Przewidział kryzys finansowy w 2008 r. Teraz mówi, co wkrótce nas czeka

Biznes
Przewidział kryzys finansowy w 2008 r. Teraz mówi, co wkrótce nas czeka
PAP/EPA/RUNGROJ YONGRIT
Roubini twierdzi, że ryzyko globalnej recesji rośnie także przez epidemię koronawirusa. Co gorsze - "rynki są z siebie wciąż zadowolone".

Koronawirus jest tylko jedną z możliwych przyczyn globalnej recesji. Ryzyko to rośnie także w związku ze światowym kryzysem klimatycznym i działaniami USA względem Iranu czy Chin, jednak inwestorzy "pozostają zadowoleni z siebie" - twierdzi ekonomista Nouriel Roubini. To on przewidywał kryzys w 2008 r., a teraz zapowiada, że mimo obecnych spadków na giełdach "najgorsze jeszcze przed nami".

"Do tego tygodnia reakcja rynku na wirusa była łagodna. Po spadku pod koniec stycznia akcje podniosły się na nowe szczyty. To samozadowolenie opierało się na szeregu błędnych założeń" - pisze Roubini i wskazuje, że ten niepoprawny optymizm inwestorów jest pochodną nadziei ograniczenia epidemii do samych Chin.

 

ZOBACZ: Gdy koronawirus zabija, inwestorzy zarabiają. Szokująca kryptowaluta

 

Tymczasem według WHO we wtorek po raz pierwszy liczba nowych zakażeń koronawirusem wykrytych poza Chinami była wyższa niż liczba nowych przypadków zgłoszonych przez Pekin.

 

PAP/EPA/RUNGROJ YONGRIT

 

 

Błędne założenia i błogi optymizm

 

Dodając do tego założenie dyrektora Światowej Organizacji Zdrowia, zgodnie z którym rozprzestrzenianie się wirusa może zostać jeszcze opanowane, należałoby oczekiwać szybkiego wygaszenia epidemii, a co za tym idzie wzrostów na giełdzie. Pozostaje jednak świadomość rosnącej śmiertelności w zachodniej Europie, która w połączeniu z ryzykiem ponownego zakażenia pozwala zakładać mniej optymistyczne scenariusze. 

 

ZOBACZ: Wiceminister zdrowia Iranu zarażony koronawirusem

 

Kolejnym wymieniamy przez Roubiniego błędnym założeniem jest możliwość osiągnięcia szczytu zakażeń jeszcze przed końcem pierwszego kwartału, co miałoby ograniczyć szkody dla gospodarki światowej. Niesłuszna miałaby być także nadzieja, że ścieżka wzrostu będzie miała kształt litery V, z silnym odbiciem w drugim kwartale, oraz to, że decydenci podejmą wcześniej zdecydowane działania w celu wsparcia gospodarek.

 

 

"Rynki finansowe w błogi sposób zaprzeczają przewidywanym kryzysom, które mogą nabrać tempa w tym roku, szczególnie na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi w USA. Oprócz coraz bardziej oczywistych zagrożeń związanych ze zmianami klimatu, co najmniej cztery kraje chcą zdestabilizować Stany Zjednoczone od wewnątrz" - pisze Roubini. 

 

PAP/EPA/JEROME FAVRE

 

 

Jak SARS, ale w innych czasach

 

Inny ekonomista, Stephen S. Roach, porównał szybkie rozprzestrzenianie się koronawirusa do epidemii SARS (ciężkiego ostrego zespołu oddechowego) z 2003 r. Jak wskazał, wówczas mieliśmy do czynienia z mniejszą "wrażliwością ekonomiczną", a udział Chin w światowej produkcji zwiększył się od tego czasu ponad dwukrotnie. 

 

ZOBACZ: Koronawirus - najnowsze informacje ze świata. Kolejne kraje potwierdzają przypadki zakażeń

 

"Ostatecznie to epidemiolodzy będą mieli ostatnie słowo na temat efektu COVID-19 i jej wpływu na gospodarkę. Chociaż ta wiedza wykracza daleko poza moje doświadczenie uważam, że obecny szczep koronawirusa wydaje się być bardziej zaraźliwy, ale mniej śmiertelny niż SARS na początku 2003 r." - ocenił. 

 

Przypomniał swoją wizytę w Pekinie podczas wybuchu choroby 17 lat temu. "Dobrze pamiętam strach i niepewność, która wtedy ogarnęła Chiny. Dobrą wiadomością jest to, że zakłócenie było krótkotrwałe, jednak wtedy okoliczności były inne. W 2003 r. Chiny przeżywały boom - realny PKB wzrósł o 10 proc, a światowa gospodarka rosła o 4,3 proc. W Chinach i na świecie zakłócenia związane z SARS ledwo zrobiły wrażenie" - wyjaśnił Roach.

 

PAP/EPA/JEON HEON-KYUN

 

W tym samym tonie wypowiadał się Roubini. "Szkody wyrządzone Chinom są poważne, a globalne łańcuchy dostaw ulegają poważnym zakłóceniom w czasach, gdy Chiny stanowią około 20 procent globalnego produktu krajowego brutto, a nie 4 procent, które miały w czasie SARS w 2003 roku. Kiedy choroba rozprzestrzeni się na inne rozwinięte i wschodzące rynki, szkody te wzrosną" - pisze Roubini. 

 

Obok jego słów ekonomiści ani inwestorzy nie przechodzą obojętnie. O tym, czy powtórzy się sytuacja sprzed kilkunastu lat, dowiemy się wkrótce. 

 

Oddźwięk przeszłości

 

Chodzi o przemówienie, które Roubini wygłosił w 2006 r. Przewidywał, że między innymi gospodarka amerykańska jest zagrożona kryzysem mieszkaniowym i głęboką recesją, co miałoby poważne konsekwencje dla reszty świata. Dzisiaj uśmiecha się skromnie i mówi, że inni też to przewidzieli, ale nikt nie był tak konkretny jak Roubini, ani tak poważny - przypomina "The Guardian".

 

Wówczas jego przemówienie zostało odebrane jako ujmujące dziwactwo niepoprawnego dramaturga i nawet teraz niektórzy twierdzą, że miał szczęście. Zapytany o Roubiniego ekonomista Anirvan Banerjee powiedział New York Times: "Nawet zatrzymany zegar ma rację dwa razy dziennie".

 

ZOBACZ: "Wojna może wywołać kolejny kryzys migracyjny i falę uchodźców". Zandberg o Bliskim Wschodzie

 

Jednak na potwierdzenie jego założeń nie trzeba było długo czekać. Ogólnoświatowy kryzys gospodarczy na rynkach finansowych i bankowych, którego szczyt przypadł na lata 2008–2009, zapoczątkowany został zapaścią na rynku pożyczek hipotecznych wysokiego ryzyka w Stanach Zjednoczonych.

 

Za jego główną przyczynę uznaję się hossę na rynku kredytów hipotecznych, których udzielały banki w Stanach Zjednoczonych przy wysokim ryzyku spłaty osobom o niewystarczających możliwościach finansowych.

Marek Sławiński/luq/ polsatnews.pl, ft.com, project-syndicate.org, theguardian.co.uk

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze