Atak USA na Wenezuelę. Donald Trump: Będziemy tam rządzić do momentu transformacji
- Będziemy tam rządzić do momentu, kiedy uda się przeprowadzić prawdziwą, prawidłową transformację - przekazał Donald Trump na konferencji prasowej po ataku USA na Wenezuelę. Prezydent USA zapowiedział również, że nie wyklucza przeprowadzenia ponownego ataku, jeśli będzie to konieczne.

Donald Trump zabrał głos na zwołanej konferencji prasowej po sobotnim ataku sił specjalnych USA w Wenezueli. - Była to niezwykła demonstracja siły i skuteczności wojska amerykańskiego. Było to coś podobnego do ataku na Sulemaniego, czy operacja midnight hamer, wszystko zostało przeprowadzone idealnie, perfekcyjnie. Wojsko wenezuelskie było właściwie bezsilne - osiadczył.
Trump podkreślił również, że amerykańskie siły były przygotowane do operacji zarówno na lądzie, jak i na morzu. Jak zaznaczył, mimo deklarowanej gotowości wojsk wenezuelskich, nie były one w stanie skutecznie odpowiedzieć na atak. - Po naszej stronie nikt nie zginął, nie było żadnych strat w sprzęcie - powiedział.
Trump przedstawił plan dla Wenezueli. Wznowienie wydobycia ropy, transformacja ustroju
W swojej wypowiedzi Trump odniósł się także do przyszłości Wenezueli. Jego zdaniem Stany Zjednoczone muszą dopilnować, aby w kraju doszło do "sprawiedliwej i praworządnej transformacji". Zapowiedział, że do tego czasu USA będą kontrolować sytuację, aby nie dopuścić do przejęcia władzy przez osoby, które - jak stwierdził - nie dbają o interes narodu wenezuelskiego.
- Będziemy tam rządzić, do momentu, kiedy uda się przeprowadzić prawdziwą, prawidłową transformację. Szczególnie że od dłuższego czasu w Wenezueli źle się dzieje, są złe rządy - zaznaczył. Przekazał, że powstanie specjalny zespół, z udziałem Wenezuelczyków, a Marco Rubio rozmawiał z wiceprezydent Delcy Rodriguez, która miała zadklarować, że będzie kierować się poleceniami USA.
ZOBACZ: "Natychmiastowe przejście do walki". Maduro reaguje na eksplozje w Wenezueli
- Z ropą też nie jest najlepiej, ponieważ powinni wydobywać jej zdecydowanie więcej. Duże, wielkie spółki petrochemiczne wejdą tam i wydadzą miliardy dolarów po to, żeby podreperować zniszczoną i zaniedbaną infrastrukturę i zaczną w końcu robić coś, co będzie dla tego kraju rentowne - przekazał.
Zapowiedział powrót amerykańskich firm do Wenezueli, choć zaznaczył że na razie embargo na ropę z Wenezueli zostaje utrzymane.
Trump zaznaczył, że Stany Zjednoczone pozostają w gotowości do dalszych działań militarnych. - Jeśli to konieczne, jesteśmy gotowi do drugiego, większego ataku. Wręcz zakładaliśmy, że "druga fala" będzie konieczna - zapowiedział.
Maduro pojmany, stanie przed sądem. "Widziałem dowody"
Prezydent zapewnił, że osoby odpowiedzialne za działania przeciwko Stanom Zjednoczonym zostaną pociągnięte do odpowiedzialności karnej. - Maduro był odpowiedzialny za szmuglowanie śmiercionośnych narkotyków do USA. Osobiście kierował kartelem, który zalewał nasz kraj narkotykami. Tysiące Amerykanów i Amerykanek straciło życie właśnie z powodu tych narkotyków - wskazał.
Trump poinformował, że obecnie prezydent Wenezueli i jego żona są na statku w drodze do Nowego Jorku, gdzie zostaną im przedstawione zarzuty. - Mamy dowody. Ja już widziałem te dowody i jest to straszne, że przez wiele lat coś takiego miało miejsce, bo przecież ten człowiek jest prezydentem Wenezueli przez wiele lat i cały czas, będąc u władzy prowadził kampanię terroru - powiedział.
ZOBACZ: Donald Trump zapowiada kolejne uderzenia w przemytników. "Wkrótce zobaczycie"
Oskarżył wenezuelski reżim o okradanie Ameryki, odnosząc się do nacjonalizacji sektora naftowego przez poprzednika Maduro, Hugo Chaveza. - Ja bym na to nie pozwolił (...) Ameryka nigdy nie pozwoli, aby obce mocarstwa okradały nasz naród lub zmuszały nas do wycofania się z naszej półkuli - powiedział Trump.
Zapowiedział przy tym, że Ameryka będzie pilnować półkuli zachodniej jako swojego regionu. - Według naszej nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana - zaznaczył.
Ostrzegł też, że to co się stało w Wenezueli może spotkać każdego dyktatora, który krzywdzi obywateli, czy to USA, czy to własnego kraju. Zwrócił się też do innych członków reżimu Maduro, że mogą podzielić jego los.
- Nasi przeciwnicy nigdzie nie mogą czuć się bezpiecznie, bo my możemy realizować operacje precyzyjne, tajne, potężne wszędzie gdzie tylko chcemy - dodał sekretarz wojny Pete Hegseth. W tym kontekście przywołał m.in. przykład władz Iranu.
USA zaatakowały Wenezuelę. Przebieg akcji
Około godz. 2 nad ranem czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce) w sobotę w stolicy Wenezueli, Caracas, słychać było eksplozje i nisko przelatujące samoloty. Rząd wenezuelski oskarżył USA o ataki na cele w Caracas i innych miastach kraju.
Wśród zaatakowanych celów były Fort Tiuna w Caracas, gdzie mieści się resort obrony, baza lotnicza La Carlota oraz szkoła wojskowa w mieście La Guaira. Władze Wenezueli twierdzą, że na celowniku USA znalazły się także obiekty cywilne.
Kilka godzin później prezydent USA Donald Trump poinformował na swoim portalu społecznościowym Truth Social, że Maduro wraz z żoną zostali schwytani i wywiezieni z kraju w przeprowadzonej z sukcesem amerykańskiej operacji.
ZOBACZ: Kolejne napięcia na linii USA-Wenezuela. Trump: Nie wykluczam wojny
Schwytani przez siły amerykańskie przywódca Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona zostali oskarżeni w USA o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem i będą sądzeni w Nowym Jorku - oświadczyła w sobotę prokuratorka generalna USA Pam Bondi.
"Wkrótce spotka ich pełen gniew amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości na amerykańskiej ziemi" - dodała Bondi.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej