Gdy zabrał syna, uruchomiono Child Alert. Teraz tłumaczy: matka nie zostawiła mi innego wyjścia

Polska
Gdy zabrał syna, uruchomiono Child Alert. Teraz tłumaczy: matka nie zostawiła mi innego wyjścia
Polsat News
Ojciec Ibrahima dla Polsat News: nie jestem przestepcą

- Nie jestem przestępcą, zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 r. w ogóle go nie widziałem - mówi mieszkający w Belgii Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima, którego siłą odebrał matce i wywiózł z Polski. Po tym zdarzeniu ogłoszono Child Alert. Oudriss w rozmowie z Polsat News twierdzi, że matka chłopca wiedziała, że nie może wywozić go z Belgii.

Policjanci ogłosili Child Alert w poniedziałek 17 lutego. Dzień później poszukiwania odwołano. Służby belgijskie poinformowały, że życiu i zdrowiu Ibrahima nie zagraża niebezpieczeństwo i pozostaje on w Belgii pod opieką ojca.

 

Walka o Ibrahima między obiema stronami toczyła się przed sądami w Belgii. 10-letni Ibrahim miał pozostać pod opieką ojca, ale prawa rodzicielskie zachowali oboje rodzice. Chłopiec miał pozostać na terytorium Belgii - tak brzmi wyrok sądu w Antwerpii z 15.10.2018, do którego dotarł Polsat News. 

 

Matka chłopca, tłumaczyła, że wyjeżdżając z synem do Polski w lipcu 2018 r. dysponowała wyrokiem przyznającym jej pełnię władzy rodzicielskiej, o kolejnym nie wiedziała. 

 

Poniżej wywiad korespondentki Polsat News w Belgii, Doroty Bawołek z ojcem Ibrahima. 

 

Dorota Bawołek: Czy nie żałuje Pan tego, co się stało, tego w jaki sposób zdecydował Pan wywieźć dziecko z Polski do Belgii, wbrew woli matki i być może również wbrew woli dziecka. Czy może Pan przedstawić nam swoją wersję wydarzeń?

 

Azzedine Oudriss: Trudno mi o tym mówić... To nie było łatwe ani dla dziecka, ani dla mnie. Ale przez cały 2018 rok próbowałem przekonywać moją byłą partnerkę w normalny sposób (również mailowo), by wyjaśniła mi, o co chodzi. Dlaczego nie respektuje wyroku sądu? Odpowiadała że zna wyrok, że wie, iż dziecko nie może tam (w Polsce - red.) mieszkać i musi wrócić do Belgii, ale mimo tego za każdym razem zamykała przede mną wszystkie drzwi, więc nie miałem innego wyjścia. Pojechałem do Polski, przetłumaczyłem na język polski wszystkie dokumenty, wyrok z października 2018 roku, ale ten wyrok w Polsce mi nie pomógł. Gdy tam byłem, zadzwoniłem na policję stojąc przed mieszkaniem mojej byłej partnerki.

 

Wideo: ojciec o odebraniu Ibrahima matce: nie zostawiła mi innego wyjścia

  

 

- I co powiedziała policja?

 

- To byli dwaj sympatyczni panowie; zapytali na czym polega problem. Pokazałem im dokumenty, decyzje belgijskiego sądu przetłumaczone na język polski. Przeczytali i zrozumieli te dokumenty. Powiedzieli mi, że mogę iść do jej mieszkania i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku z dzieckiem. Dodali: "I to wszystko, co możemy dla Pana zrobić. O resztę będzie musiał pan walczyć przed sądem w Gdyni, w Polsce". Dla mnie to był szok. Wtedy chciałem odzyskać dziecko w legalny sposób, żeby nie musiało przeżywać szoku…Byłem na urodzinach syna, gdy kończył 9 lat. To był piątek 15 lutego 2019 roku, to wówczas dzwoniłem na policję. Ja jestem dorosły, ona jest dorosła, rozmawiamy i mamy dziecko, więc możemy razem znaleźć rozwiązanie.

 

ZOBACZ: Matka Ibrahima dla Polsat News: nie porwałam syna. Nie wiedziałam o drugim wyroku

 

- Po powrocie do Belgii próbowałem się z nią skontaktować, ale nie odpowiadała. Moja przyjaciółka skontaktowała się z nią przez Facebooka. W ten sposób poprosiłem o możliwość rozmowy z synem. Porozmawiałem z nim, a przy okazji powiedziałem jej o nowej sprawie w sądzie. Odparła, że wróci do Belgii i będzie na nowo walczyć przeciwko temu orzeczeniu. Mówiła, że kontaktowała się już w tej sprawie ze swoim prawnikiem, przysłała mi potwierdzenie na WhatsAppie, że rozpocznie nową procedurę i będzie nowa rozprawa. Więc czekałem. Potem powiedziała mi jednak, że już nie będzie jej w Polsce, że wyjeżdża do Belgii lub Holandii i nie mogę mieć więcej kontaktów z dzieckiem.

 

- Ale wysłała Panu swój adres w Polsce…

 

- To był adres jej rodziców w Polsce. Adres, pod którym mieszkała znalazłem sam. Potem otrzymałem informację, że leci do Belgii, przez Eindhoven. Czekałem tam na nią na lotnisku, ale zauważyłem ją dopiero jak wsiadła do taksówki. Taksówkarz wiózł wielu ludzi i wysadzał ich na różnych przystankach, więc w pewnym momencie zatrzymałem go i pokazałem mu wyrok, wytłumaczyłem, że była partnerka porwała moje dziecko do Polski. Nie pozwolił jej jechać dalej. Zadzwoniłem na belgijską policję. To był poniedziałek 18 lutego 2019 roku.

 

Wideo: Matka Ibrahima w Polsat News: nie porwałam syna. Nie wiedziałam o drugim wyroku

  

 

Policja wzięła nas na posterunek, pokazałem moje dokumenty, wyrok i policja powiedziała jej wówczas, że mam rację, że wyrok przyznaje mi opiekę do dziecka. Ale następnie wypuszczono nas oddzielnie na wolność i znów ślad po niej z dzieckiem zaginął. Utrzymywaliśmy kontakt do marca 2019 roku, później napisała mi, że nie chce, bym więcej kontaktował się z synem. Wtedy postanowiłem jechać do Polski. Poszedłem do jego szkoły, którą wcześniej obserwowałem.

 

- To miała być próba porwania z Pana strony?

 

- Sprawdziłem to miejsce wcześniej, chciałem zdobyć informacje o szkole, o warunkach w jakich uczy się moje dziecko. Nie mówiłem kim jestem. Widziałem, że w poniedziałki chodzi na basen i wtedy się z nim przywitałem, ale nauczycielka nie pozwoliła mi się do niego zbliżać. Pokazałem jej papiery, ale ona zaczęła krzyczeć i wtedy nie pamiętam jaka była moja reakcja…

 

"Nie wdałem się w bójkę"

 

- Myślałem tylko o tym, że ktoś nie pozwala mi spotkać się z moim dzieckiem. Chciałem po prostu zabrać go stamtąd. I wtedy kierowca busa zaczął reagować… Nie chciałem interweniować, nie chciałem mieć problemów z prawem w Polsce. Zwłaszcza, że mówiono mi, iż w Polsce fakt, że posiadam wyrok nie oznacza, że mogę próbować siłą go wyegzekwować, dlatego nie wdałem się w bójkę. Potem wróciłem do Belgii i znów próbowałem telefonicznie z dyskutować z matką dziecka. Pytała mnie dlaczego to zrobiłem, pozwoliła mi się kontaktować znowu z synem, więc miałem kontakt przez dwa tygodnie w marcu. Podpisaliśmy porozumienie "pod okiem" prawników.

 

- Co było w tym porozumieniu?

 

- W porozumieniu Karolina zobowiązywała się do tego, że będzie na weekendy przyjeżdżać do Belgii z dzieckiem., a potem wracać do Polski.

 

- Ale będą mieszkać w Polsce?

 

- Tak, będą tam mieszkać, ale na weekendy będą przyjeżdżać do mnie do Belgii. To było porozumienie z prawnikami.

 

- Raz na miesiąc, raz na rok?

 

- Mieliśmy to wypróbować. Ona chciała w czasie wakacji albo długiego weekendu, ale ja nie chciałem tak długo czekać - aż do maja czy czerwca i powiedziałem, że ma być zwykły weekend i powiedziała "ok" przywiezie go, ale musimy porozumienie podpisać z prawnikami. Wysłała mi papiery i podpisałem, ona też podpisała. Powiedziała, że może przyjechać w weekend, więc znowu kupiłem im bilety, ale dwa dni przed planowanym przylotem powiedziała, że to nie jest możliwe. Przekazała, że mi nie ufa i nie przyjedzie z dzieckiem do Belgii. A jej prawnik rozpocznie nowa procedurę. To było w marcu 2019 roku.

 

Ojciec Ibrahima: Nie jestem przestępcąPolsat News
Ojciec Ibrahima: Nie jestem przestępcą

"Nie jestem przestępcą"

 

- Gdy zabrał Pan dziecko do Belgii w ubiegłym tygodniu wielu ludzi obawiało się o jego zdrowie o jego życie, bo sposób w jaki się to stało był bardzo agresywny. Wielu ludzi w związku z tym miało wątpliwości, czy może Pan być dobrym ojcem.

 

- Ludzie, którzy tak uważają, mają takie zdanie, bo wysłuchali tylko wersji matki, która uważa, że jestem okropnym człowiekiem, że jestem przestępcą. A to nieprawda. Prowadzę normalne życie, pracuję, nie jestem przestępcą. Każdy popełnia błędy w życiu, ja również w przeszłości mogłem je popełnić, jak każdy człowiek. Ale nie trzeba mnie karać przez całe życie za te błędy które kiedyś popełniłem.

 

ZOBACZ: Sprawa 10-letniego Ibrahima. Matka w 2018 r. zawarła umowę z ojcem dziecka

 

- Zabrałem dziecko z Polski w tak "twardy" sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem. W całym 2019 roku miałem może 2, 3 rozmowy telefoniczne z nim. Podszedłem do matki, ona próbowała zatrzymać dziecko, więc ją odepchnąłem i ona upadła na chodnik. Tak, w taki sposób zareagowałem, po czym zabrałem moje dziecko. Nie zrobiłem mu krzywdy, a ono wcale nie krzyczało. Matka twierdzi, że dziecko krzyczało, że odgrywał się dramat, ale to nie jest prawda. Dziecko próbowało trochę uciekać, odepchnąłem ją i tyle. I zabrałem dziecko ze sobą, bo nie zaproponowała mi innego wyjścia, innego rozwiązania.

 

- Jak teraz czuje się dziecko? Co robi? Jak spędziło ostatni tydzień? Co powie Pan ludziom w Polsce, którzy martwią się o Ibrahima?

 

- Powiem prawdę. Pierwsze cztery dni były dość trudne dla Ibrahima. Dobrze spał, ale nie jadł jak zawsze, pytał o matkę - co jest zrozumiałe, ale nie często. Najpierw pytał dwa razy dziennie - przez pierwsze cztery dni. Teraz jesteśmy już razem 10 dni i już o nią nie pyta.

 

- A o dziadków?

 

- Nie, nie pyta o nich. Ale dużo mówi o Polsce. Gdy zabieram go do sklepu, żeby mu coś kupić, to mówi, że w Polsce w domu miał już taką grę czy zabawkę. Ale on czuje się dobrze. Aktywnie spędzamy czas, nie siedzimy w domu, chodzimy na basen, do parku, na plac zabaw, pograć w piłkę. Wziąłem urlop w pracy, żeby teraz spędzać z nim jak najwięcej czasu i myślę, że jest ze mną szczęśliwy. Mówi, że mnie kocha, ale również, że kocha swoją mamę, że kocha nas obydwoje.


- Jak to się wszystko pana zdaniem może skończyć, bo matka Ibrahima - pani Karolina jest w Antwerpii i czeka na spotkanie z chłopcem?

 

- Tak, to prawda, wysyła mi wiadomości, że chce się z nim spotkać, ale nie chcę na to pozwolić. Obawiam się jej. Boję się, że przyjdzie z jakimiś ludźmi, odbiorą mi znowu dziecko i wywiozą z Belgii. Dziecko jest teraz ze mną i jest w stu procentach bezpieczne. Nie pozwolę na spotkanie dopóki nie zakończy się nowa procedura prawna. Gdy ta procedura się rozpocznie i po niej Karolina zamieszka w Belgii, to nie będę miał nic przeciwko temu, żeby widywała się z dzieckiem.

 

ZOBACZ: 12-latka urodziła dziecko. Sąd zdecydował, kto się nim zajmie

 

- To jest jego matka, nie zamierzam pozbawiać go matki. Nie, nigdy tego nie zrobię. On ma prawo do ojca i do matki. Gdy byłem w sądzie 15 października 2018 roku na ogłoszeniu wyroku, miałem możliwość odebrania jej praw rodzicielskich, ale tego nie zrobiłem. Powiedziałem, że możemy mieć obydwoje prawa rodzicielskie. Ona może mieć prawa do dziecka i ja, i o tym jest mowa w wyroku. Chcę, by on miał matkę, by miał kontakt z matką, by prowadził normalne życie, chodził do szkoły, jak każde dziecko.

 

- Czy miał Pan jakąś kontrolę policji? Czy tutejsze władze wiedzą, że Ibrahim jest bezpieczny?

 

- Oczywiście. Jak tylko polskie służby poinformowały o porwaniu dziecka, policja przyszła do mojego mieszkania w Belgii.

 

- Ale spotkał się pan z nimi?

 

Tak. Poszedłem z synem na komisariat, gdy dowiedziałem się, że szukali mnie w moim mieszkaniu. Powiedzieli mi, że muszę zameldować syna pod swoim adresem w Belgii, bo na razie jest zameldowany w Polsce. I w tej chwili odbywają się te czynności. 

Dorota Bawołek/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze