Atak niedźwiedzia w Bieszczadach. 53-latek ledwo uszedł z życiem
Niedźwiedź zaatakował 53-letniego mężczyznę nieopodal miejscowości Kalnica w gminie Cisna w Bieszczadach. Poszkodowany doznał licznych obrażeń kończyn i głowy. Zdołał przeżyć i zawiadomić pomoc. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.

Dramatyczne sceny rozegrały się w sobotę ok. 15:30 na terenie lasu nieopodal Kalnicy. Gdy 53-latek przechodził jedną z dróg, zaledwie 300 m od swojego domu, napotkał niedźwiedzia. Zwierzę wyszło z bukowego młodnika i z nieustalonych przyczyn zaatakowało.
Niedźwiedź ugryzł mężczyznę i przewrócił go na ziemię. Gdy 53-latek próbował uciekać, został ponownie przewrócony i ugryziony. Następnie zwierzę odeszło do lasu, pozostawiając silnie poranioną ofiarę na drodze.
Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu. 53-latek ledwie uszedł z życiem
Poszkodowany zdołał o własnych siłach dotrzeć do swojego domu. Na miejscu wezwał pogotowie. Do jego domu przybyli ratownicy, którzy zadecydowali o przewiezieniu go do szpitala w Lesku. W placówce medycznej udzielono mu pomocy, a następnie zwolniono do domu.
Z informacji podanych przez policję wynika, że jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.
ZOBACZ: Poznaliśmy Zwierzę Roku 2026. Wybrano "symbol bioróżnorodności"
W komunikacie wydanym przez służby wskazano, że "bliskie spotkania" z drapieżnymi zwierzętami nie należą w regionie do rzadkości. "Należy jednak pamiętać, że dzikie zwierzęta mogą być niebezpieczne i najlepiej unikać spotkań z nimi. Zaskoczone w swoim naturalnym środowisku, mogą się zrobić agresywne" - czytamy w oświadczeniu.
Policja informuje, że najważniejsze w takim przypadku jest bezwzględne zachowanie spokoju. Przestrzega przed wpadaniem w panikę lub co gorsza, zbliżaniem się do niebezpiecznego zwierzęcia. Jeśli niedźwiedź nas nie zauważy, należy bardzo cicho i powoli spróbować wycofać się z jego otoczenia.
Niedźwiedź zaatakował rosyjskiego snowboardzistę. Uratował go... telefon
Nie dalej jak dwa tygodnie temu do ataku niedźwiedzia doszło także w Rezerwacie Przyrody Południowego Uralu w Rosji. Jego ofiarą padł 30-letni snowboardzista, Dmitrij Łapicki. Jak relacjonował, od większych obrażeń uratował go... telefon. Zwierzę miało uderzyć go silnie w udo, w miejsce, w którym przechowywał urządzenie.
- Są tam tętnice, ale miałem szczęście: telefon zamortyzował część obrażeń. Miałem też szczęście, że udało mi się przeczołgać pod kłodą, co również pomogło - opowiadał mężczyzna, dodając że wraz ze swoim towarzyszem próbowali odstraszyć zwierzę hałasem.
ZOBACZ: "O świcie i po zmroku". Policja ostrzega kierowców przed nietypowym zagrożeniem
- Krzyknąłem mu do ucha, a mój przyjaciel też nie stracił zimnej krwi, wstał i zaczął krzyczeć z boku. Tak go spłoszyliśmy. Niedźwiedź albo zjadł szkło z telefonu, albo znudził się naszym krzykiem – cóż, zostawił mnie i odszedł - relacjonował snowboardzista.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej