Koniec kwarantanny na "Costa Smeralda". Wśród uwięzionych 6 tys. osób byli Polacy

Świat
Koniec kwarantanny na "Costa Smeralda". Wśród uwięzionych 6 tys. osób byli Polacy
Reuters
Na pokładzie "Costa Smeralda" było 139 Polaków

Ponad 6 tys. pasażerów przez około 10 godzin nie mogło opuścić statku Costa Smeralda, który stał w porcie Civitavecchia (80 km od stolicy Włoch, Rzymu). Wśród nich było 139 Polaków - dowiedział się polsatnews.pl. Powodem było podejrzenie zakażenia chińskim koronawirusem u pary turystów z Hongkongu. Wyniki testu nie potwierdziły infekcji, dlatego zakaz zejścia na brzeg przestał obowiązywać.

Od godz. 9 w czwartek pasażerowie "Costa Smeralda" nie mogli zejść z pokładu, bo dwóch pasażerów z Hongkongu miało podwyższoną temperaturę. Pojawiło się podejrzenie, że mogą być zakażeni koronawirusem.

 

ZOBACZ: Student przebywający w szpitalu zakaźnym poznał wyniki. "Ostatni film z izolatki?"

 

Chińczyków umieszczono w izolatce, a reszta pasażerów musiała czekać na wyniki testów medycznych na pokładzie. Wczesnym popołudniem doszło do sporu między załogą wycieczkowca a lokalnymi władzami.

 

- Na pokładzie "Costa Smeralda" znajdowało się 139 polskich obywateli - poinformowało polsatnews.pl polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. 

 

To nie był koronawirus, ale "lekkie objawy grypy"

 

Po tym, jak kapitan statku ogłosił, że ponad 1100 osób mających zakończyć rejs po Morzu Śródziemnym w Civitavecchia może wyjść na ląd, na miejscu zjawił się burmistrz miasta. 

 

- Czy wyście oszaleli? Kto wydał zgodę na opuszczenie pokładu? Zaprowadzę was do prokuratury, jeśli pozwolicie komuś wyjść, robicie to na własne ryzyko - miał krzyczeć Ernesto Tedesco, włodarz Civitavecchia, podał dziennik "La Repubblica". 

 

Mimo że popołudniu pierwsze wyniki testów wykluczyły, że hongkończycy zarazili się koronawirusem, pasażerowie statku zeszli na ląd dopiero późnym wieczorem.

 

Lekarze stwierdzili, że kobieta miała "lekkie objawy grypy", a mężczyzna "nie miał szczególnych problemów" - poinformował dziennik "Il Messaggero".

 

Polska ambasada monitoruje sytuację

 

- W końcu wracamy do domu, na szczęście nie potrwa to długo. To był zły dzień. Nasza rodzina dzwoniła, aby przekazać nam wiadomości, a my na pokładzie nic nie wiedzieliśmy - powiedziała włoskiej gazecie jedna z pasażerek. 

 

ZOBACZ: Pierwsze potwierdzone przypadki koronawirusa we Włoszech

 

Na pokładzie "Costa Smeralda" byli Polacy. - Kilkadziesiąt biletów na ten rejs sprzedało kilka biur podróży - przekazał polsatnews.pl Marek Piksa, organizator rejsów wycieczkowych.

 

"Monitorujemy sytuację w porcie Civitavecchia. Statek Costa Smeralda oczekuje na zgodę włoskiego Ministerstwa Zdrowia, aby kontynuować rejs. Nastąpi to najprawdopodobniej w piątek" - napisała z kolei na Twitterze polska ambasada we Włoszech.

 

 

Jeden z użytkowników Twittera zamieścił zdjęcia z wnętrza statku. Widać na nim moment oczekiwania na zejście ze statku. Wokół jednostki zjawiały się pojazdy włoskich służb, m.in. policji.

 

 

Costa Smeralda: pierwszy wycieczkowiec na ciekły gaz ziemny

 

Costa Smeralda to nowa jednostka, która została zwodowana 6 grudnia ubiegłego roku. Zasilany ciekłym gazem ziemnym, co czyni go pierwszym na świecie wycieczkowcem, który wykorzystuje to paliwo - podał serwis gospodarkamorska.pl. 

 

 

Budowa statku pochłonęła 790 mln euro, a ceny biletów na 7-dniowy rejs zaczynają się od 419 dolarów. Costa Smeralda ma 337 metrów długości i 42 metry szerokości. Na jej pokład może wejść do 6,6 tys. osób, którzy zmieszczą się w ponad 2,5 tys. kabin.

wka/hlk/ polsatnews.pl, "Il Messagero", gospodarkamorska.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze