"Katastroficzna manipulacja". Ekspert przekonuje, że umowa Mercosur "to nie dramat"
Zdaniem ekonomisty prof. Witolda Orłowskiego umowa z krajami Mercosur może być zarówno dramatem, jak i błogosławieństwem - w zależności od tego, jakie uda się wynegocjować warunki i jak poradzą sobie w nowych warunkach polscy rolnicy. - Trzeba wykorzystywać te miejsca, gdzie Polska ma przewagę konkurencyjną - skomentował ekspert w programie "Najważniejsze pytania".

Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego umowa z krajami Mercosur nie oznacza końca polskiego rolnictwa. - Trzeba zmieniać produkcje, trzeba się dostosowywać, trzeba wykorzystywać te miejsca, gdzie Polska ma przewagę konkurencyjną. Ta umowa nie jest ani dramatem, ani błogosławieństwem - stwierdził ekonomista w programie "Najważniejsze Pytania".
Jak zauważył o tym, jak są dzielone środki ze wspólnej polityki rolnej decydują w większości same kraje członkowskie. - O tym, jakie są warunki Mercosour również współdecydował nasz rząd. Nie ten, co jest teraz, tylko poprzedni, bo przecież te negocjacje toczyły się przez kilka lat - stwierdził.
- Nie jestem zachwycony tą umową. Polska powinna być bardziej aktywna, zapewnić sobie lepsze zabezpieczenia. Żeby ci którzy ucierpią mieli pewność, że otrzymają rekompensatę. Wydaje się, że można to było zrobić znacznie lepiej - ocenił.
Polscy rolnicy podatni na manipulacje? Ekspert wskazał na paradoks
Orłowski ocenił, że polscy rolnicy są skłonni do "katastroficznych manipulacji". - Unia też nie nie nie robi tego właściwy sposób (nie komunikuje - przyp. red.). No trzeba powiedzieć, że tych grup w Polsce, które są bardzo nieufne w stosunku do Unii, to aż tak wiele nie ma. Zawsze można liczyć na górników, na rolników. Ale Polexitu nie ma - stwierdził.
Jego zdaniem jest to "bardzo duży paradoks", ponieważ rolnicy są grupą, która bezpośrednio najwięcej skorzystała na członkostwie w Unii. - Czy wiedzą państwo, że według szacunków około połowa dochodów przeciętnego rolnika polskiego nie pochodzi z tego co wyprodukował i sprzedał, tylko z dopłat? - wskazał ekonomista.
Zauważył również, że drobni erupejscy rolnicy nigdy nie byli pozytwnie nastawieni do wolnego rynku. - Nie lubili kapitalizmu. Trochę ja zawsze mówię, że od feudalizmu się nie zmieniło - uważa.
ZOBACZ: Protesty przeciwko Mercosur. Szef Kancelarii Prezydenta apeluje do rządu
Jednocześnie podkreślił, że istnieją wyliczenia, które wskazują, że Polska zyskała na wstąpieniu do UE. - Dało się na przykład wyliczyć, że pensja przeciętnego Polaka jest dzisiaj mniej więcej o 30 proc. wyższa, niż byłaby, gdyby Polska nie wstąpiła do Unii - przekazał.
- Przy czym trzeba powiedzieć jedną rzecz: rzeczywiście przez kilkadziesiąt lat wspólna polityka rolna miała głównie celu zapewnianie wysokiego poziomu dochodów rolników przez, powiem to brutalnie, przez limitowanie produkcji, bo europejskie rolnictwo cierpiało na to, co się nazywa problemem nadprodukcji. To znaczy za dużo produkcji, w związku z tym ceny zbyt niskie - dodał.
Nowy etap w geopolityce. "Trump przywraca prawa dżungli"
Zdaniem gościa programu obecnie na świcie odradza się patriotyzm gospodarczy, który nie zawsze jest ekonomicznie opłacalny. - Bo z punktu widzenia czysto ekonomicznego to jest tak: jak ktoś potrafi robić lepiej, taniej wołowinę od nas i lepszej jakości, to po prostu sprowadzajmy od niego, a sami spróbujmy wyspecjalizować się w czymś, co my lepiej robimy. I to jest ekonomicznie jest słuszne - ocenił.
- Znużenie globalizacją z całą pewnością jest, ale myślę, że większość z nas mimo wszystko koniec końców nie ma nic przeciwko. Natomiast w tej chwili weszliśmy w inny etap. W etap, w którym najsilniejsi gracze zaczęli usiłować zmienić warunki globalizacji na swoją korzyść. Prezydent Trump tak naprawdę nie mówi nie ma być globalizacji, ma być tylko tak, że zmusimy do tego, żeby najlepsze technologie, najlepsze fabryki, firmy budowały w Stanach, a nie budowały gdzieś na świecie i przywoziły nam - wyjaśnił.
ZOBACZ: Polska zyskała silnego sojusznika. Kolejny kraj przeciwko umowie z Mercosur
Odpowiadając na pytanie współprowadzącej Karoliny Olejak o to, czego nam brakuje, aby wziąć udział w wyścigu mocarstw wskazał, że brakuje nam siły politycznej. - W tej chwili fundamentalnym problemem świata jest walka między Chinami i Stanami Zjednoczonymi o przywództwo w świecie. I dlatego powiedziałem to jest taka walka, w której no to znowuż czyli idziemy niespodziewanie, znaczy niespodziewanie szybko do świata dwubiegunowego - ocenił.
- Myślę, że jeżeli Donald Trump zmienia oblicze świata, to znaczy rzeczywiście dzieli na nowo pewien rodzaj tortu. No wraca nie, nie tylko przywraca prawa dżungli również. No tak, bo bo jest specyficznym politykiem, z którym rzeczywiście nie ma rozmowy, bo jest wprowadza chaos, nie odpowiada w taki sposób powiedziałbym negocjacyjny, tylko wyłącznie biznesowy - podsumował profesor.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej