"Dziecko trzeba uczyć szacunku do zwierząt". Rozmowa z Adamem Van Bendlerem

Polska
Fundacja Psia Krew Adama Van Bendlera
Galeria zdjęć (9)
Na zdjęciu zapas karmy przeznaczony dla gdyńskiego Ciapkowa oraz wejherowskiej Dąbrówki, sfinansowany ze środków zebranych podczas pierwszego "Meczu o psią krew"

- Problematyczny jest głównie klimat polowań. Jeżeli dziecko uczy się przede wszystkim pociągania za spust, a później podczas obrabiania zwierzaka ono brodzi w jego krwi, to jest mimo wszystko wychowywanie małego zabójcy - powiedział w rozmowie z polsatnews.pl Adam Van Bendler, komik i założyciel fundacji Psia Krew, która zajmuje się wspieraniem działalności schronisk dla zwierząt.

W ostatnich dniach w Polsce na nowo nawiązała się dyskusja o udziale dzieci w polowaniach. Ma to miejsce w związku z ustawą omawianą na ostatnim posiedzeniu Sejmu. Obecnie przepisy nie zezwalają na udział osób niepełnoletnich w polowaniach. Zwolennicy liberalizacji prawa w tym zakresie twierdzą, że w polowaniach biorą udział dzieci z rodzin myśliwskich, które są oswojone z tradycją łowiecką i dlatego kontakt z martwą zwierzyną nie będzie miał na ich psychikę destrukcyjnego wpływu.

 

ZOBACZ: Udział dzieci w polowaniach. "Można to porównać do stresu pourazowego"

 

Adam Van Bendler dość stanowczo skrytykował niektóre z ich argumentów. Odniósł się do materiałów wizerunkowych, jakie swego czasu dystrybuował Polski Związek Łowiecki. - Mamy dzieciaka ze strzelbą i tak: "udział w polowaniach promuje zdrowy styl życia, umożliwia rodzinne spędzanie wolnego czasu, buduje tożsamość społeczną, kulturową i narodową"... Ja się pytam: w jaki sposób? - pytał.

"Wychowywanie małych zabójców"

 

- To, w jaki sposób odbywają się te polowania, to jedno. Ale jeżeli takiego dzieciaka uczy się przede wszystkim pociągania za spust i wmawia mu się, że dzik czy lis to szkodniki, które trzeba eliminować, żeby chronić populację, a te dzieci podczas oprawiania tego zwierzaka brodzą w jego krwi, to jest mimo wszystko wychowywanie małych zabójców - stwierdził Van Bendler.

 

ZOBACZ: Myśliwi chcą, by dzieci znów mogły brać udział w polowaniach

 

Wspomniał przy tym o artykule, na jaki trafił ostatnio w lokalnej prasie. - Kilkunastu myśliwych z różnych kółek łowieckich zorganizowało sobie jakiś turniej czy zawody, kto odstrzeli więcej lisów. Wygrał gość, który zabił ich chyba około czterdziestu. Dostał kwiaty, brawa. Naprawdę się zastanawiam, co ci ludzie mają w głowie, że biją sobie brawa i wręczają medale za liczbę odebranych niewinnych żyć. Nie mogę ogarnąć mentalności, która dominuje w tym środowisku - powiedział.

 

"Elementy kultury i tradycji"

 

- Najbardziej bawi mnie tłumaczenie, że polowania od zawsze były elementem kultury i tradycji. Ale to samo można powiedzieć o paleniu niewiernych na stosie i składaniu ludzi w ofierze. Żyjemy w czasach, w których za cztery dolary możemy wyprodukować syntetyczne futro, cieplejsze niż to zwierzęce. Fermy futrzarskie już dawno powinny przejść do historii. Dlaczego tak nie jest, wszyscy wiemy - dodał. 

 

- Nasza moralność pełna jest paradoksów. Naprawdę trzeba by nowej generacji człowieka, żeby wpłynąć istotnie na myślenie o takich sprawach. Niektórych pokoleń nie sposób przekonać do pewnych idei i wartości - dodał.

 

- Widziałem kiedyś taki filmik o myśliwym, który spojrzał sarnie w oczy i nagle zupełnie inaczej zaczął myśleć o zwierzętach, ale takich przypadków jest chyba jeden na milion, jeśli się zdarzają - przyznał rozgoryczony.

 

Czy dzieci powinny wiedzieć, "skąd się bierze mięsko"?

 

Van Bendler opowiedział też, dlaczego sam zrezygnował z jedzenia mięsa i dlaczego widzi konieczność uświadamiania społeczeństwa na temat realiów branży mięsnej.

 

- Kilka lat temu, jak mieszkałem w Norwegii i moje życie składało się z dwunastu godzin pracy i odsypiania tego czasu, obejrzałem wiele filmów dokumentalnych o tym, jak zwierzęta są traktowane w rzeźni i jakie jest podejście ludzi do zwierząt rolnych na całym świecie. Jest taki film "Earthlings" (amerykański dokument z 2005 roku - red.), który tak wpłynął na moją psychikę, że już nie byłem tym samym człowiekiem. Z czasem doszedłem do wniosku, że mogę zrobić coś na własną rękę. Bo można siedzieć i patrzeć w ścianę i myśleć, jaki ten świat jest zły, a można też troszkę się poświęcić, zakasać rękawy i zrobić coś lokalnie, żeby poprawić los przynajmniej zwierząt w naszym regionie - powiedział, przyznając, że w efekcie blisko dwa lata temu wyeliminował mięso z diety i w tym też czasie zaangażował się czynnie w pomoc schroniskom dla zwierząt.

 

ZOBACZ: Wyższe ceny mięsa? "Jego produkcja generuje więcej CO2 niż cały transport"

 

- Skoro młodzież i tak ma dzisiaj stały dostęp do skrajnie brutalnych treści w filmach czy grach, to dlaczego nie można pokazać im w szkole takiego filmu? - zastanawiał się Van Bendler. - Moim zdaniem warto podnosić ich świadomość na tak wczesnym etapie. Gdyby ktoś obejrzał taki film jako nastolatek, mógłby świadomie podjąć decyzję o wspieraniu lub niewspieraniu tego przemysłu - mówił.

 

"Skąd się bierze mięsko na talerzu"

 

Przyznał, że niektórzy rodzice z jego otoczenia opowiadają swoim kilkuletnim dzieciom, "skąd się bierze mięsko na talerzu". - Chcą wprowadzać dziecko w stan świadomości, ale oni sami są akurat przekonani o tym, że wyeliminowanie mięsa z diety jest i etyczne, i zdrowe. Dlatego z czasem coraz bardziej bezpośrednio odpowiadają na te pytania - powiedział.

 

Wspomniał także, jak sam jako uczeń podstawówki brał udział w wycieczce do pierwszej trójmiejskiej restauracji McDonald’s. - Mieliśmy zobaczyć lokal i to, jak jest przygotowywane jedzenie. Oprowadzili nas po tych chłodniach. Okazało się, że ta cebulka z hamburgerów jest w stanie przeżyć chyba nawet wojnę nuklearną - powiedział ze śmiechem.

 

- Oprowadzała nas miła i uśmiechnięta pani, później jeszcze dostaliśmy zestawy z zabawką. Więc na wejściu 20 czy 30 dzieciaków zakodowało sobie w głowie, że to super inicjatywa i nie dość, że zjesz, to jeszcze dostaniesz prezent. Zastanawiam się, czy można by było urządzić taką wycieczkę do rzeźni. Ta pani pewnie nie byłaby już ani wesoła, ani uśmiechnięta, a i prezent na końcu mógłby być nieprzekonujący. Ale pokazując dzieciom ten świat, umożliwilibyśmy im podejmowanie świadomych decyzji w dość młodym wieku. To trudne i niewygodne, ale moim zdaniem potrzebne. W rękach dzieciach jest przyszłość, ale to od nas zależy, jak będą patrzyły na świat - zaznaczył.

 

- To jest właśnie nasz duży problem, że wszyscy dorastaliśmy słysząc od mamy czy babci, że będziemy najzdrowsi tylko wtedy, kiedy zjemy tłustego kotleta. Nie wiem, jak to jest możliwe, że rodzice próbują uczyć dziecko jakiejś moralności, zmuszają je czasem, żeby chodziło do kościoła, wpychają mu na siłę opłatek do ust, a jednocześnie nie chcą zdradzić, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami rzeźni. Na szczęście jednak ta świadomość się podnosi i ja też staram się dokładać do tego swoją cegiełkę - podkreślił komik.

 

Fundacja Psia Krew

 

- Kiedy zakładałem fundację, to na dobrą sprawę nie znałem nikogo, kto miałby tak silną wolę, żeby poświęcić tyle swojego czasu na cele charytatywne. Na początku wszystko było na mojej głowie i byłem bliski szaleństwa, ale szczęśliwie po drodze poznałem kilka wspaniałych osób, którym mogę zaufać. Wcześniej byłem przeciążony obowiązkami. Teraz jest nas wielu, dzięki czemu mam jeszcze więcej pomysłów i sił do działania. Niestety nawet w działalności charytatywnej jest sporo ludzi, którym nie chodzi o pomoc samą w sobie, ale o budowanie wokół niej swojego wizerunku - stwierdził Van Bendler.

 

Fundacja Psia Krew, którą założył w 2018 roku, zebrała dotąd ponad 365 tys. zł. Adam postawił na jakość, nie ilość; fundacja organizuje co roku jedno duże wydarzenie, podczas którego prowadzi zbiórkę, a zebrane w ten sposób środki są rozdysponowywane przez kolejne miesiące. Taki tryb działalności pozwala połączyć ją z bieżącą aktywnością zawodową komika.

 

W poprzednich latach fundacja zorganizowała mecze piłkarskie między drużynami komików i raperów. Zawodników było łącznie kilkudziesięciu, w tym wiele znakomitych osobistości z obu środowisk, dlatego publiczność również dopisała.

 

 

W tym roku i mecz, i towarzysząca mu charytatywna Gala Stand-up Comedy, zaplanowane były na 7 czerwca. Obecnie jednak ze względu na stan epidemii termin ten wydaje się mało prawdopodobny.

 

"Imprezy masowe na szarym końcu"

 

- Sytuacja jest wyjątkowo ciężka, ponieważ z tych wszystkich wielkich przemówień politycznych wynika, że imprezy masowe są na szarym końcu, jeżeli chodzi o luzowanie obostrzeń, więc rozważamy poważnie zorganizowanie samej gali i w innym terminie, mamy już jakieś plany awaryjne - powiedział Van Bendler.

 

Po pierwszej edycji imprezy fundacja rozdysponowała zebrane środki przede wszystkim na specjalistyczne karmy i leki dla siedmiu schronisk w kraju. W ubiegłym roku Van Bendler postanowił jednak skoncentrować się na działaniach, które przyniosą długotrwały i namacalny efekt.

 

- Starałem się dowiadywać, jakie są rzeczywiście podstawowe potrzeby schronisk. W zeszłym roku chcieliśmy zrobić coś, co zostanie na lata. Dlatego postanowiliśmy wykładać wybiegi płytami czy remontować całe sekcje, jak na przykład izolatki w Starogardzie czy kociarnia w Kościerzynie - wylicza stand-uper.

 

 

Fundacja Psia Krew wsparła też studencki projekt "Znów na nogach" z Białegostoku, który działa na rzecz niepełnosprawnych zwierząt. Julia Bardini, stojąca na czele inicjatywy, konstruuje specjalne wózki dla psów z niedowładem kończyn.

 

 

- Jak tylko się dowiedziałem, że Julia pracuje nad tymi wózkami, byłem zachwycony. Ja szukam właśnie takich ludzi. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że kaleki piesek może się poruszać za pomocą takiego wózka. A dużo z tych zwierzaków wydaje się nie zdawać sobie sprawy, że ma ten niedowład. Najfajniejszy jest ten moment, kiedy po osadzeniu w wózeczek lecą nagle do przodu, szybciej niż kiedy były zdrowe, zapominając, że te kończyny są sparaliżowane. Przychodzi im to naturalnie - zauważył Van Bendler.

 

Zaangażowanie i transparentność

 

Dla niego najważniejsze jest, aby placówki lub przedsięwzięcia, którym przekazuje środki zebrane przez fundację, wykazywały się zaangażowaniem, ale też transparentnością.

 

- Staramy się przede wszystkim pomagać takim placówkom, które są dobrze zarządzane, nie takim, nad którymi zbierają się czarne chmury. Mamy taką czarną listę schronisk, które w ogóle nie wpuszczają wolontariuszy, mediów ani żadnych ludzi z zewnątrz. Na takie miejsce nie ma żadnego wpływu. My staramy się wybierać ludzi, którzy robią bardzo dobrą robotę, a przy tym nie zawsze są dotowani z budżetu miasta - zaznaczył stand-uper.

 

ZOBACZ: Pies jak lew. Mieszkańcy przerażeni, interweniowała policja

 

Van Bendler wyjawił też, że na jego własną wrażliwość silnie wpłynęło wychowanie. - To w dużej mierze zasługa mojej mamy, że mam w sobie rozwiniętą empatię i szacunek do zwierząt. Jestem jedynakiem i pamiętam bardzo dobrze, jak w naszym domu pojawił się nasz pierwszy piesek, Filip. To był taki mój mały brat, tak go traktowałem, bo zawsze chciałem mieć brata. Poświęcałem mu masę czasu i wpatrywałem się w te jego mądre oczka. Starałem się go zrozumieć - przyznał rozbawiony.

 

- Wiele zależy od tego, jakich mamy rodziców i jaki jest ich wpływ na nas. Gdybym ja się wychowywał bez zwierzaka w domu, to też nie wiem, czy miałbym w sobie tę chęć niesienia pomocy. Ale jeżeli ktoś chce mieć psa tylko po to, żeby robić mu ładne zdjęcia na Insta lub żeby zająć czymś dzieciaka, bo się nie ma dla niego czasu, to skutki będą opłakane - stwierdził Van Bendler.

 

- Ale jeżeli dziecko się nauczy patrzeć na zwierzęta z takim szacunkiem, z jakim patrzy na samego siebie, to jest duże prawdopodobieństwo, że z tego dziecka wyrośnie ktoś dobry - skonkludował i podkreślił, że "szacunek" to w tym przypadku słowo-klucz.

bia/msl/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze