebrał się tłum protestujących. Protestanci skandowali "wypuścić Pawła". Doszło do kolejnych przepychanek z policją. Część z protestujących usiadła na ulicy. W stronę policjantów poleciały m.in. plastikowe kubki i petardy.

 

 

Opublikowany przez Pawła Jana Tanajnę Piątek, 8 maja 2020

 

Funkcjonariusze ostrzegali o odpowiedzialności karnej za udział w nielegalnym zgromadzeniu. W międzyczasie dokonywano zatrzymań kolejnych osób. Ostatecznie radiowozy wyjechały z ulicy po godz. 20. Wtedy też tłum zaczął się rozchodzić.

 

Według informacji protestujących i świadków zatrzymanych mogło zostać nawet kilkudziesięciu demonstrantów.

 

Tanajno zatrzymany, trwają czynności

 

- Policja dokonała prewencyjnych zatrzymań osób uczestniczących w piątkowym proteście przedsiębiorców; wśród nich jest także kandydat w wyborach na prezydenta Paweł Tanajno – poinformował po godz. 20:30 rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak. Nie podał dokładnej liczby zatrzymanych.

 

Marczak wyjaśnił, że mimo apeli policji osoby uczestniczący w nielegalnym zgromadzeniu kontynuują swoje działania. Poinformował, że funkcjonariusze dokonali zatrzymań prewencyjnych. Nie podał liczby zatrzymanych.

 

ZOBACZ: Protest przedsiębiorców. Wśród zatrzymanych kandydat na prezydenta

 

- Paweł Tanajno jest jedną z zatrzymanych osób. Podobnie jak w przypadku pozostałych, jest to zatrzymanie prewencyjne. Osoby te zostały przewiezione do poszczególnych komend na terenie garnizonu, gdzie zostaną przeprowadzone czynności w kierunku wykroczenia z art. 54 KW - powiedział Marczak w rozmowie z polsatnews.pl. Nadkomisarz nie odpowiedział, czy kandydat na prezydenta spędzi noc w celi.

 

Wskazał, że chodzi o paragraf 54 kodeksu wykroczeń, mówiący o naruszaniu przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych. Stanowi on, że "Kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany".

 

Marczak poinformował ponadto, że w przypadku osób, które nie przestrzegały przepisów wprowadzonych w związku ze stanem epidemii, będzie kierowała wnioski o ukaranie sprawców do sanepidu.

 

Jak poinformowano późnym wieczorem, dwóch policjantów interweniujących podczas protestu zostało rannych od petard.

 

- Policjanci – wbrew temu, co twierdzili uczestnicy dzisiejszego zgromadzenia - nie dali żadnych powodów, aby zachowywać się wobec nich agresywnie – powiedział Matczak. - Wiele można powiedzieć o dzisiejszym zgromadzeniu, ale na pewno nie to, że było ono pokojowe. W przypadku zgromadzenia pokojowego po stronie zatrzymanych jest "zero" i po stronie rannych również jest "zero" - ocenił. Tymczasem – jak podkreślił – rannych zostało dwóch policjantów. W kierunku funkcjonariuszy rzucano butelkami i petardami. "Policja zatrzymała więcej osób niż wczoraj - dodał.

 

Odszkodowanie za "beznadziejną politykę"

 

W czwartek przedsiębiorcy z wielu regionów Polski przyjechali do Warszawy, aby zaprotestować przeciw "zamrożeniu gospodarki" z powodu pandemii koronawirusa.

 

Protestujący domagali się spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim, a równocześnie dymisji jego i ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

 

Walczą o wypłaty odszkodowań dla firm za przymusową kwarantannę, utrzymanie miejsc pracy, obniżenie podatków oraz składek na ZUS, a także, by rządowa pomoc była przekazywana natychmiastowo.

 

Wielu zatrzymanych, odebrane dowody rejestracyjne

 

Na początku "Strajk przedsiębiorców" miał formę "samochodową" - jeździli oni wokół Ronda Dmowskiego (skrzyżowania ulicy Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich), a następnie grupa protestujących przeszła Alejami Ujazdowskimi, zatrzymała się przed Sejmem, a później przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, gdzie rozlokowali namiotowe "miasteczko" i chcieli spędzić noc.

 

ZOBACZ: Protest przedsiębiorców. Policja zatrzymała wszystkich uczestników

 

W trakcie protestu stołeczni funkcjonariusze wylegitymowali ponad 150 osób. - Wobec wszystkich skierowane zostaną wnioski o ukaranie do inspekcji sanitarnej - powiedział rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak.

 

W nocy z czwartku na piątek rozpoczęła się likwidacja "miasteczka" protestujących. - W przypadku nocnego protestu mieliśmy do czynienia z bezwzględnym łamaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa (związanych z epidemią koronawirusa) - stwierdził nadkom. Marczak.

 

 

Tanajno poinformował na Facebooku, że został zatrzymany i spędził noc w wozie policyjnym. "Wywieźli mnie do jakiegoś odludnego miejsca w Legionowie. Trzymali przez 5 godzin na tylnym technicznym siedzeniu »suki«. Co chwilę trzaskali drzwiami, było cholernie zimno, nie dało się spać" - napisał na Facebooku. Jak zapewnił nie przyjął 500-złotowego mandatu. 

 

- Nie bójcie się żadnych mandatów od policji, żaden sąd ich nie przyklepie, żadna sprawa się nie skończy. Dzisiaj najważniejsza jest przed nami szansa jaką możemy wykorzystać - mówił Tanajno w relacji live na Facebooku.

bas/ml/zdr/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!