Córka choruje na autyzm. Matka boi się o życie

Polska

Pani Emilia jest samotną matką. Od blisko 20 lat jej każdy dzień wypełnia wyłącznie Stella, która choruje na autyzm. Dorosła już córka jest niebezpieczna - próbowała popełnić samobójstwo, a od niedawna atakuje panią Emilię. Matka wniosła o ubezwłasnowolnienie Stelli i choć sąd nakazał umieszczenie kobiety w Domu Pomocy Społecznej, to sprawa utknęła w próżni. Zobacz materiał "Interwencji".

Pani Emilia ma 38 lat. Mieszka w Warszawie. Jest samotną matką. To wszystko, co można o niej powiedzieć. Bo pani Emilia nie ma własnego życia. Od prawie dwóch dekad jej każdy dzień wypełnia wyłącznie Stella.

 

- Stella jest kochana. Przede wszystkim. I chora. Bardzo chora - zapewnia babcia Stellii Jadwiga Kozielska.

 

- Stella ma pasję. Ona kocha zwierzęta. Tylko że Stella nie potrafi zrozumieć zwierząt i nie potrafi reagować. Sprowadziła mi do domu chyba 30 psów, sześć szczurów, ileś królików, ileś kotów. Mówimy o ostatnim pół roku - dodaje Emilia Kozielska, matka kobiety.

 

- Adopcja konia, ucieczki do sklepów zoologicznych, interwencja ochrony, wyjazdy do szpitala psychiatrycznego, czasem kilkanaście razy w miesiącu - wylicza dziennikarz Paweł Kapusta z portalu Wirtualna Polska.

 

"Często wpadała w złość, potem objawy się nasiliły"

 

Już w wieku przedszkolnym Stella zaczęła zachowywać się niepokojąco. Miała problem w kontaktach z rówieśnikami. Często wpadała w złość. Pojawiła się też agresja. Z wiekiem objawy zaczęły się coraz bardziej nasilać. W końcu Stellę zbadali lekarze.

 

- Podczas rezonansu wyszły bardzo rozległe zmiany mielinizacyjne obejmujące większe obszary mózgu i móżdżku. Oprócz tego nie zdiagnozowano innych chorób psychicznych - dodaje Emilia Kozielska.

 

Na nagraniach z domu widać, jak Stella podczas napadów agresji krzyczy, że się zabije, uderza i pluje na matkę.

 

- Rzucała szklankami i butelkami - dodaje Paweł Kubalski z Fundacji Emanio Arcus.

 

Reporter "Interwencji": Masz świadomość tego, że tak nie wolno?

 

Stella: Mam.

 

Reporter: To czemu mimo to postępujesz w taki sposób?

 

Stella: Sama nie wiem.

 

Wbiła sobie strzykawkę w brzuch, piła Domestos

 

Według Stelli najbardziej denerwuje ją, "jak mama nie pozwala ściągnąć psa do domu". Jak dodaje, próbowała zaadoptować 30 psów, a gdy musiała któregoś oddać, ten "bardzo za nią piszczał".

 

- Stella w momencie, kiedy nudziło jej się lub chciała zwrócić na siebie uwagę, lub znowu chciała coś wymusić, brała maszynki do golenia i cięła sobie nogi. W ostatnim roku było kilkanaście takich sytuacji - mówi Emilia Kozielska.

 

Na jednym z nagrań widać, jak Stella wbija sobie strzykawkę w brzuch. Na innym Stella próbuje podpalić koc i gazetę.

 

- Któregoś razu Stella weszła do łazienki, po czym wyszła, i czułam od niej zapach Domestosu. Okazało się, że wpadła na pomysł, żeby się go napić - mówi pani Emilia.

 

Reporter "Interwencji": Nie boisz się śmierci?

 

Stella: Boję się.

 

Reporter: To po co robisz sobie krzywdę?

 

Stella: Nie wiem.

 

Reporter: Rozumiesz, co to znaczy śmierć?

 

Stella: Tak, że idzie się do nieba.

 

Stella po przyjęciu do szpitala podpalała kosze. Na pytanie, dlaczego próbowała podpalić szpital, odpowiada, że to przez nerwy, "bo ją przyjęli".

 

- Wielokrotnie słyszałam od lekarzy, że nie ma choroby psychiatrycznej, a oddział psychiatryczny nie jest dla niej - tłumaczy pani Emilia.

 

"Radiowozy okrążyły mnie z każdej strony"

 

Stellę próbowano leczyć na wiele sposobów. Wszystkie metody okazywały się nieskuteczne. Agresja wobec siebie i innych osób wciąż rosła. Towarzyszył jej też cały szereg irracjonalnych zachowań.

 

- Pewnego razu jechaliśmy gdzieś trasą. Stella siedziała z tyłu - mówi pani Emilia.

 

W pewnym momencie Stella zadzwoniła na policję i powiedziała, że jej mama jest agresywna, jedzie szybko i chce ją zabić. Podała dokładny kilometr, na którym znajdował się samochód.

 

- W pewnym momencie zobaczyłam masę syren, masę świateł. Radiowozy okrążyły mnie z każdej strony i zatrzymały ruch na drodze - wspomina pani Emilia.

 

- Matka została zamknięta do szpitala psychiatrycznego na obserwację, Stella została przewieziona do innego szpitala psychiatrycznego, w innej miejscowości. Obłęd. To są takie historie, jak z jakiegoś strasznego filmu - dodaje dziennikarz Paweł Kapusta.

 

"Chciałaby zobaczyć, jak to jest włożyć mamie nóż w brzuch"

 

W czerwcu 2017 roku Stella trafiła do zamkniętej placówki - Krajowego Ośrodka Psychiatrii Sądowej dla Nieletnich w Garwolinie. Spędziła tam ponad rok. Po osiągnięciu pełnoletności wyszła jednak na wolność. Wróciła do domu. Ale szybko okazało się, że jej stan jest gorszy, niż kiedykolwiek przedtem.

 

- Wbiegła na balkon, usiadła na parapecie i z uśmiechem na twarzy przechyliła się do tyłu. Spadła dwa piętra na plecy - mówi matka Stelli.

 

- Dzięki temu, że między 4. a 6. piętrem był daszek, zatrzymała się na nim - dodaje Małgorzata Trzcińska z Fundacji Emanio Arcus.

 

Pani Emilia wylicza, że od powrotu do domu Stella już cztery razy chwytała za nóż. - Granica została przekroczona. Następną jest już moje albo Stelli życie - dodaje. Stella zapewnia, że dla niej była to zabawa.

 

- Chciałaby zobaczyć, jak to jest, jak włoży mamie nóż w brzuch. Jak ten nóż będzie wchodził, być może co ona będzie czuła - mówi pani Małgorzata Trzcińska.

 

Według Katarzyny Ciszewskiej z Ośrodka Pomocy Społecznej Warszawa-Wola Stella stanowi realne zagrożenie dla środowiska.

 

- Tu jest krytyczny problem, który w każdej chwili może zakończyć się tragedią, może nawet masową. Może wejść do metra i dźgnąć nożem 10 osób - dodaje Paweł Kubalski.

 

Pani Emilia wniosła do sądu sprawę o ubezwłasnowolnienie córki. Podjęła też próbę skierowania jej do zamkniętego ośrodka. W styczniu tego roku sąd wydał postanowienie, aby Stellę wbrew jej woli umieścić w Domy Pomocy Społecznej. Mimo to, dziewczyna do dziś pozostaje w swoim domu.

 

- Domy Pomocy Społecznej odmawiają przyjęcia. Nasze wnioski odrzucano: 21 razy w Mazowieckiem, 4 w Świętokrzyskiem, 4 w Podlaskiem, 9 w Warmińsko-Mazurskiem i jeden w Łódzkiem - wylicza matka Stelli.

 

- Wszystkie miejsca, które zapoznają się z historią Stelli, mówią po prostu "nie". Nie chcą mieć problemów - tłumaczy Małogrzata Trzcińska.

 

- Głównym problemem jest brak miejsc, ewentualnie brak odpowiednich zabezpieczeń. Nikt mi nie zagwarantuje, że Stella nie wyjdzie któregoś dnia i nie zrobi sobie krzywdy - mówi pani Emilia.

 

Dziennikarz Wirtualnej Polski Paweł Kapusta stawia sprawę jasno. - To niestety dziura systemu. Tak to niestety wygląda - mówi.

 

"Żałowałam, że udało się mnie uratować"

 

Pani Emilia przyznaje, że z bezsilności targnęła się na swoje życie. - Wzięłam opakowanie leków nasennych. Żałowałam, że udało się mnie uratować. Powiem wręcz, że po raz pierwszy zasypiałam tak dobrze. Trochę boję się do dziś, że mogę to powtórzyć.

 

Pani Emilia musiała zrezygnować z pracy. Musi pilnować córki przez 24 godziny na dobę. W jej sprawie interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. Zaapelował do Ministra Zdrowia o zajęcie się problemem ludzi takich jak Stella. Redakcja "Interwencji" również zwróciła się do przedstawicieli Ministerstwa z prośbą o wypowiedź przed kamerą. Zamiast tego, otrzymali oświadczenie. Oto jego fragment:

 

"Ministerstwo Zdrowia ma świadomość problemów, z którymi na co dzień mierzą się osoby z zaburzeniami psychicznymi i ich bliscy, dlatego aktualnie w resorcie prowadzone są intensywne prace nad poprawą systemu ochrony zdrowia psychicznego w ramach Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego".

 

Według Agnieszki Jarzębskiej z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich system, który przez tak długi czas nie może poradzić sobie z przypadkiem jednej osoby, jest niewydolny.

 

- System czeka, aż Emilia siebie zabije, Stella siebie zabije i problem się rozwiąże - uważa Paweł Kubalski z Fundacji Emanio Arcus.

 

- Zabiję siebie i zabiję swoją córkę. Bo jeżeli ten świat, tutaj nikt nam nie pomoże, no to po co żyć? Nie ma po co - mówi pani Emilia Kozielska.

bas/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze