Łukaszenka "zbeształ" swoich urzędników. Groził im więzieniem

Świat

Przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka grzmiał podczas spotkania z urzędnikami, obwiniając ich o problemy z nawozami. Oskarżył podwładnych o niestosowanie się do jego poleceń i groził "wsadzeniem do więzień". Tyrada Łukaszenki wpisuje się w popularny w kraju schemat działania, który jest z reguły inscenizowany i polega na upominaniu urzędników za niedopilnowanie obowiązków.

Alaksandr Łukaszenka przemawia z uniesionymi dłońmi.
AP Photo/Pavel Bednyakov, Pool
Alaksandr Łukaszenka stracił panowanie nad sobą podczas spotkania z urzędnikami

Alaksandr Łukaszenka podczas spotkania z urzędnikami stracił panowanie nad sobą, co było najpewniej kolejną inscenizacją białoruskich władz. Na nagraniu polityk krytykuje sposób przechowywania nawozów. Winą za niedociągnięcia obarczył swoich podwładnych, grożąc im wyciągnięciem konsekwencji. Podczas wystąpienia mówił m.in. o "wsadzaniu do więzień" osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości. 

 

- Wasiliju Mikałajewiczu, niech pan zrobi z tym porządek w całym kraju i ich posadzi (w więzieniu - red.). Jeśli będzie 10 osób, ministra rolnictwa też posadzić jako 11-tego. W przeciwnym razie to pana zamknę - mówił Łukaszenka.

 

ZOBACZ: Łukaszenka o wojnie w Iranie. "Robią to, co radziłem Trumpowi"

 

Choć powodem nagłego wybuchu były kwestie gospodarcze, Łukaszenka szybko połączył je z polityką zagraniczną. Łukaszenka, próbując udowodnić wyższość białoruskiego rolnictwa, stwierdził, że musi "utrzeć nosa Europejczykom". Jednak w jego ocenie to właśnie urzędnicy swoimi błędami zniweczyli te plany.

 

 

 

 

W trakcie mowy białoruski przywódca nie przebierał w słowach, atakując nie tylko swoich podwładnych, ale także sąsiadów z Unii Europejskiej. Łukaszenka w nieprzyzwoity  sposób odniósł się do Litwinów, nazywając "łabusami" (to pogardliwe określenie tej nacji używane jeszcze w czasach radzieckich - red.). 

Łukaszenka wyżył się na podwładnych. To część schematu propagandy

Zachowanie Łukaszenki wpisuje się w znany od lat schemat propagandy, w myśl której "car jest dobry, a bojarzy źli". Dyktator regularnie urządza publiczne reprymendy, co ma budować wizerunek surowego, ale sprawiedliwego gospodarza, dbającego o państwo w obliczu "zagrożenia" ze strony Zachodu.

 

Takie wystąpienia pozwalają mu również zrzucać winę za realne problemy gospodarcze kraju na rzekomą nieudolność urzędników lub zewnętrzne czynniki.

 

ZOBACZ: Doniesienia ukraińskiego wywiadu. Zełenski ostrzega Łukaszenkę

 

W rzeczywistości jednak trudna sytuacja Białorusi jest bezpośrednim efektem systemu, który podporządkowany jest woli jednego człowieka. Eksperci zwracają uwagę, że tego typu wybuchy złości to stały element polityki wewnętrznej reżimu, mający dyscyplinować aparat urzędniczy i odwracać uwagę społeczeństwa od rzeczywistych kłopotów, jakie wywołuje izolacja Białorusi na arenie międzynarodowej.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Marcin Boniecki / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie