Nowe informacje o tragedii w Szwajcarii. Komunikat polskiego MSZ

aktualizacja: Świat

"Na tę chwilę nie posiadamy informacji, aby wśród poszkodowanych byli obywatele Polski. Sytuacja jest monitorowana na bieżąco" - przekazał rzecznik MSZ Maciej Wewiór w związku z pożarem w szwajcarskim kurorcie w Crans-Montana. W zdarzeniu zginęło około 40 osób, 115 zostało rannych. Prezydent Konfederacji Szwajcarskiej Guy Parmelin nazwał pożar "jedną z najgorszych tragedii" w historii kraju.

Budynek z kamienną fasadą, z napisem "Constellation" po lewej stronie. Na pierwszym planie widoczna jest taśma policyjna z napisem "POLICE ZONE". W tle, w otwartych drzwiach budynku, stoi osoba ubrana w ciemną kurtkę.
PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT
Nowe informacje o pożarze w szwajcarskim kurorcie

Rzecznik resortu spraw zagranicznych poinformował, że ambasada RP w Bernie pozostaje w stałym kontakcie z lokalnymi służbami w Crans-Montana i gwarantuje wsparcie ws. wyjaśniania przyczyn nocnego pożaru.

Pożar w kurorcie w Szwajcarii. Zginęło kilkadziesiąt osób

Do tragedii doszło w czwartek około 1:30 podczas zabawy sylwestrowej w jednym z barów. Jak przekazał w komunikacie Wewiór, na razie nie ma informacji, że wśród kilkudziesięciu ofiar śmiertelnych pożaru są obywatele Polski.

 

 

 

Ze względu na tragiczne wydarzenia w jednym z kurortów, władze kantonu Valais ogłosiły w czwartek stan wyjątkowy. Służby ujawniły, że w pożarze zginęło około 40 osób, a 115 zostało rannych. 

 

Komendant policji kantonu Valais Frederic Gisler przekazał, że obecnie trwa identyfikacja wszystkich ofiar, ale "zajmie to trochę czasu i na razie jest zbyt wcześnie, by podać dokładniejsze dane". 

 

ZOBACZ: Incydent u wybrzeży Finlandii. Służby nie wykluczają sabotażu

 

Jak podała stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali, najwięcej rannych wskutek pożaru ma od 16 do 26 lat.

 

Dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Lozannie poinformowała, że tylko do jej placówki przyjęto jak na razie 22 osoby. Stwierdziła ponadto, że w najcięższym stanie są osoby w przedziale wiekowym 16-26 i powrót do zdrowia będzie dla nich "długim i intensywnym procesem, trwającym kilka tygodni, a może nawet miesięcy".

Około 40 ofiar pożaru w Szwajcarii. Prezydent składa kondolencje

Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezydent Konfederacji Szwajcarskiej Guy Parmelin potwierdził, że wiele ofiar nocnej tragedii to ludzie młodzi. Dodał również, że pożar w Crans-Montana to jedna z najgorszych tragedii jakich doświadczył kraj.

 

Polityk złożył kondolencje rodzinom ofiar i podziękował społeczności międzynarodowej za wsparcie okazane w obliczu tragicznych wydarzeń.

 

- Widzimy szerszą solidarność międzynarodową wykraczającą poza nasze kraje sąsiedzkie – zauważył. 

Tragedia w Szwajcarii. Co było przyczyną pożaru?

Niewiadoma jest także bezpośrednia przyczyna pożaru. Zagraniczne media podsuwają już jednak pewne tezy. Jak podała francuska telewizja BFM, świadkowie wydarzeń poinformowali, że pożar w kurorcie Crans-Montana został wywołany przez zimne ognie umieszczone na butelkach szampana.

 

- Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymały je blisko sufitu, co spowodowało pożar – powiedział reporterem jeden ze świadków zdarzenia. Drugi informator twierdził, że "jedna kelnerka stała na ramionach drugiego kelnera, a butelka i iskry znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od sufitu".

 

ZOBACZ: Tragiczny sylwester w Szwajcarii. Dziesiątki zabitych, ogłoszono stan wyjątkowy

 

Z kolei ambasador Włoch w Szwajcarii, Gian Lorenzo Cornado, powiedział w rozmowie ze Sky TG24, że pożar miał zostać wzniecony przez kogoś odpalającego w barze fajerwerki, które zajęły sufit.

 

Włoskie MSZ przekazało ponadto BBC, że 16 obywateli Włoch biorących udział w noworocznej zabawie jest uznanych za zaginionych, a kilkanaście kolejnych osób przetransportowano do szwajcarskich szpitali, gdzie pozostają pod opieką medyczną. Troje z nich doznało ciężkich poparzeń ciała.

 

Prokuratorka generalna regionu Beatrice Pilloud zaznaczyła, że pożar w Crans-Montana nie miał charakteru aktu terrorystycznego. 

 

W akcję ratunkową zaangażowanych zostało dziesięć śmigłowców i aż 40 karetek pogotowia. Szef władz lokalnych Mathias Renard powiedział, że rannych jest tak wielu, że zabrakło już miejsc na oddziale intensywnej opieki medycznej oraz w sali operacyjnej regionalnego szpitala, w związku z czym pacjenci są przewożeni do innych placówek.

 

Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni

Maria Kosiarz / polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie