Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego. Zwrot po zakończeniu śledztwa

Polska

To jedna z najbardziej tajemniczych spraw w ostatnim czasie. W zakładzie karnym umiera 33-letni mężczyzna, prokuratura umarza śledztwo i wydaje się, że to już koniec. Nasi dziennikarze dotarli do niepublikowanych dotąd faktów i nagrań, które zdaniem rodziny są szokujące i mogą zmienić bieg sprawy. W cyklu Polsat News Ujawnia reportaż Jacka Smaruja "Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego - Śledztwo".

Mężczyzna siedzi na łóżku w pustym pokoju.
Polsat News
Sprawa śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego może rozpocząć się na nowo

Materiały ze śledztwa przekazała dziennikarzom Polsat News Ujawnia rodzina zmarłego Bartłomieja Miecznikowskiego - na podstawie ich analizy można odtworzyć, jak śledczy wykonali swoją pracę. Mamy dostęp do niepublikowanych wcześniej zdjęć i zeznań strażników, którzy tego dnia pełnili służbę.


Bartłomiej Miecznikowski zmarł w Zakładzie Karnym w Czarnem w maju 2025, gdzie od czterech lat odbywał karę za współudział w samosądzie. Według oficjalnych informacji zgon nastąpił z przyczyn naturalnych, ale rodzina o jego śmierć obwinia strażników więziennych.

 

Pierwszy raz jego sprawą dziennikarze Polsat News Ujawnia Jacek Smaruj i Monika Gawrońska zajęli się we wrześniu.

 

Śledztwa w sprawie śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego nie prowadził prokurator, a policjant ze słupskiej komendy.


- Wolałbym, żeby prowadził to prokurator chociażby ze względu na większe doświadczenie w zakresie tego typu spraw - mówi Przemysław Wiaczkis, adwokat rodziny.

 

31 grudnia śledztwo zostało umorzone. Pod wnioskiem podpisał się prokurator okręgowy.

 

"W sporządzonej opinii biegły z zakresu medycyny sądowej wskazał, że bezpośrednią przyczyną śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego była niewydolność krążeniowo-oddechowa, obrażenia w powłokach ciała nie miały wpływu na zgon pokrzywdzonego" - podkreślono.

 

ZOBACZ: Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego. Służba Więzienna zabrała głos


W całej sprawie pojawiają się nagrania audio - rodzina twierdzi, że zarejestrowano głos Bartłomieja. Nagranie ma pochodzić z telefonu komórkowego i miało zostać wykonane przez jednego z więźniów.

 

- Świadkowie mówią, że słyszeli krzyki Bartłomieja, jak on prosi o pomoc, że jest bity. W interesie prowadzącego postępowanie byłoby ustalenie, czy takie słowa rzeczywiście padają - mówi adwokat. Jak dodaje, złożył wniosek, by biegły oczyścił nagranie, by można było skonfrontować to z resztą materiału dowodowego. Nie zostało to zrobione.

 

Z kolei były strażnik zakładu karnego, Michał B., który początkowo przyznał się do bicia Miecznikowskiego, nie został przesłuchany na okoliczność śmierci mężczyzny, choć wnioskował o to pełnomocnik rodziny. - Nie rozumiem tego - mówi adwokat.

Nowy trop

W aktach ze śledztwa pojawia się nieznane dotąd rodzinie zeznanie jednego ze strażników, który był w celi Miecznikowskiego podczas interwencji. "Podszedłem do niego, odchyliłem mu głowę do tyłu, nabrał powietrza a po tym osadzony wypluł z siebie strugę krwi z ust. Spluwał na prześcieradło, nie było z nim kontaktu logicznego" - zeznał mężczyzna. Do tej pory strażnicy mówili o ataku padaczki, to jej wątek przewijał się na każdym z etapów postępowania.

 

- Syn nie miał padaczki - podkreśla matka zmarłego. Z kolei pełnomocnik rodziny pyta, czy padaczka może być przyczyną "tryskania krwią". Zwraca uwagę, że objawy, o których mowa w zeznaniach, mogło spowodować pobicie.

 

ZOBACZ: "Zostałam sprzedana". Polsat News Ujawnia kulisy handlu ludźmi w Polsce

 

Strażnicy, którzy podczas interwencji wobec Miecznikowskiego także byli w celi, zostali przesłuchani siedem miesięcy po śmierci mężczyzny. Na dwa tygodnie przed umorzeniem postępowania. Wszyscy jednak niemal zgodnie stwierdzili, że nie widzieli u osadzonego obrażeń. Jeden z nich zeznał, że ewentualne obrażenia mogły powstać w wyniku próby unieruchamiania osadzonego, a nie celowego używania siły.

Lakoniczne zeznania współwięźniów

Podczas śledztwa nie przesłuchano współwięźniów Miecznikowskiego, których wyprowadzono z celi w trakcie trwania interwencji strażników. Jedyne zeznanie tych osób pochodzi z wewnętrznego postępowania służby więziennej - to strażnicy rozmawiali z nimi dzień po śmierci Bartłomieja. Notatkę z tego zdarzenia dołączono do akt. Mecenas mówi, że zeznania te są lakoniczne.


Prawnik wystąpił do prowadzącego śledztwo o ustalenie tożsamości wszystkich strażników widniejących na nagraniach z monitoringu, do tego o ustalenie tożsamości świadków z celi, ratowników i wielu innych naocznych świadków.


Wszystkie te wnioski oraz wiele innych funkcjonariusz prowadzący śledztwo na zlecenie prokuratury oddalił, twierdząc, że nie zasługują na uwzględnienie. Jego zdaniem okoliczności, które mają być udowodnione, nie mają znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy.

 

ZOBACZ: Polsat News Ujawnia: "Bez mojej zgody". Zatrważające kulisy handlu środkami odurzającymi

 

31 grudnia prokurator okręgowy zapoznał się ze śledztwem prowadzonym przez policjanta ze słupskiej komendy. Śledztwo zostało umorzone.


"Informuję, iż postępowanie Prokuratury Okręgowej w Słupsku (…) zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego. (…) Z uzyskanej w sprawie opinii biegłego z zakresu badań histopatologicznych wynika natomiast, iż najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci mężczyzny była (…) nagła niespodziewana śmierć osoby chorej na padaczkę. Przeprowadzone śledztwo nie wykazało również, iż w związku ze śmiercią Bartłomieja Miecznikowskiego doszło do przekroczenia uprawnień lub do niedopełnienia obowiązków przez jakiegokolwiek funkcjonariusza zakładu karnego" - przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

 

Obejrzyj reportaż Jacka Smaruja "Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego - Śledztwo".

 

 

Przełom po zakończeniu śledztwa

I kiedy wydawało się, że sprawa jest już zakończona - po jej umorzeniu do akt dołożone zostają kolejne kartki, a na nich zeznania jednego z więźniów zakładu karnego w Czarnem. - Moim zdaniem to jest na tyle ważne i poważne, że może zmienić bieg tej sprawy - mówi adwokat rodziny.

 

Przesłuchanie odbyło się dwa tygodnie po umorzeniu śledztwa - wcześniej, w trakcie jego trwania, osadzony pisał do śledczych, że ma informacje i chce je przekazać. Jego zeznania to dowód z akt prokuratorskich, złożone zostają po uprzedzeniu go o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.


"Chcę aby w końcu zakończyły się bezprawne działania zatrudnionych w zakładzie karnym w Czarnem funkcjonariuszy. Przez wychowawców przechodzi duża ilość dopalaczy i prawdopodobnie czerpią z tego zyski. Osobiście widziałem jak wychowawca - tu pada nazwisko - na oddziale B wydała list współosadzonemu z nasączonymi kartkami dopalaczem" - mówi mężczyzna.

 

ZOBACZ: Polsat News Ujawnia: "Echo Kremla". Tak działa rosyjska propaganda w Polsce


W zeznaniach padają konkretne nazwiska i sytuacje. Więzień twierdzi, że wszedł w posiadanie informacji na temat śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego.

 

"Więcej informacji na ten temat uzyskałem uczęszczając na warsztaty. Osadzeni opowiadali, że do zgonu doszło poprzez pomoc funkcjonariuszy. O takiej - tu nieczytelne - mówił mi też funkcjonariusz, który nas pilnował na warsztatach. Z opowieści tego funkcjonariusza wynikało, że w elektronicznym papierosie, to jest w jego olejku, był proszek odurzający do palenia i dopalacz o dużym stężeniu. Ten papieros został podany przez dwóch lub więcej funkcjonariuszy, został zatkany nos, na siłę kazano zaciągać się papierosem. Całe zdarzenie zaistniało w celi, do której weszli funkcjonariusze" - mówił mężczyzna.


Jak dodał, "jeśli moje informacje będą przydatne do czegoś, to chętnie pomogę i nie oczekuję z tego żadnych korzyści. Uważam, że wyjaśnienie przyczyny zgonu Bartka jest ważną kwestią, a do tego chcę aby w końcu zakończyło się bezprawie".

Decyzja prokuratury

Dzień po tym, jak dziennikarze Polsat News Ujawnia spotkali się z rodziną Miecznikowskiego, jej mecenas otrzymał z prokuratury okręgowej pismo.

 

ZOBACZ: Metoda "na wnuczka" to tylko początek. Nagrania oszustów w Polsat News Ujawnia

 

"W związku z wniesionym zażaleniem na postanowienie o umorzeniu śledztwa informuję, że zlecono przeprowadzenie dodatkowych czynności w szczególności przesłuchania wskazanych świadków, uzyskania nagrania dźwiękowego, dokonania jego oględzin. Dodatkowo informuję, że wydano postanowienie o zasięgnięciu opinii uzupełniającej od biegłego patomorfologa" - przekazała prokuratura.

 

Sprawa śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego rozpoczyna się niejako na nowo.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Jacek Smaruj / prz. / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie