Schetyna nie powinien podawać się do dymisji, trzeba go wspierać. Siemoniak w "Gościu Wydarzeń"

Polska

- Myślę, że lojalność jest bardzo ważną cechą w polityce i dopóki Grzegorz Schetyna jest przewodniczącym PO, nie należy go krytykować, należy go wspierać w tej sytuacji - powiedział w "Gościu Wydarzeń" Tomasz Siemoniak, zapytany o głosy "młodych wilków" domagających się dymisji lidera PO po przegranej w wyborach. Jego zdaniem, Schetyna "absolutnie nie powinien" podawać się do dymisji.

- Mamy wybory przewodniczącego, Platforma jest partią demokratyczną, w której swojego przewodniczącego wybierają wszyscy członkowie, i ta kadencja się kończy w przyszłym roku. Po drugie, jesteśmy taką partią, w której wszyscy mogą krytykować przewodniczącego - powiedział wiceszef PO Tomasz Siemoniak zapytany przez Bogdana Rymanowskiego, czy "młode wilki", które chcą dymisji lidera Platformy Obywatelskiej Grzegorza Schetyny, "zagryzą" lidera.

 

- Członkowie PiS mogą co najwyżej w domu przy obiedzie powiedzieć, co myślą o prezesie, a u nas, jak widać, jest demokracja - powiedział Siemoniak.

 

Zapytany o to, czy tendencje jak najszybszego rozliczenia Grzegorza Schetyny za słaby wynik wyborczy stanowią dla niego problem, odpowiedział: - Myślę, że lojalność jest bardzo ważną cechą w polityce i dopóki Grzegorz Schetyna jest przewodniczącym PO nie należy go krytykować, należy go wspierać w tej sytuacji - powiedział Siemoniak. Jego zdaniem, Schetyna "absolutnie nie powinien" podawać się do dymisji.

 

Schetyna nie zajmował się swoją kampanią

 

Grzegorz Schetyna dostał 31 procent głosów z całej listy we Wrocławiu, co jest wynikiem słabszym w porównaniu do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która dostała 72 procent głosów z całej listy w Warszawie. Bogdan Rymanowski zapytał, czy tak duża rozbieżność, to nie jest wotum nieufności wyborców Platformy dla jej lidera.

 

- Uważam, ze trzeba być ostrożnym w komentowaniu takich indywidualnych wyników. Ja miałem wynik poprawiony o 50 procent, o 15 tys. głosów z 30 tys. w 2015 roku. Ale Grzegorz Schetyna trzy razy był w moim okręgu, był ze mną w każdym powiecie, mieliśmy konferencje prasowe. Jeździł po Polsce i wspierał. Nie zajmował się swoją kampanią we Wrocławiu po prostu - powiedział były minister obrony.

 

Zdaniem Siemoniaka, Schetyna zapłacił cenę za rolę lidera, który jeździł po kraju i wspierał innych kandydatów, a także pracował w Warszawie, zamiast agitować przez półtora miesiąca we Wrocławiu. Przyznał także, że lider PO późno został wrocławskim kandydatem. Jego zdaniem utrudnieniem było to, że trzy kadencje Schetyna kandydował z innego okręgu.

 

- Liczby to nie wszystko - powiedział Siemoniak. - Wszyscy odpowiadamy za ten wynik.

 

Hałaśliwe rozliczenia nam nie służą

 

- Joanna Mucha ma prawo kandydować - powiedział polityk PO. Pogratulował jej dobrego wyniku wyborczego, ale jednocześnie dodał, że "tak hałaśliwe rozliczenia nie służą nam wszystkim".

 

Posłanka Joanna Mucha uważa, że Schetyna powinien podać się do dymisji, a wybory w Platformie Obywatelskiej powinny się odbyć jak najszybciej.

 

- Wybory odbędą się praktycznie za chwilę, na początku roku, to przecież wyraźnie zostało powiedziane - dodał Siemoniak.

 

Zapytany czy słowa byłej premier Ewy Kopacz, że Schetyna powinien zrobić to, co powinien w jego sytuacji zrobić każdy człowiek honoru, oznaczają, że w Platformie odbywa się potężna wojna, w której uczestniczą także doświadczenie działacze, Siemoniak odparł, że to może tylko wyglądać w ten sposób z zewnątrz.

 

Kopacz nie czuła się wspierana po przegranej

 

- Wydaje mi się, że medialnie to wygląda znacznie gorzej niż w rzeczywistości. Pani Ewa Kopacz nawiązała do sytuacji sprzed czterech lat kiedy sama była po przegranych wyborach i sama była oceniana. Byłem wtedy przy pani Ewie Kopacz, zgłosiłem ją na szefową klubu, przegrała te wybory i dzisiaj, gdy wypowiadała się na posiedzeniu zarządu, to nie było wezwanie do dymisji, tylko powiedziała, jak się czuje lider, który nie jest wspierany. Wtedy nie czuła się wspierana - stwierdził wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej.

 

- Wyciągnijmy dziś po czterech latach z tego taki wniosek, że lider i przewodniczący jest wartością dla Platformy, dla Koalicji Obywatelskiej. Jak on jest atakowany, to sami siebie osłabiamy - stwierdził Siemoniak.

 

To, czy lider Grzegorz Schetyna może poprowadzić Platformę do zwycięstwa w kolejnych wyborach, tym razem prezydenckich, to Zdaniem Siemoniaka "zupełnie inna sprawa".

 

Polityk przyznał, że nie wie kto jest kandydatem na szefa klubu Platformy. Nie zdradził także kogo poprze. - Są osoby, które mogą połączyć wszystkich, na przykład Izabela Leszczyna - powiedział. W tym kontekście wymienił także Borysa Budkę i Małgorzatę Kidawę-Błońską. Przypomniał, że w klubie PO-KO są nowe środowiska, m.in. Barbary Nowackiej.

 

Popiełuszko porównany do "Szarego Człowieka"

 

Siemoniak przyznał, że wpis Grzegorza Schetyny, który w mediach społecznościowych przyrównał męczeńską śmierć ks. Jerzego Popiełuszki, zamordowanego przez SB-ków, do samobójczej śmierci Piotra Szczęsnego, który podpalił się na Placu Defilad w proteście przeciwko rządom PiS, jest niefortunny.

 

- Powinno to być w dwóch wpisach - stwierdził. - To są dwie różne sprawy - dodał.

 

CZYTAJ WIĘCEJ: Schetyna porównał ks. Jerzego Popiełuszkę do "Szarego Człowieka". "Haniebne słowa", "wstyd"

- Natomiast też nie rozumiem tej nagonki, mam wrażenie, że gdyby Grzegorz Schetyna napisał teraz że słońce świeci i jest złota jesień to też by były do niego pretensje - uznał.

 

Jednocześnie zdystansował się od krytyki wpisu lidera Platformy. Politycy PiS twierdzili m.in. ze jego wpis był "haniebny".

 

Siemoniak uznał także, że przepraszanie za publikację nie jest konieczne.

 

Wniosek PiS o przeliczenie głosów podejrzany

 

PiS składa wniosek o przeliczenie głosów w sześciu okręgach w wyborach do Senatu. Podobne wnioski w kolejnych trzech okręgach zamierza złożyć Koalicja Obywatelska. Siemoniak podkreślił, że wbrew deklaracjom PiS czas na złożenie odwołań wyborczych wzywających do przeliczenia głosów nie upływa w poniedziałek o północy, lecz dopiero we wtorek.

 

- Liczy się czas od formalnego ogłoszenia wyników wyborów. Ten czas jest do jutra (wtorku -red.) do północy - powiedział polityk PO.

 

- To, co robi PiS jest zdumiewające, bo oni nie odnoszą się do jakichś nieprawidłowości w procesie wyborczym, tak jak to w protestach dotychczasowych miało miejsce, tylko podważają przeliczenie głosów przez komisje wyborcze. To jest sytuacja bardzo dziwna - powiedział.

 

Bogdan Rymanowski przypomniał jednak słynne liczenie głosów w wyborach na Florydzie w USA 19 lat temu. Przeliczenie głosów wpłynęło tam na wynik wyborczy.

 

CZYTAJ WIĘCEJ: "PiS próbuje nieczystymi metodami zmienić wynik wyborów" vs. "Było dużo głosów nieważnych"

 

- Tam była mowa o milionach. Tu mówimy o Senacie, w którym PiS wybory przegrało i PiS nie wskazuje na jakieś nieprawidłowości tylko uważa, że głosy zostały źle policzone - powiedział Siemoniak. - W każdej komisji wyborczej był przedstawiciel PiS - przypomniał.

 

- Proces wyborczy był, jeśli chodzi o liczbę głosów, kontrolowany od samego spodu do góry - pamiętajmy, że te ewentualne protesty wyborcze będzie rozstrzygać izba w Sądzie Najwyższym powołana przez nielegalną Krajową Radę Sądownictwa, podważaną Krajową Radę Sądownictwa. To jest sytuacja niesłychanie groźna. Ostrzegaliśmy, że ustawia się takie izby w Sądzie Najwyższym z sędziów, którzy są wskazani - powiedział Siemoniak. - Teraz do nich PiS kieruje protest - zaznaczył.

 

- Dlaczego PiS zmieniło przepisy i nie tak jak do tej pory ci dotychczasowi niezawiśli sędziowie SN mają to rozstrzygać? To jest bardzo podejrzane - uznał.

 

  

 

Poprzednie odcinki programu dostępne są tutaj.

hlk/luq/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze