Dziś o godzinie 14:00 odbędzie się niejawna rozprawa dotycząca najbliższej przyszłości kilkutygodniowej Leny, która na początku sierpnia została odebrana w szpitalu matce.

 

Z informacji przekazanych sądowi w Kirchheim unter Teck przez Jugendamt wynika, że urząd ds. dzieci i młodzieży, który podjął decyzję o odebraniu dziecka, sprawą mieszkającej w Niemczech od 10 lat Polki zainteresował się na wniosek ewangelickiej organizacji ProjuFa, która pomaga osobom ubogim i z problemami mieszkaniowymi. Polka miała zostać objęta opieką (także finansową) ProjuFy jakiś czas temu ze względu na ciężką sytuację życiową.

 

Z pisma, do którego dotarł Polsat News wynika, że sprawę Polki ProjuFa przekazała Jugendamtowi 26 lipca. Na 28 lipca Jugendamt wyznaczył termin spotkania z kobietą. Jednak ta nie mogła się stawić, gdyż trafiła do szpitala.

 

Jej córka Lena przyszła na świat 30 lipca. Kilkadziesiąt godzin później w szpitalu pojawili się przedstawiciele Jugendamtu. Jak wynika z dokumentu, nie rozmawiali jednak z matką, tylko skonsultowali się pracownikami kliniki położniczej. Ci mieli stwierdzić, że Polka "nie daje sobie rady".

 

Opierając się na dokumentacji ProjuFy i opinii szpitala, Jugendamt podjął decyzję o odebraniu dziecka matce, bo "nie można było mieć pewności, że jego dobro zostanie zagwarantowane".

 

"Nie jadła przez 24 godziny"

 

Dalej Jugendamt cytując przedstawicieli organizacji ProjuFa zwraca uwagę na to, że "współpraca z kobietą była bardzo trudna", że "nie była w stanie ustalić priorytetów" w związku z oczekiwaniem na dziecko, poza tym, mimo cukrzycy ciążowej "nie przychodziła na wizyty kontrolne do lekarza".

 

Niemiecki urząd ds. dzieci i młodzieży podkreśla, że Polka miała długi i niespłacone raty kredytów konsumpcyjnych i "nie była w stanie wziąć za to wszystko odpowiedzialności". Ponadto "groziło jej wyłączenie prądu".

 

"Zamiast szukać porozumienia zaczęli działać przeciwko urzędowi"

 

ProjuFa miała alarmować Jugendamt także o tym, że zdarzało się, że Polka "przez 24 godziny nic nie jadła". Zwracano także uwagę na to, że nie miała kontaktów towarzyskich, "które mogłyby jej pomóc po urodzeniu dziecka".

 

Jej mieszkanie miało być w bardzo złym stanie, "częściowo zaśmiecone".

 

W podsumowaniu swojego pisma Jugendamt podkreśla, że małżeństwo Polaków zamiast skupić się na szukaniu możliwości porozumienia, zaczęli działać przeciwko urzędowi, "angażując konsulat, prawników i media".

 

Polska reakcja

 

Po tym, gdy historię odebranej matce Lenki opisała na Facebooku jej babcia, a internauci zaapelowali do ministerstwa sprawiedliwości o interwencję, to skierowało do swojego niemieckiego odpowiednika prośbę o pilne przeanalizowanie tej sprawy i wskazanie, na jakiej podstawie Jugendamt z miasta Kirchhiem unter Teck odebrał dziecko. Po stronie polskiej sprawę nadzoruje minister Michał Wójcik.

 

Po tym, jak opisaliśmy historię Polki, także Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Praw Dziecka włączyli się apelując o wyjaśnienia strony niemieckiej.

 

Polsat News