"Odpowiednia bielizna" i zakaz farbowania włosów. Uczniowie protestują, dyrekcja odpowiada

Polska
"Odpowiednia bielizna" i zakaz farbowania włosów. Uczniowie protestują, dyrekcja odpowiada
Polsat News
Uczniowie w ramach protestu w poniedziałek ubrali się ignorując nowe zasady.

Związane włosy, "odpowiednia bielizna" i strój tylko w stonowanych kolorach - m.in. takie wytyczne dostali uczniowie I LO w Rzeszowie. Za ich złamanie mogą grozić surowe konsekwencje. Młodzież zaprotestowała i rozpoczęła rozmowy z dyrekcją. - Nasze stanowisko zostało źle zinterpretowane. Mamy sygnały rodziców, którzy być może naszymi rękami chcą wychowywać swoje dzieci - tłumaczy dyrektor.

Burza w mediach społecznościowych rozgorzała po wpisie Kai Muchy, absolwentki I LO w Rzeszowi, która stworzyła na Facebooku wydarzenie "Protest przeciwko nowemu dresscode'owi 1 LO".

 

"Siema, wydarzenie to jest protestem przeciw nowym zasadom ubioru w I LO w Rzeszowie. Za ich złamanie grozi odesłanie ucznia z zajęć lekcyjnych do domu, nagana dyrektora, a w ostateczności skreślenie ucznia z listy uczęszczających do I LO" - rozpoczęła swój wpis Mucha.

 

"Zasady przedstawione zostały między innymi na apelu przez panią magister ubraną w panterkowe futro oraz długie kozaki na szpilkach, przekonującą uczniów, że szkoła jest miejscem pracy, a nie dyskoteką" -  napisała Mucha.

 

Ma obowiązywać m.in. zasada: "zakaz przebierania się zamiast ubierania się". Dodatkowo, uczniowie, którzy mają długie włosy muszą je spinać, by "nie przeszkadzały w pracy na lekcji". Biżuteria została natomiast uznana za "niestosowny element ubioru" dla chłopców. 

 

WIDEO: Materiał "Wydarzeń" o proteście rzeszowskich licealistów

  

 

"Rudzi muszą zgolić głowy?"

 

Na początku autorka protestu dostała  informację  o tym, że uczennice obowiązkowo mają nosić biustonosz. Później dotarło jednak do niej sprostowanie w tej kwestii.  Dyrekcja nakazała uczniom nosić  "odpowiednią do szkoły bieliznę".

 

"Nie wiem, jaki organ miałby sprawdzać, czy bielizna ucznia jest dziś odpowiednia czy nieodpowiednia" - zastanawiała się absolwentka liceum.

 

Ponadto, nowy "dress code" zakazuje pokazywania: dekoltu, ramion, brzucha, pleców. Uczniom nie wolno też zakładać koszulek na ramiączkach.

 

Według nowych zasad uczniowie nie mogą farbować włosów. Jako niefarbowane zostały wymienione trzy kolory - czarny, blond oraz brązowy. "Zakładam że wszyscy rudzi muszą zgolić głowy na łyso???" - napisała Kaja.

 

W kwestii makijażu, w grę wchodzi jedynie taki, który  podkreśla "naturalną urodę".

 

W stonowanych kolorach o odpowiedniej długości 

 

Uczennice mają nosić sukienki oraz spódnice, które nie są krótsze niż do połowy uda. "Choć doszły mnie słuchy o nowej wymaganej długości, jaką jest długość do połowy łydki" - zaznaczyła była uczennica rzeszowskiego liceum.

 

ZOBACZ: Nauczyciel wyzywał od "idiotów" i "durniów". Potajemnie nagrali go uczniowie

 

Chłopcy z kolei mają chodzić w długich spodniach, ewentualnie  o długości 3/4. Zasada miałaby obowiązywać "nawet w końcoworocznym upale majowo/czerwcowym" - można przeczytać w opisie wydarzenia.  Chłopcy dostali również zakaz noszenia koszul w typie "hawajskim".

 

Według nowych zasad, ubrania mają być  wyłącznie w "stonowanych kolorach". Nowe zasady miały być zapisane w statucie szkoły.

Zastrzeżenia uczniów wzbudziła także forma przekazania im nowych przepisów. Jak powiedziała Polsat News jedna z uczennic, dyrektor podczas apelu sugerowała, że "dziewczyny są lekkomyślne, a mężczyźni to maszyny, zwierzęta, które myślą, że należy im się przestrzeń seksualna, że mogą sobie wziąć dziewczyny i że każdy myśli tylko o jednym".

 

- Przede wszystkim ubiór i to, jak dziewczyny wyglądają. To było bardzo krzywdzące, jestem dziewczyną, a nie uważam, żeby mężczyźni patrzyli na mnie tylko w kontekście seksualnym - opowiadała uczennica.

 

"Doszliśmy do kompromisu"

 

Zmian nie chce zaakceptować absolwentka szkoły oraz jej uczniowie, którzy nawoływali do protestu w tej sprawie. Umówili się, że w poniedziałek przyjdą do szkoły ubrani "jak chcą, ignorując założenia dresscode'u, które uważają za złe, głupie, oburzające, krzywdzące".

 

Ich postawa doprowadziła do rozpoczęcia  rozmów z dyrektorem. 

 

ZOBACZ: Rekrutacja do liceów. Punkty z konkursów mogą pójść na marne. "Zmiana zasad w trakcie gry"

 

"Prowadzona jest dyskusja z dyrektorem, dostaję wieści, że wszystko idzie w dobrą stronę. Trwa rozmowa o statucie oraz o reputacji szkoły" - napisała w jednym z postów, wspomnianego wydarzenia, jego organizatorka.

 

- Od 9:30 prowadzone były rozmowy z dyrektor naszej placówki. Doszliśmy do kompromisu i w formie sejmiku będziemy prowadzili dalsze rozmowy ws. statutu szkoły. Będziemy rozwiewać wszystkie wątpliwości, które mają nasi uczniowie. Proszę wszystkich o cierpliwość i szacunek wobec wszystkich osób, które uczestniczą w tym spotkaniu - poinformował w poniedziałek jeden z przedstawicieli uczniów po pierwszych rozmowach z dyrekcją.

 

"Ubiór to nie problem"

 

Dyrektor szkoły pytana przez dziennikarzy, co się stało, że władze postanowiły zmienić statut, odpowiedziała: "nic się nie stało". - Stało się to, że uczniowie - nawet jeżeli mają do nas jakieś uwagi do tego, co chcieliśmy zrobić - to nie przyszli do nas rozmawiać. Największy problem to to, że to spotkanie nie odbyło się po naszym wystąpieniu, trzeba było rozmawiać w piątek. Ktoś zwrócił się  do naszej absolwentki i wylał swoje żale - mówiła.

 

Pytana, czy stanowisko dyrekcji nie było zbyt ostre, oświadczyła: "nie odnoszę takiego wrażenia, ponieważ zostało źle zrozumiane i źle zinterpretowane".

 

Dopytywana, czy w rzeszowskim liceum ubiory są problemem, odpowiedziała: "nie". - Mamy sygnały od rodziców, którzy być może naszymi rękami chcą wychowywać swoje dzieci. A my, jako funkcja szkoły dydaktyczno-opiekuńczo-wychowawcza, musimy to robić - podkreśliła dyrektor.

 

ms/prz/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze