Wojciech Urbański: Janek Komasa szukał kogoś, kto stworzy "dresiarskie techno"

Polska
Wojciech Urbański: Janek Komasa szukał kogoś, kto stworzy "dresiarskie techno"
fot. Paweł Fabjański

- Pracowałem nad tymi kawałkami w moim studio na warszawskiej Pradze - dzielnicy, w której dresiarska subkultura jest nieodłącznym elementem – mówi polsatnews.pl Wojciech Urbański, producent muzyczny, którego twórczość pojawia się w filmie ''Boże ciało''. Muzyk dostał za zadanie stworzyć utwory, jakich słuchał główny bohater, Daniel, który po wyjściu z poprawczaka marzył, by zostać księdzem.

Wojciech Urbański – producent muzyczny, znany m.in. z projektu RYSY. Komponuje muzykę do spektakli teatralnych, seriali oraz dużych kampanii reklamowych. W ubiegłym roku stworzył kilka utworów utrzymanych w klimacie techno, które trafiły do filmu w reżyserii Jana Komasy "Boże ciało" – polskiego kandydata w walce o Oscara.

 

- Będąc jeszcze żółtodziobem, mocno wkręcałem się w to, co robiłem. Chciałem dopracować każdy detal – wspomina Wojciech Urbański. - Przy jednym z pierwszych zleceń mocno się napracowałem, ale moja propozycja trafiła do kosza. Uświadomiłem sobie wtedy, że taki już urok tego zawodu – że często moja muzyka będzie lądować w szufladzie i czekać na swoje drugie życie – dodaje.

 

ZOBACZ: Dyrektor PISF o "Bożym Ciele": myślę, że Amerykanie go rozumieją

Największy koszmar producenta muzyki, który tworzy na zlecenie? – Żal, że twoja najlepsza propozycja nie została wybrana. I rzeczywiście często wybierana jest ta druga, gorsza wersja, ponieważ jest bardziej "bezpieczna" – przyznaje autor muzyki.

Sceny w ''techno kolorze''

Tworzenie muzyki do filmów było jego głównym celem. - Czułem, że najlepiej odnajdę się w tej działce. Mam bardzo mocną synestezję. Od zawsze, kiedy słyszałem dźwięki, widziałem ich kolory i kształty – mówi Urbański.

 

Paweł Wudarczyk

 
Kiedyś myślał, że w takim postrzeganiu muzyki jest coś złego. - Poszedłem nawet do szkolnej pani psycholog w liceum i opowiedziałem, w jaki sposób odbieram dźwięki. Martwiłem się, że coś jest nie tak z moją głową. Odpowiedziała, że nie mam czym się zamartwiać, ponieważ to przydatna zdolność – wspomina.

 

ZOBACZ: Polka zaśpiewa na gali rozdania Oscarów

I tak też się okazało. Przydała się Urbańskiemu m.in. przy tworzeniu ''muzycznej cegiełki'' w ramach współpracy z Janem Komasą, do filmu "Boże Ciało".

 

Elektroniczne oblicze

- Po raz pierwszy z Jankiem spotkałem się na planie serialu "Ultraviolet". Tam lepiej poznał moje elektroniczne oblicze, choć znał już wcześniej muzykę projektu RYSY. Stąd wynikła nasza dalsza współpraca - zdradza.

W filmie ''Boże ciało'' jego utwory pojawiły się w kilku barwnych scenach. Dostał za zadanie stworzyć muzykę, jakiej słuchał główny bohater, Daniel – 20-letni chłopak, który po wyjściu z poprawczaka marzył, by zostać księdzem.

 

ZOBACZ: "Startowaliśmy z poziomu anonimowego filmu". Producenci "Bożego Ciała" w Polsat News

- Janek Komasa szukał kogoś, kto stworzy "dresiarskie techno", którego Daniel był fanem. Pracowałem nad tymi kawałkami w moim studio na warszawskiej Pradze – dzielnicy, w której dresiarska subkultura jest nieodłącznym elementem – mówi Urbański.

 

– Wkładałem dresy i jechałem do studia, by dołożyć do tego filmu swoją "cegiełkę" – dodaje. - Nie dostałem kawałków referencyjnych. Ustalając szczegóły, reżyser przekazał mi wskazówki dotyczące m.in. tempa, stylu czy też wrażliwości dźwięków, jakie miały powstać. Naszym łącznikiem była Ania Malarowska – music supervisor, czyli konsultant muzyczny – tłumaczy.

Na granicy kontrastu

- Nie jestem osobą wierzącą, ale miałem pewne obawy. Kiedy usłyszałem, że będzie to film o księdzu, miałem nadzieję, że nie będzie on kolejnym, tendencyjnym atakiem na Kościół – mówi Wojciech Urbański.

To podejście, jak sam przyznaje, wynikało z faktu, że wcześniej obejrzał "Kler".

 

Wideo: z reżyserem i aktorami "Bożego Ciała" rozmawiała specjalna korespondentka Polsat News w Hollywood Magda Sakowska

 

  

- ''Boże ciało'' pokazuje wiejską społeczność, zjednoczoną wokół lokalnej parafii i księdza. Ci ludzie są mocno podzieleni poprzez pewne wydarzenie z niedalekiej przeszłości. W skali całego kraju, od niemal dekady, między nami również istnieje jakiś podział. Z historii pokazanej w filmie możemy się czegoś nauczyć, wyciągnąć wnioski. Co przewrotne, tą postacią, która wprowadziła tam świeżość i zmianę do lokalnej społeczności, jest prosty chłopak, który wyszedł niedawno z poprawczaka – opisuje.

 

ZOBACZ: Złote Globy 2020. Film Quentina Tarantino triumfatorem

Ulubiony gatunek muzyczny głównego bohatera mówi o nim bardzo wiele. 

– Fakt, że Daniel w chwilach samotności słucha ostrej, "dresiarskiej techniawy" dobrze kontrastuje z rolą, jaką odgrywa publicznie - zauważa muzyk.

 


- Ulubiona scena z filmu z moim utworem? To ta, podczas której główny bohater słucha muzyki przy naprawie motoru – zdradza producent muzyczny.

 

- Dźwięki wprowadzają go w trans, Daniel tańczy. Z daleka obserwuje go obca osoba, która przyjechała na plebanie załatwić jakieś formalności. Trochę nie dowierza, że jest to ksiądz – opowiada. – Faktycznie i mi ciężko byłoby sobie wyobrazić duchownego, który prywatnie jest wkręcony w taką muzykę. Ale myślę, że gdybym takiego spotkał, to na wejściu byłby dla mnie znacznie bardziej wiarygodny – przyznaje.

Rola twórcy w świetle prawa

Wojciech Urbański jest twórcą działającym w branży od lat. Dlatego radzi też, na jaki zapis warto zwrócić uwagę przy ustalaniu formalności.

- Kiedy tworzysz muzykę do filmu bądź serialu, nie wiesz, jak długo będzie ona eksploatowana. Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych powstał po to, aby chronić twórców – zaznacza Urbański.

 

ZOBACZ: Rozdanie nagród BAFTA. "1917" wielkim wygranym

 

- Mając prawa do ZAiKS-u, artysta ma pewność, że będzie wynagradzany tak długo, jak długo eksploatowane jest jego dzieło. Dostaje drobne, aczkolwiek regularne wpłaty za każdorazowe publiczne odtworzenie jego utworów. ZAiKS to święte prawo każdego twórcy, ale niestety coraz częstsze są praktyki, w których to producenci, zleceniodawcy, pośrednicy wpisują się do metryk, aby pobierać później tantiemy muzyków. Mam na to alergię, takie umowy wraz z takimi "mocodawcami" z miejsca trafiają do mojego kosza – opowiada muzyk.

- Z tego, co ostatnio zauważyłem, ten zapis dotyczący ZAiKS-u stały się takim "świętym Graalem", o którego trwa zażarta walka na linii współpracy – mówi Urbański. - Dlatego będąc twórcą dzieła, należy pamiętać, by to święte prawo nie zostało nam odebrane - podkreśla.

Małgorzata Sawa/msl/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze