Potrącony pies czołgał się przez jezdnię, zatrzymał się tylko jeden kierowca. Jego post podbija sieć

Polska
Potrącony pies czołgał się przez jezdnię, zatrzymał się tylko jeden kierowca. Jego post podbija sieć
Facebook/ Witek Wysocki
Rannego psa ominęło przynajmniej 6 samochodów

Wielkie poruszenie wywołał w mediach społecznościowych wpis mężczyzny, który zrelacjonował obojętność kierowców na dramat potrąconego przez auto psa. Krwawiące zwierzę czołgało się na przednich łapach po jezdni, ale nikt nie reagował. Pan Witold zrobił to jako jedyny, opisał też obojętność drogowców, patrolujących polskie drogi. Jego post ma już ponad 29 000 udostępnień.

Pan Witold w środę 29 stycznia wracał samochodem z Warszawy do Lublina. Na drodze krajowej nr 50, w połowie trasy między Górą Kalwarią a Dębówką coś nieoczekiwanie zwróciło uwagę kierujących. Niektórzy musieli zwolnić. 

 

"Nagle prędkość z 40 spada do 0, bo kierowcy przede mną muszą się zatrzymać, żeby ominąć przeszkodę. Bus omija i odjeżdża, a ja już wiem, co spowolniło ruch. Na jezdni jest potrącony, ewidentnie przed chwilą pies, duży pies, w typie owczarka. I uwaga, nie nie martwy. Na przednich łapach, czołga się na pobocze, a tylne łapy ciągnie za sobą" - napisał na swoim profilu facebookowym Witold Wysocki. 

 

"Zatrzymali się i jechali dalej" 

 

Jak relacjonuje, rannego psa ominęło przynajmniej 6 samochodów, każdy przystanął, zobaczył zwierzę i pojechał dalej.


"W jakim my kraju żyjemy? Naprawdę ominąć istotę potrzebującą ewidentnie pomocy i pojechać dalej? Bo śpieszę się? Pada? Jest zimno? Nie wiem, co zrobić?" - pytał. 

 

 

Autor posta jako jedyny postanowił udzielić zwierzęciu pomocy. 

 

ZOBACZ: Pociął psy nożem. Jedno zwierzę ma założonych ponad 100 szwów

 

Najpierw zadzwonił pod alarmowy numer 112, jednak nie udało mu się skontaktować z dyspozytorem. W tym momencie na drodze pojawił się samochód służby drogowej, który zatrzymał się widząc, że kierowca zaparkował pojazd na światłach awaryjnych. Drogowcy po obejrzeniu psa ocenili, że zwierzę nadaje się do uśpienia. 

 

"A ja się zaczynam zastanawiać: służba, która niestety ma z potrąconymi zwierzakami do czynienia na co dzień (kto dużo jeździ po PL ten wie), od razu przekreśla szanse pomocy" - relacjonował kierowca. 

 

Mężczyzna nie dał za wygraną i szukał pomocy  uruchamiając prywatne znajomości. W ten sposób dowiedział się, że Góra Kalwaria ma umowę na przewóz znalezionych/rannych zwierząt do Schroniska Na Paluchu. Otrzymał również kilka numerów telefonów do Fundacji Animal Rescue Polska i straży miejskiej Góry Kalwarii. 

 

ZOBACZ: Za 6 mln dolarów wykupił reklamę w przerwie Super Bowl. By podziękować za uratowanie psa

 

Po dłuższej chwili na miejsce przyjechali przedstawiciele Fundacji Animal Rescue Polska, którzy zabrali psa do szpitala przy Schronisku Na Paluchu. Później przybył patrol straży miejskiej.

 

Pod koniec tego samego dnia Schronisko Na Paluchu poinformowało mężczyznę, że pies nie przeżył. 

 

Podziękowania od internautów

 

W niespełna dobę po publikacji, wpis miał już 29 tys. udostępnień i ponad 10 tys. komentarzy. O udostępnianie prosił też sam autor, aby ta historia była przestrogą dla wszystkich, którzy będą świadkami podobnych sytuacji. Internauci byli bardzo poruszeni losem psa oraz wdzięczni panu Witoldowi za jego postawę. Wiele krytycznych słów padło pod adresem tych, którzy nie udzielili zwierzakowi pomocy. 

 

"Szacunek i dziękuję, że nie zostawił go pan" - napisała Barbara.  

 

"Niski ukłon za działanie i za serce" - pisze Marzena. 

 

"Znieczulica, zero organizacji, brak przeszkolenia takich służb, choć empatii nikogo się nie da wyuczyć. Najbardziej jednak szkoda kolejnego zmarnowanego życia przez ludzi" - oceniła Krystyna.  

 

 

emi/ml/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze