Kluzik-Rostkowska: rząd PO podniósł pensje nauczycielskie średnio o 50 proc.

Polska

Rząd Platformy Obywatelskiej podniósł w latach 2008-2012 pensje nauczycielskie średnio o 50 proc. Jeżeli PiS zrobi to samo, to wtedy możemy rozmawiać jak równy z równym - powiedziała w "Graffiti" była minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska (PO). Jej zdaniem na obecną determinację nauczycieli złożyły się ostatnie trzy lata rządów Zjednoczonej Prawicy.

Prowadzący program Wojciech Dąbrowski przywołał treść spotu Prawa i Sprawiedliwości, w którym przedstawiono wypowiedzi Grzegorza Schetyny i Joanny Kluzik-Rostkowskiej, dotyczące nauczycieli. Była minister edukacji w wypowiedzi z 2016 r. mówiła, że "prawie 60 proc. nauczycieli zarabia 5 tys. zł.".

 

- Powoływałam się na dane Ministerstwa Edukacji Narodowej. W 2015 r. pensja nauczyciela z najwyższym stopniem, ze wszystkimi dodatkami wynosiła średnio 5019 zł. W 2008 r., kiedy te podwyżki zaczęły mieć miejsce, pensja minimalna była na poziomie 1 tys. zł., a średnie wynagrodzenie ok. 2400 zł. W 2019 r. pensja minimalna to ponad 2 tys. zł. To powód, dla którego teraz nauczyciele są w podobnej sytuacji jak w 2008 r. przed podwyżkami - oceniła Kluzik-Rostkowska.

 

- W 2008 r. zaczęły się podwyżki dla nauczycieli i od początku taka była umowa, że po tej serii podwyżek nadwyżki w budżecie zostaną przekazane na szkolnictwo wyższe. Tak się stało. Nie było zaskoczenia, nie było kłamstw - dodała.

 

"Nauczyciele to spokojna grupa zawodowa"

 

Prowadzący pytał swojego gościa czy popiera protesty nauczycieli. - Nie mam wątpliwości, że nauczyciele to spokojna grupa zawodowa, która rzadko sięga po ostre formy protestu. Dzisiejsza sytuacja, to nie jest kwestia tego, że rząd mówił: nie ma pieniędzy na podwyżki, a później powiedział, że jest 40 mld zł na programy 500+ i inne rzeczy. Na determinację nauczycieli złożyły się ostatnie trzy lata. Absolutnie nieprzemyślana, skandaliczna, trudna w konsekwencjach reforma, którą nauczyciele muszą nieść na swoich plecach - mówiła w "Graffiti" Kluzik-Rostkowska. 

 

- Prawo i Sprawiedliwość wymyśliło sytuację, w której dwa roczniki łączą się w jednej klasie. Dzieci nie ze swojej winy będą miały uczucie porażki nie dostając się do wybranej szkoły - oceniła była minister edukacji.

 

"Rząd powinien znaleźć pieniądze dla nauczycieli"

 

Jej zdaniem obecny rząd powinien "pieniądze dla nauczycieli znaleźć, powinien zacząć traktować nauczycieli poważnie". - Chciałabym, żeby rząd traktował nauczycieli przynajmniej tak, jak ja. Spotkałam się w ciągu 2 lat z ZNP 11 razy, a z "Solidarnością" 8 razy - przypomniała. 

 

Od 5 marca trwa referendum strajkowe zorganizowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego w ramach prowadzonego sporu zbiorowego. Potrwa ono do 25 marca. Odbywa się we wszystkich szkołach i placówkach, z którymi w ramach sporu zbiorowego zakończono etap mediacji, nie osiągając porozumienia co do żądania podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych o 1 tys. zł. Jeśli taka będzie wyrażona w referendum wola większości, strajk ma się rozpocząć 8 kwietnia.

 

Oznacza to, że jego termin może się zbiec z zaplanowanymi na kwiecień egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma się odbyć egzamin gimnazjalny, a 15, 16 i 17 kwietnia - egzamin ósmoklasistów. Matury mają się rozpocząć 6 maja.

 

We wtorek prezes ZNP powiedział, że jeśli nic się nie wydarzy, to ma nadzieję, że do strajku przystąpi od 85 do 90 proc. szkół. Dodał, że w strajku może uczestniczyć ok. 80-90 proc. nauczycieli. Wcześniej - w niedzielę - w oświadczeniu szef ZNP podkreślił, że ogłoszono strajk z 35-dniowym wyprzedzeniem, by dać rządowi czas na rozwiązanie problemów, o których mówią nauczyciele. Jak stwierdził, wszystkie inne możliwości zostały wyczerpane. 

 

ZOBACZ TEŻ - Szefowa MEN: Centralna Komisja Egzaminacyjna jest przygotowana do przeprowadzenia egzaminów

 

msl/zdr/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze