"Nie miałem pojęcia, co tu będę robił". Słowak przeniósł się do Polski i się zdziwił

Polska

Słowak Tomas Binder od kilku lat mieszka w Gdańsku, gdzie sprowadziła go dziewczyna z Polski. - Nie miałem pojęcia, co tu będę robił. Udało się i muszę przyznać, że to była świetna decyzja - mówił. Obcokrajowiec docenił polską gospodarkę, która jego zdaniem dynamicznie wyprzedza słowacką. Mówił też o niższych kosztach życia i pozytywnym wpływie pogody nad Bałtykiem.

Historyczna kamienna zabudowa nad rzeką, z wielkim drewnianym żurawiem portowym w tle oraz zacumowanym żaglowcem. Ludzie spacerują po nabrzeżu.
Zdj. ilustracyjne/Pixabay
Tomas Binder, słowacki przewodnik, zachwyca się Polską i jej gospodarką

Tomas Binder od kilku lat mieszka w Gdańsku. W rozmowie z serwisem Sme opowiedział m.in. o kulisach przeprowadzki, a także, dlaczego polska gospodarka zostawia sąsiadów w tyle. - Nie miałem pojęcia, co tu będę robił. Ostatecznie udało nam się i muszę przyznać, że to była świetna decyzja - przekonywał Słowak.

 

ZOBACZ: "Sąd Ostateczny" w renowacji. Wiadomo, kiedy turyści będą mogli podziwiać dzieło

 

Historia Tomasa zaczęła się od poznania dziewczyny, Polki pochodzącej z Gdańska, którą pierwszy raz zobaczył podczas pracy w Anglii. Po wspólnym pobycie na Słowacji, gdzie byli już parą, podjęli w czasie pandemii decyzję o wyjeździe na północ.

 

Choć początkowo Słowak był pełen obaw, dziś nie kryje zadowolenia z obrotu sprawy. Jak wspomniał, początki wymagały adaptacji do nowych warunków, szczególnie w kwestii mieszkania; na początku pomogli rodzice partnerki. - Udało mi się szybko załatwić wszystkie dokumenty potrzebne do tego, by móc pracować i mieszkać w Polsce - mówił Binder dla serwisu Sme.

Przeprowadził się do Polski. Dziś nie ukrywa zachwytu

Obecnie Tomas utrzymuje się jako przewodnik turystyczny, wożąc gości z całego świata elektrycznym wózkiem golfowym po gdańskich ulicach. Początki w branży nie były łatwe, ponieważ praca wymaga bezpośredniego zaczepiania ludzi na ulicy. To natomiast wiąże się z licznymi negatywnymi reakcjami ze strony przechodniów.

 

Z czasem jednak Binder przyzwyczaił się do tego trybu życia, a dzięki mediom społecznościowym stał się rozpoznawalnym słowackim ambasadorem Gdańska, organizującym wycieczki online. - Byłem zaskoczony, że turyści z całego świata tu przyjeżdżają. Spodziewałem się Niemców, Skandynawów, kilku osób z Europy Wschodniej, ale spotykam turystów z Ameryki, Australii, Meksyku i Islandii - relacjonował Słowak.

 

ZOBACZ: Prawie 50 metrów. Gdańsk będzie miał najdłuższe tramwaje w Polsce

 

Pytany o koszty życia i sytuację ekonomiczną, Binder zauważył, że o ile ceny wynajmu mieszkań są na zbliżonym poziomie, o tyle relacja zarobków do cen żywności wypada na korzyść Polski. - Jeśli jednak chcemy uśrednić, to w Gdańsku zarabia się trochę więcej, a ceny żywności są tu trochę niższe. Kiedy jednak robisz zakupy i gotujesz, myślę, że lepiej żyje się w Polsce, gdzie można jeszcze oszczędzić - tłumaczył. Zaznaczył jednak, że stołowanie się w restauracjach w ścisłym centrum miasta wciąż pozostaje drogą rozrywką.

Słowak chwali Polskę. "Najszybciej rozwijająca się gospodarka w Europie"

Binder z uznaniem wypowiedział się o polskiej gospodarce, która według niego dynamicznie wyprzedza słowacką. - Polacy obecnie mają najszybciej rozwijającą się gospodarkę w Europie. Gdańsk jest jednym z najbogatszych miast w kraju, posiada jeden z największych portów w Europie - mówił. Podkreślił, że miasto nie stoi tylko turystyką.

 

- Nie twierdzę, że życie tutaj jest lepsze niż na Słowacji pod każdym względem, ale w większości przypadków zdecydowanie takie jest -  dodał bez wahania.

 

ZOBACZ: Rzymska fontanna za opłatą. Władze wprowadzają bilety dla turystów

 

Dla wielu obcokrajowców barierą bywa pogoda nad Bałtykiem. Tomas Binder widzi w niej jednak pozytywy, szczególnie w dobie coraz bardziej upalnego lata. Słowak docenił, że temperatura powietrza jest zazwyczaj o kilka stopni niższa niż w jego ojczyźnie, co w połączeniu z morską bryzą daje większy komfort życia.

 

- Wszyscy zawsze myśleli, że Morze Bałtyckie jest zimne, ale można w nim popływać. Jest tam z pewnością zimniej niż nad Morzem Adriatyckim, ale w lipcu i sierpniu jest już przyjemnie ciepło, a woda ma nawet 21 stopni - podsumował gdański przewodnik, zachęcając do odwiedzenia północy Polski zamiast tradycyjnych południowych kierunków.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Marcin Boniecki / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie