Jawne zarobki nawet w prywatnych firmach? Marcelina Zawisza: Zróbmy to bardziej cywilizowanie
Albo prywatna praktyka, albo praca w publicznym szpitalu. Marcelina Zawisza uważa, że lekarze muszą wybrać, gdzie pracują. - Z drugiej strony porozmawiajmy o zarobkach. Powinni dobrze zarabiać, ale powinien być też limit tych zarobków - mówi w "Politycznym WF-ie z gościem" szefowa koła poselskiego Razem. Jej zdaniem jest też potrzeba jawności wszystkich wynagrodzeń, także w prywatnych firmach.

Jak mówiła Marcelina Zawisza na antenie Polsat News, krytycznie odnosi się "zarówno do prezydenta Karola Nawrockiego, jeśli chodzi o jego wiele działań, jak i do premiera Donalda Tuska". W ten sposób odpowiedziała na pytanie Marcina Fijołka o to, jak ocenia pierwsze miesiące działalności głowy państwa.
- Ale nie zmienia to faktu, że mamy prezydenta jakiego mamy i premiera jakiego mamy. I my, jako opozycja, mamy obowiązek patrzeć im na ręce i krytykować sposób, w który działają, a pomagać w miejscach, w których pomóc możemy - podkreśliła w niedzielnym programie "Polityczny WF z gościem".
ZOBACZ: "Ludzie realnie zbiednieją". Posłanka Razem wskazuje konkretną grupę
Jak dodała przewodnicząca koła poselskiego Partii Razem, "wbrew przekonaniom niektórych nie zależy nam na tym, żeby było jak najgorzej w Polsce, tylko żeby było jak najlepiej". Podkreśliła, iż jej ugrupowanie, nawet będąc w opozycji, popiera "dobre ustawy" rządzących.
Jako przykład z czasów rządów PiS podała ustawę o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, która zakładała wzrost zarobków pielęgniarek, fizjoterapeutów i farmaceutów "tak, żeby w końcu przestali zarabiać grosze w porównaniu z wynagrodzeniami lekarskimi".
Zarobki lekarzy. Marcelina Zawisza: Powinien być limit
Zawisza - na uwagę Piotra Witwickiego, że wątek zbyt dużych wynagrodzeń lekarzy często pojawia się w wypowiedziach różnych polityków, ale nikt "nie chce go wziąć na klatę", odpowiedziała: - Ja uważam, że to trzeba zrobić. Z jednej strony trzeba uregulować kwestię tego, żeby lekarz miał obowiązek wybrać: albo prowadzenie prywatnej praktyki, albo praca w publicznym szpitalu.
ZOBACZ: Gigantyczne zarobki lekarzy w państwowych szpitalach. Były szef MSZ wskazuje na błędy systemu
Nadmieniła, że w powyższej kwestii Razem ma "raczej tożsame stanowisko z Izbą Lekarską, że to da się zrobić dobrze". Podała przykład Niemiec, gdzie konieczność wyboru sektora publicznego lub prywatnego działa "z pewnymi wyłączeniami". - Z drugiej strony musimy porozmawiać o zarobkach. Lekarz powinien dobrze zarabiać, ale powinien być też limit tych zarobków - zaznaczyła posłanka.
- Po pierwsze wydaje mi się, że te wynagrodzenia powinny być jawne, tak jak wszystkie wynagrodzenia. Po drugie (...) musimy patrzeć na to, czy ktoś jest na przykład jedynym specjalistą od przeprowadzania jakiejś konkretnej operacji, czy po prostu mówimy o ogólnie lekarzach - tłumaczyła w "Politycznym WF-ie z gościem".
WIDEO: Marcelina Zawisza chce jawności wszystkich wynagrodzeń

Jawność pensji to konieczność? "Kwestia dobrej praktyki"
Dopytywana przez prowadzących, czy wszystkie wynagrodzenia powinny być jawne, nawet w prywatnych przedsiębiorstwach, odparła: - Co do zasady tak. To jest ciekawe podejście, żeby je utajniać.
W ocenie Zawiszy "możemy rozmawiać o tym, czy każde wynagrodzenie (trzeba ujawnić - red.), czy na przykład widełki". - Dlaczego osoba, która idzie gdzieś pracować, nie może sobie wyobrazić siebie za 10 lat w jakimś miejscu? To dzisiaj jest supertajne. Nie ma tych danych nigdzie, nawet w publicznych przedsiębiorstwach nie ma takich danych - mówiła szefowa koła Razem.
ZOBACZ: "Nie wiem, czy jesteśmy gotowi". Minister o ograniczeniach zarobkowych dla lekarzy
Podała też przykład zarobków w nauce, gdzie jest "potworna grantoza". - Nawet pan minister Marcin Kulasek mówił, że można sobie w grancie dorobić. Zróbmy to bardziej cywilizowanie. W Niemczech jest tak, że osoba, która zaczyna pracę w jakimś miejscu, wie mniej więcej, ile będzie zarabiać po 5, 10, 15 latach. To naprawdę nie jest coś, czego nie da się zrobić - zaznaczyła.
Jak uzupełniła, "wydaje mi się, że nawet nie trzeba by było tego regulować ustawą". - Po prostu to jest kwestia dobrej praktyki. Na przykład jeśli państwowe firmy, spółki zaczną to robić, myślę, że zaczną to po prostu robić też inne przedsiębiorstwa - mówiła Zawisza.
- W sytuacji, w której pracownik aplikuje, powinna być informacja, ile się zarabia, na jakich stanowiskach. To nie wydaje mi się najbardziej kontrowersyjne. Dlaczego mamy pozwalać na to, żeby ktoś marnował czas pracowników, którzy szukają pracy? Są ludzie, którzy potrzebują zapłacić rachunki, którzy mają dzieci, które muszą nakarmić. I oni mają chodzić na 60 rozmów kwalifikacyjnych, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że ich praca, o którą aplikują, nie wystarczy im na życie. Po co? - pytała posłanka.
Wszystkie odcinki programu "Polityczny WF z gościem" możesz obejrzeć tutaj.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
