Prof. Paczkowski: Z Wałęsą fotografowała się Jane Fonda. Rząd mógł liczyć tylko na wsparcie Moskwy

Polska
Prof. Paczkowski: Z Wałęsą fotografowała się Jane Fonda. Rząd mógł liczyć tylko na wsparcie Moskwy
pl.wikipedia.org/Dawid Skoblewski/CC BY 2.5

Prof. Andrzej Paczkowski dla polsatnews.pl: Transformacja ustrojowa zakończyła się formalnie z chwilą przyjęcia konstytucji, czyli w 1997 r. Przekształcenie ekonomiczne zakończyło się w 2004 r. po akcesji do UE. - Ale jeśli chodzi o mentalność społeczną, to można chyba powiedzieć, że ta zmiana trwa, bo wpływają na nią procesy, które są długotrwałe i zachodzą bardzo powoli - powiedział historyk.

Rafał Miżejewski: 7 kwietnia 1989 roku Sejm przyjął nową ordynację wyborczą. Strona Solidarnościowa miała wyjątkowo mało czasu na kampanię.

 

Prof. Andrzej Paczkowski, historyk, w czasach PRL działacz opozycji antykomunistycznej: Takie było założenie obozu władzy: im wcześniej odbędą się wybory, tym dla niego lepiej. Opozycja nie była w stanie gotowości bojowej, poza dużymi ośrodkami przemysłowymi nie była zorganizowania w skali krajowej, szczególnie słaba była na wsi, nie miała aparatury potrzebnej do wyborów.

 

Jak przed czerwcowymi wyborami zachowywali się przedstawiciele Kościoła? 2 maja Konferencja Episkopatu Polski wydała komunikat, w którym biskupi zachęcili Polaków do głosowania w wyborach

 

Kościół duchem sprzyjał "Solidarności", ale formalnie nie mógł się opowiedzieć za jej kandydatami w wyborach. Wielu biskupów, proboszczów, wikarych czy zakonników udzielało pomocy, np. niektóre imprezy organizowane przez Komitet Obywatelski odbywały się na terenie kościołów. Sympatia kościoła wobec "Solidarności" była wyraźna, ale faktycznego wsparcia Kościół nie mógł przecież udzielić.

17 maja przyjęto ustawę regulującą relacje państwo-Kościół. Czy ze strony władzy była to próba ograniczenia ingerencji Kościoła w politykę?

 

To była to swoista "zapłata" władzy za stanowisko Kościoła, który hamował radykalne działania i skłonił "Solidarność" do odbycia rozmów.

 

Jak wyglądały imprezy wyborcze Komitetu Obywatelskiego? Jak dzisiaj oceniliby je eksperci od marketingu politycznego?

 

Wtedy pojęcia marketingu politycznego w Polsce nie było. Można powiedzieć, że "szlachta z zaścianków ruszyła". To było pospolite ruszenie, bo przecież Solidarność i Komitety Obywatelskie nie miały fizycznych struktur - lokali, telefonów, samochodów, własnych powielarni, przydziałów papieru. Wszystko musiało być improwizowane i to nie tylko w Warszawie i dużych miastach, ale na terenie całej Polski. Powstało kilkaset komitetów różnej rangi, niektóre w małych miastach. Większość oparta była o wolontariat. Bardzo dużo było starszych pań, które miały czas, siedziały i przepisywały na maszynie, układały papiery. Z kolei młodzi ludzie roznosili ulotki, rozlepiali banery, drukowali w często improwizowanych drukarniach.

 

Strona Solidarnościowa mogła pochwalić się poparciem Jane Fondy czy Steviego Wondera. Jakie zagraniczne wsparcie dostał obóz władzy?

 

"Solidarność" od początku istnienia miała sympatię zachodu i Stanów Zjednoczonych, w tym także świata kultury i artystów. Ale to, że Jane Fonda była w Gdańsku i fotografowała się z Wałęsą, nie było powszechnie znane, bo program, który "Solidarność" dostała w rządowej telewizji (a innej przecież nie było) trwał niespełna 30 minut, w których zmieścić trzeba było mnóstwo informacji. Strona rządowa nie mogła pochwalić się tego rodzaju wsparciem z zagranicy, mogła je dostać ewentualnie z Moskwy, co byłoby na pewno przeciwskuteczne. Rządzący wychodzili z założenia, że mają wszystkie środki służące do przeprowadzenia kampanii wyborczej, panują nad całym aparatem państwowym, wojskiem i służbami specjalnymi, sama PZPR miała bardzo rozbudowany zawodowy aparat urzędniczy. Jednak nie postarano się o scentralizowanie kampanii wyborczej, w rezultacie kampania strony rządowej wyglądała chaotycznie. Podczas gdy "Solidarność" postanowiła, żeby nie było konkurencji pomiędzy kandydatami i na każde miejsce, które było do wolnego wyboru, był jeden kandydat "Solidarności", to po stronie rządowej były takie sytuacje, że o jedno miejsce przydzielone dla niej ubiegało się było kilku, a nawet kilkunastu kandydatów, co rozproszyło ich kampanię, a później głosy. To nie było, oczywiście, decydujące, bo rozstrzygał negatywny stosunek do rządzących, a przede wszystkim do samego systemu komunistycznego i zależności od Moskwy.

 

Jak wyglądała kampania PZPR? Partyjnymi lokomotywami mieli być Aleksander Kwaśniewski i Mieczysław Wilczek. Jak wyglądały ich spotkania z wyborcami?

 

Mieczysław Wilczek raczej nie był bezpośrednim uczestnikiem kampanii, był wówczas ministrem gospodarki i autorem reformy gospodarczej, którą od początku 1989 roku skutecznie wprowadzono w życie. Nie brali w niej udziału też liczni "prominenci", którzy zostali umieszczeni na tzw. liście krajowej i czuli się zwolnieni z obowiązku udziału w kampanii. Nie brali w niej bezpośredniego udziału ani Jaruzelski ani premier Rakowski. Strona rządowa nie zorganizowała w istocie żadnej wielkiej wyborczej imprezy propagandowej z udziałem jej najważniejszych polityków. Aleksander Kwaśniewski, choć w 1989 r. był bardzo aktywny, to tańczenie disco polo, z czego stał się znany, uprawiał dopiero w Polsce demokratycznej. Myślę, że przy Jaruzelskim chyba nikt nie wpadłby na pomysł, że działacz partyjny może publicznie tańczyć do disco polo. To był jednak inny świat.

 

Opozycja demokratyczna nie poszła razem do wyborów. Dlaczego nie doszło do porozumienia pomiędzy Konfederacja Polski Niepodległej, a Solidarnością?

 

Podziały i różnice polityczne w opozycji i "Solidarności" istniały zawsze, np. Konfederacja Polski Niepodległej dystansowała się wobec "Solidarności" w sensie politycznym. Podziały te zaostrzył stan wojenny, choćby dlatego, że zawsze konspiracja sprzyja decentralizacji. W latach 1985-1986 nastąpiła radykalizacja niektórych środowisk opozycyjnych. Gdy powstawały Komitety Obywatelskie, organizujące kampanię wyborczą kandydatów "Solidarności", uczestniczyli w nich - co zrozumiałe - ci, którzy popierali porozumienia Okrągłego Stołu, a przeciwnicy dogadywania się z "komuną" byli przeciwko rozmowom, albo bojkotowali wybory (jak "Solidarność Walcząca"), albo (jak KPN) brali w nich udział odrębnie. Chcieli wystąpić jako siły niezależne, odrębne, podkreślając własną osobowość ideową.

 

W połowie maja 1989 r. dochodzi do tzw. wydarzeń krakowskich. Jak silne było społeczne poparcie dla postulatów Solidarności Walczącej i odrzucenia porozumień okrągłostołowych?

 

Akcje te miały charakter manifestacji ulicznych (m. in. pod konsulatem sowieckim), głównie uczestniczyła w nich młodzież, a rządowa telewizja chętnie je pokazywała. Były głośne, ale nie przyciągały tłumów. Najbardziej aktywne były "Solidarność Walcząca", Niezależne Zrzeszenie Studentów, Federacja Młodzieży Walczącej. Nie wydaje się, aby te akcje miały poważniejszy wpływ na przebieg wyborów.

 

4 czerwca do urn poszło 62 proc. uprawnionych do głosowania. Dzisiaj taką frekwencję uznano by za sukces, ale wówczas oczekiwania były chyba większe.

 

W pierwszych tygodniach po wyborach najważniejsze były wyniki, czyli druzgocące zwycięstwo "Solidarności". Dopiero po pewnym czasie zdano sobie sprawę, co oznaczała ta niska frekwencja. Okazało się, że około 1/3 Polaków po prostu nie interesowała się tym, co się działo w życiu publicznym i nie miała zamiaru w nim uczestniczyć. Wynikało to z niechęci, ale także z braku wiary, że wybory coś zmienią. Nawet badania przeprowadzone zaraz po wyborach wskazywały, że duża część obywateli uważa, że to, co się stało 4 czerwca nie oznacza zasadniczej zmiany. Z czasem okazało się, że jest to stały element polskiego życia publicznego i społecznego, i do dzisiaj mamy z tym problem, bo niezależnie od rodzaju wyborów (parlamentarne, samorządowe czy prezydenckie) frekwencja jest zazwyczaj kompromitująca.

 

Wybory 4 czerwca rozpoczęły proces, który nazywamy transformacją ustrojową. Ten proces się już zakończył, czy może jeszcze trwa?

 

Jeśli chodzi o mentalność społeczną, to można chyba powiedzieć, że nadal trwa, bo wpływają na nią procesy, które są długowieczne i zachodzą bardzo powoli. Transformacja w sensie ustroju państwowego w zasadzie zakończyła się jesienią 1991 roku, kiedy odbyły się wolne, demokratyczne wybory do parlamentu, ale formalnie z chwilą przyjęcia konstytucji, czyli w 1997 r. Była jeszcze transformacja gospodarki - przejście do gospodarki wolnorynkowej, budowa systemu finansowego, otwarcie na świat, prywatyzacja, napływ kapitału zagranicznego - społecznie była najbardziej bolesna i trwała najdłużej. Wydaje mi się, że można przyjąć, iż transformacja pod względem ekonomicznym zakończyła się w 2004 r., w chwili, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej i przyjęła zasady w niej obowiązujące.

Rafał Miżejewski/hlk/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze