Zabronili mu wejścia do Sejmu, poszedł do sądu. Wyrok ma zapaść 13 grudnia

Polska
Zabronili mu wejścia do Sejmu, poszedł do sądu. Wyrok ma zapaść 13 grudnia
Zdjęcie ilustracyjne, fot. Polsat News

Patryk Wachowiec, analityk prawny Forum Obywatelskiego Rozwoju, chciał 9 maja wejść do Sejmu, aby z galerii dla publiczności przysłuchiwać się obradom plenarnym. Odmówiono mu wydania przepustki jednorazowej. Wachowiec uznał, że łamie to jego prawa konstytucyjne i złożył skargę na szefa Kancelarii Sejmu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Patryk Wachowiec chciał 9 maja obserwować obrady, by posłuchać dyskusji posłów m.in. o ustawa o zamówieniach publicznych. Do Sejmu jednak nie wszedł, bo Straż Marszałkowska nie wydała mu przepustki jednorazowej.

 

Trwał protest osób niepełnosprawnych 


W Sejmie trwał wówczas protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Właśnie z tego m.in. powodu komendant Straży Marszałkowskiej 25 kwietnia wydał decyzję o czasowym ograniczeniu wstępu do Sejmu i wstrzymaniu wydawania jednorazowych przepustek. To ograniczenie dotknęło wiele osób, również dziennikarzy, a także Wachowca.


Patryk Wachowiec argumentuje, że obywatele byli nierówno traktowani. - Do Sejmu wpuszczano np. wycieczki szkolne, a inny obywateli nie - mówi polsatnews.pl. Jak dodaje, do Sejmu wpuszczano w tamtym czasie również np. przedstawicieli Polskiej Fundacji Narodowej.


W skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie zarzucił szefowi Kancelarii Sejmu naruszenie konstytucji. Konkretnie artykułu 61 ust.2, który daje obywatelom prawo do uzyskiwania informacji właśnie w formie udziału w posiedzeniach organów kolegialnych pochodzących z powszechnych wyborów.


Zdaniem Wachowca naruszono również art. 113 konstytucji, który mówi, że posiedzenia Sejmu co do zasady są jawne.


Konstytucja zezwala na ograniczenia np. ze względu na bezpieczeństwo, ale w tym przypadku - jak podkreśla prawnik - takiego powodu nie wykazano.

 

"Ograniczenia może nakładać tylko ustawa"


Podczas rozprawy, która odbyła się w czwartek w WSA, pełnomocniczka szefa Kancelarii Sejmu mec. Joanna Konecka-Dobrowolska powoływała się właśnie na kwestie bezpieczeństwa. - Ale nie wiadomo czyjego bezpieczeństwa. Mojego czy marszałka Sejmu - zauważył Wachowiec.


Nakładanie ograniczeń dotyczące korzystania przez obywateli z konstytucyjnych praw i wolności - na co zwraca uwagę serwis oko.press, można wprowadzić tylko w ustawie. Komendant Straży Marszałkowskiej ograniczył prawo do udziału obywateli w posiedzeniu Sejmu opierając się na zarządzeniu marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego ze stycznia 2018 r.


Zarządzenie marszałka opierało się z kolei na regulaminie Sejmu, który ma moc uchwały Sejmu. Ale w regulaminie nie ma szczegółowych przepisów o ograniczeniu wstępu do Sejmu, pozostawiono to marszałkowi do uregulowania w zarządzeniu.


Według Wachowca,  "takie ograniczenie może nakładać tylko ustawa".

 

"Nie wyszłaby na jaw sprawa głosowania na dwie ręce"


Szef Kancelarii Sejmu w odpowiedzi na skargę uznał, że nie powinien się nią zajmować sąd administracyjny. Twierdzi także, iż spór nie dotyczy jego, lecz komendanta Straży Marszałkowskiej, który wydał zakaz wstępu na podstawie zarządzenia marszałka i ustawy o służbie ochrony państwa.


Tłumaczył również, że nie ograniczono Wachowcowi prawa do obserwowania obrad, bo mógł obejrzeć transmisję z nich w internecie.


Wachowiec zauważył, że argumenty o internetowej relacji są śmieszne. - Gdyby transmisje mogły zastępować obecność gości na galerii sejmowej, to nigdy nie wyszłaby na jaw sprawa głosowania na dwie ręce, gdyż proceder zauważyli dziennikarze właśnie z galerii - zauważył w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Orzeczenie może być precedensowe


Sprawa jest precedensowa. Na nietypowy przebieg czwartkowej rozprawy wskazuje sam skarżący.

 

- Sąd pozwolił zabrać mi głos i przez 15 minut przedstawiałem swoje racje. To wyglądało jak postępowanie w sprawie karnej lub cywilnej, a nie jak w postępowaniu administracyjnym - mówił analityki Forum Obywatelskiego Rozwoju.


I dodaje, że orzeczenie może być przełomowe, choć - jak przyznaje - "wszystko jest możliwe".

 

Wachowiec już wygrywał w WSA

 

Patryk Wachowiec już wcześniej skutecznie walczył w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym o respektowanie praw obywatelskich. 11 lutego zwrócił się on do resortu sprawiedliwości o udostępnienie treści korespondencji między marszałkiem Sejmu a ministrem sprawiedliwości dotyczącej potwierdzenia statusu osób popierających zgłoszenia kandydatów do KRS, wraz ze wszystkimi załącznikami w tej sprawie. Ujawnienia list odmawiał marszałek Sejmu Marek Kuchciński.


Przed dwoma tygodniami WSA zobowiązał Ministra Sprawiedliwości do ujawnienia nazwisk i stanowisk służbowych sędziów, którzy poparli kandydatów do nowej KRS. Wg sądu w tej sprawie tożsamość sędziów jest informacją publiczną, a ukrycie ich nazwisk to odmowa prawa do jej poznania. Resort ujawnił bowiem wcześniej tylko puste strony z numerami bez nazwisk, z wykazem, ilu sędziów poparło danego kandydata.

grz/dro/ oko.press, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze