Pielęgniarka ze szpitala w Zagrzebiu pomaga rannym w wypadku Polakom

Świat
Pielęgniarka ze szpitala w Zagrzebiu pomaga rannym w wypadku Polakom
Polsat News
Monika Lisowski pracuje w Szpitalu Uniwersyteckim w Zagrzebiu

- Pierwsze, co chcą wiedzieć, to czy ich stan jest stabilny. Pytają czy przeżyją. To jest dla mnie jako pielęgniarki bardzo wielki stres i trauma. Bardzo im współczuję - mówi Monika Lisowski ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zagrzebiu, która w rozmowie z Magdaleną Pernet opowiedziała o walce o życie i zdrowie rodaków.

- Właśnie wychodziłam z dyżuru, który kończył się o 7:30. Z mediów dowiedzieliśmy się, że zdarzył się wypadek. W takiej sytuacji raczej zostajemy, bo nie wiemy ilu poszkodowanych przyjedzie do naszego szpitala. Około 9 poszliśmy do domu , ale ok 10 zadzwoniła do mnie główna pielęgniarka i prosiła, czy mogłabym przyjechać bo w naszym szpitalu są osoby, z którymi jest problem z komunikacją - tak Lisowski wspomina sobotni poranek, 6 sierpnia, kiedy w Chorwacji doszło do wypadku autobusu z polskimi pielgrzymami.

 

Pojazd zjechał z drogi i wpadł do rowu. 32 osoby zostały ranne. Zginęło 12 osób

 

ZOBACZ: Waldemar Kraska: W środę z Chorwacji może wrócić 13 rannych w katastrofie polskiego autokaru

 

- Kiedy zaczęłam do nich mówić po Polsku to widziałem, że jest im trochę łatwiej. Pytali co się stało, gdzie są, dlaczego są w szpitalu, czy moja rodzina wie gdzie jestem. To, co mogłam zrobić to dać telefon, aby zadzwonili do swojej rodziny, przyjaciół - mówiła. 

 

Lisowski podkreśla, że osoby, ze szpitala w Zagrzebiu nie pamiętają, co się stało. - Oni po prostu spali. To była wczesna godzina. Obudzili się, gdy było już po wypadku. To jest dla nich szok. Przebłyski z wypadku przechodzą przez ich głowy każdego dnia - tłumaczyła. 

 

WIDEO: Pielęgniarka z Zagrzebia o pomocy rannym Polakom 

"Ja nie pamiętam takiej tragedii"

Niektórzy poszkodowani dziwili się, gdy rozmawiała z nimi po Polsku. Pytali, czy wypadek miał miejsce jeszcze w kraju. 

 

- Pierwsze, co chcą wiedzieć, to czy ich stan jest stabilny. Pytają czy przeżyją. To jest dla mnie jako pielęgniarki bardzo wielki stres i trauma. Bardzo im współczuję - przyznała. Pielęgniarka powiedziała również, że często pomaga w kontaktach lekarzy z najbliższymi poszkodowanych jako tłumacz. 

 

ZOBACZ: Chorwacja. Wypadek polskiego autokaru. Wiadomo, skąd pochodzili pielgrzymi

 

Lisowski przekazała, że do szpitala w Zagrzebiu, w którym pracuje trafiło m.in pięć osób w najcięższym stanie. - Ja nie pamiętam takiej tragedii. Współczujemy wszystkim. Dzięki Bogu, że jesteśmy zawsze przygotowani na takie sytuacje - powiedziała. 

 

Podkreśla, że stan poszkodowanych powoli się poprawia, ale "są to takie obrażenia, że może się to jeszcze zmienić". 

dsk/ sgo/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie