Afera wokół akt Epsteina w USA. Tusk powołuje zespół ds. polskich wątków

Polska

Donald Tusk poinformował we wtorek o powołaniu zespołu analitycznego, który zajmie się wyjaśnianiem polskich wątków afery pedofilskiej w USA, związanej z ujawnieniem nowych informacji nt. działań Jeffreya Epsteina. - To jest sprawa zupełnie bez precedensu - stwierdził premier. Jak dodał na rozpoczęciu posiedzenia rządu, w przyszłości możliwe jest też polskie śledztwo w tej sprawie.

Premier Polski Donald Tusk siedzi za stołem prezydialnym, przemawia do mikrofonu, z flagami Polski i UE w tle.
Polsat News
Premier RP Donald Tusk powołał zespół do zbadania polskich wątków afery Epsteina

Jak powiedział Donald Tusk, "zdecydowaliśmy wspólnie z ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym i ministrem koordynatorem do spraw służb specjalnych o powołaniu zespołu analitycznego i być może także rozpoczęciu śledztwa, jeśli analizy potwierdzą nasze obawy w związku ze skandalem związanym z pedofilią w Stanach Zjednoczonych".

 

ZOBACZ: Szpieg w resorcie obrony. Wieloletni pracownik MON zatrzymany

 

- Jak państwo wiecie to jest sprawa zupełnie bez precedensu - powiedział szef rządu, nadmieniając, że pierwszym powodem podjęcia tych działań jest konieczność wyjaśnienia polskich wątków w "szatańskim kręgu pana Epsteina". - Zrobimy wszystko, żeby ci, którzy są za to odpowiedzialni i ewentualnie pokrzywdzeni, żeby nie tylko widzieli aktywność państwa polskiego, ale żeby też zadośćuczynić, jeśli będzie taka potrzeba i przede wszystkim, żeby skutecznie ścigać tych, którzy dopuszczają się tak koszmarnych zbrodni - mówił.

Afera Epsteina. Donald Tusk zapowiada ruch Polski. Będzie specjalny zespół

Premier dodał, że nie można to pozwolić na to "aby ktokolwiek lekceważył te kwestie", między innymi ze względu na polskie wątki tej afery. - Pojawiły się pierwsze informacje dotyczące osobników, którzy na przykład informowali pana Epsteina z Krakowa, że mają już grupę polskich kobiet lub dziewcząt. Tych śladów jest więcej, dlatego będę prosił zarówno prokuratorów jak i służby specjalne o bardzo szczegółową, szybką, rzetelną analizę, plik po pliku, każdego dokumentu w tej chwili dostępnego w domenie publicznej - uznał.

 

Jak zastrzegł, "jeśli pojawi się taka potrzeba, także będziemy zwracali się do strony amerykańskiej o udostępnienie tych dokumentów czy tych plików, które nie zostały ujawnione, a mogą dotyczyć ewentualnych polskich pokrzywdzonych czy innych polskich śladów" - uzupełnił Tusk.

 

ZOBACZ: Epstein zabiegał o spotkania z Putinem. "Jest mile widziany, by dołączyć"

 

Druga przyczyna stworzenia specjalnego zespołu to konieczność wyjaśnienia aktywności rosyjskich służb specjalnych. - Coraz więcej śladów, coraz więcej informacji, coraz więcej komentarzy w całej prasie, w światowych mediach dotyczy podejrzenia, że ta bezprecedensowa afera pedofilska była współorganizowana przez rosyjskie służby specjalne - mówił.

Tusk o sprawie Epsteina: Prawdopodobne, że to operacja Rosji

Według premiera, "pan Epstein miał najwyraźniej nieograniczony dostęp do wielkich pieniędzy". - Ciągle niewyjaśnione są źródła i pochodzenie tych pieniędzy. Współpracował z bardzo wieloma młodymi Rosjankami, które były przez niego stręczone - tłumaczył, dodając, iż według informacji FBI Epstein miał zarządzać częścią majątku Władimira Putina.

 

- Wiadomo, że Epstein archiwizował wszystkie swoje wiadomości, maile, dokumenty, archiwizował filmiki i zdjęcia. Nagrywał i filmował wpływowych zachodnich przywódców, prezydentów, premierów liderów największych firm światowych. Coraz więcej i komentatorów i ekspertów zakłada, że jest bardzo prawdopodobne, że była to przygotowana operacja rosyjskiego KGB, tzw. honey trap, czyli "słodka przynęta", pułapka zastawiona na elity świata zachodniego, głównie Stanów Zjednoczonych - argumentował szef rządu.

 

Premier dodał też, że nie wyklucza działań mających na celu umiędzynarodowienie śledztwa w tej sprawie.

Afera Epsteina. Polityczny wstrząs na świecie

Departament Sprawiedliwości USA opublikował w piątek nowy pakiet akt śledztwa w sprawie przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina. To ponad trzy miliony stron dokumentów. W materiałach pojawia się wiele znanych nazwisk. W aktach znalazła się m.in. lista FBI z niepotwierdzonymi donosami na Donalda Trumpa, którego nazwisko pojawia się tam setki razy. Biały Dom zaprzecza tym ustaleniom. Nowe informacje rzucają też cień na Elona Muska i Billa Gatesa - według dokumentów mogli mijać się z prawdą w sprawie kontaktów z Epsteinem.

 

ZOBACZ: Afera Epsteina dotarła do Wielkiej Brytanii. Prominentny polityk rezygnuje

 

Administracja Donalda Trumpa została zobligowana do publikowania tych dokumentów na mocy ustawy o przejrzystości akt Epsteina. Ujawnione akta rzucają cień m.in. na Elona Muska, właściciela takich gigantów technologicznych jak Tesla, Space X oraz platforma społecznościowa X (dawniej Twitter).

 

Musk, którego dotąd nie oskarżano o zaangażowanie w sprawę Epsteina, wcześniej podkreślał, że odrzucił zaproszenie na wyspę, na której miało dochodzić do przestępstw. Według nowych dokumentów przedsiębiorca wielokrotnie rozmawiał z Epsteinem w sprawie potencjalnej podróży w to miejsce.

 

Inny wątek dotyczy Billa Gatesa. Twórca Microsoftu - dostawcy oprogramowania Windows i pakietów MS Office - według ujawnionych danych miał zarazić się chorobą weneryczną po współżyciu z Rosjankami. Chodzi o maile z lipca 2013 roku, które miały być przygotowane przez Jeffreya Epsteina, ale nie wiadomo, czy kiedykolwiek dotarły do Gatesa. Oba zostały wysłane z konta finansisty i wróciły na to samo konto.

 

W wyniku ujawnienia kompromitujących go informacji, z członkostwa w Partii Pracy zrezygnował były brytyjski minister, komisarz UE i ambasador w USA Peter Mandelson.

 

Afera Epsteina dotarła również na Słowację. Premier Robert Fico poinformował w sobotę, że przyjął rezygnację swojego doradcy, byłego szefa MSZ Miroslava Lajczaka, którego nazwisko było wymieniane w amerykańskich aktach.

 

Z dokumentów ma wynikać, że Epstein rzekomo oferował Lajczakowi młode kobiety, a ten w zamian próbował zorganizować spotkanie premiera Ficy z ideologiem amerykańskiej prawicy Steve'em Bannonem.

 

Partia Demokratów twierdzi natomiast, że departament zataił zbyt wiele dokumentów. Według nich około dwa i pół miliona stron wciąż może pozostawać poza dostępem opinii publicznej.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Jakub Pogorzelski / jp/wka / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie