Sołtys zasłabł, w szpitalu zmarł. Świadkowie oskarżają pogotowie, ratownicy odpierają zarzuty

Polska

Sołtys Bogucina zasłabł podczas przedstawienia w wiejskiej świetlicy. Według świadków, wezwana na miejsce ekipa pogotowia "spojrzała na sołtysa, jakby leżało mięso" i zwlekała z udzieleniem pomocy. Mężczyzna zmarł po przewiezieniu do szpitala. Ratownicy twierdzą, że "wszelkie czynności ratownicze zostały przeprowadzone prawidłowo", a to świadkowie zdarzenia utrudniali akcję.

Sołtys Bogucina (woj. zachodniopomorskie) Władysław Chojnacki zasłabł w świetlicy podczas przygotowanego przez dzieci przedstawienia. Świadkowie wezwali pogotowie.


- Podeszli z rękami w kieszeni, spojrzeli na sołtysa, to tak jakby leżało mięso na ziemi - relacjonuje Przemysław Mikołajczyk, mieszkaniec Bogucina. - Nikt się nad nim nawet nie pochylił, nie mówiąc już o badaniu - dodaje Teresa Piechota.


Według świadków, ratownicy spytali, czy mężczyzna pije alkohol. - Kiedy odpowiedzieliśmy, że nie pił, lekarz powiedział: "to dlatego go chwyciło". Pytaliśmy, "ale co?". Lekarz odpowiedział: "padaczka alkoholowa" - opowiada Izabela Mikołajczyk.


Świadkowie mieli przekonywać ekipę pogotowia, że sołtys nie pije. Ratownicy mieli jednak nie dać wiary tym zapewnieniom. - Stwierdzili, że z takimi pacjentami są na izbie przyjęć problemy i zażądali dowodu osobistego - opowiada Maja Czuba, córka sołtysa.

 

40 min resuscytacji


Z relacji świadków wynika, że pogotowie zdecydowało się zabrać mężczyznę do karetki dopiero po groźbach nagrania całej akcji telefonem.


W drodze do szpitala doszło do nagłego zatrzymania krążenia. - Dlatego trzeba było zatrzymać karetkę, rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową, która trwała 40 minut - mówi Paulina Targaszewska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.


Chwilę po przewiezieniu do szpitala Władysław Chojnacki zmarł. - Wszelkie czynności ratownicze zostały wykonane prawidłowo - zapewnia Targaszewska.


Ratownicy odpierają także zarzuty świadków i rodziny. - Świadkowie zdarzenia nieco utrudniali im akcję, bo ciągle dopytywali, co robią, popychali ich - twierdzi Targaszewska.


Sprawą zajmuje się prokuratura.

prz/luq/ Wydarzenia

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze