Płoną wieżowce w Hongkongu. W środku uwięzieni są ludzie, rośnie bilans ofiar
36 osób zginęło w pożarze kompleksu wieżowców w Hongkongu, a 279 jest zaginionych - przekazał szef administracji miasta John Lee Ka-chiu. Na miejsce zadysponowano ponad 700 strażaków, którzy od wielu godzin walczą z ogniem. Jeden z nich nie przeżył.

Co najmniej 13 osób zginęło, a 16 zostało ciężko rannych w pożarze w kompleksie budynków Wang Fuk Court w Hongkongu - przekazała agencja AP. W budynkach wciąż są uwięzieni ludzie.
Ucierpieć miało również kilku strażaków; jeden z nich znalazł się wśród ofiar śmiertelnych. Według źródeł, wśród pozostałych 12 zabitych było co najmniej osiem kobiet.
Tragiczny pożar w Hongkongu. Nie żyją cztery osoby, w płonących budynkach wciąż są ludzie
Jak podaje BBC, do szybkiego rozprzestrzenienia się pożaru przyczyniły się bambusowe rusztowania ustawione przy wszystkich ośmiu blokach gęsto zbudowanego osiedla mieszkaniowego. W budynkach znajduje się blisko 2 tys. mieszkań, w których żyje około 4,7 tys. osób.
ZOBACZ: Śnieżyce wróciły i prędko nie znikną. Wiemy, gdzie atak zimy będzie najsilniejszy
Na nagraniach i zdjęciach z miejsca zdarzenia zobaczyć można rozległe chmury dymu unoszące się nad kompleksem budynków.
Departament Transportu Hongkongu zadecydował o wyłączeniu z użytku odcinka autostrady w dzielnicy Tai Po. Autobusy kursujące na trasie zostały przekierowane w inne miejsce.
Na miejscu wciąż trwa akcja gaśniczo-ratunkowa. Przyczyny zdarzenia pozostają nieznane.
Strażak o gaszeniu wieżowców w Hongkongu. "Nie lada wyzwanie"
Były rzecznik Komendy Głównej PSP Paweł Frątczak, który kilkanaście lat temu miał okazję obserwować pracę straży pożarnej w Hongkongu, wskazał na antenie Polsat News, że choć tamtejsze służby są przygotowane do działań w zurbanizowanym terenie, ugaszenie kompleksu będzie bardzo trudne.
- Zabudowa w Hongkongu i budowa w tym mieście budynków wysokościowych z uwagi chociażby na powierzchnię, jest to nie lada wyzwanie. Budynki wysokościowe projektowane muszą być tak, że one muszą się bronić same, z uwagi na to, że zasięg drabin pożarniczych akurat w Hongkongu to jest do 60 m - powiedział.
Frątczak stwierdził, że na gwałtowność pożaru z pewnością duży wpływ miały ustawione przy budynkach bambusowe rusztowania. - To jest niewiarygodne, w jaki sposób one są stawiane i w jaki sposób pracują robotnicy - mówił.
ZOBACZ: Wizz Air uruchamia nowe połączenia. To wymarzone miejsce na wakacje
Zwrócił też uwagę na niewielką odległość między budynkami. - To zaledwie kilka lub kilkanaście metrów - powiedział, dodając, że byłby to niemożliwe w przypadku krajów Unii Europejskiej.
- Nie muszę mówić, co to jest w przypadku rozwoju pożaru - podsumował strażak.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
Czytaj więcej