"Oszust z Tindera". Polski ochroniarz o kulisach pracy dla Simona Levieva

Polska
"Oszust z Tindera". Polski ochroniarz o kulisach pracy dla Simona Levieva
Instagram/Simon.Officialll1
Simon Leviev chwali się luksusowym życiem w mediach społecznościowych

Polski ochroniarz "Oszusta z Tindera" zdecydował się na rozmowę z "Raportem". Polak przez dwa lata pracował dla oszusta matrymonialnego, który miał omamić dziesiątki kobiet i za ich pieniądze pławić się w luksusie, wydając miliony. Piotr Kaluski przed kamerą Polsat News przedstawił swoją wersję wydarzeń. Czy Simon Leviev to tylko zwykły naciągacz, czy może ktoś więcej? Reportaż Leszka Dawidowicza.

- Większość czasu spędzaliśmy w samolotach odrzutowych, tak zwanych "jetach", które on wynajmował. Jeździliśmy samymi najlepszymi samochodami, typu maserati, Rolls Royce Phantom, S-klasy, top półka. Hotele nigdy nie były "niższe" niż pięciogwiazdkowe, tak samo: wykwintne restauracje, w których często trzeba zarezerwować stolik na dwa, trzy tygodnie wcześniej, żeby się w ogóle dostać. To wszystko były rzeczy na bardzo wysokim poziomie. W zasadzie chyba nie ma wyższego - powiedział "Raportowi" Piotr Kaluski, który był osobistym ochroniarzem Simona Levieva. Dzięki głośnemu dokumentowi jednej z platform streamingowych Izraelczyk jest na całym świecie znany jako "Oszust z Tindera".

"Oszust z Tindera" z Piotr Kaluski: dwa lata ciągłego życia na walizkach

- Do krawca z dżinsami, marynarką, koszulą i idziemy na wystawną kolację. Idziemy do restauracji sushi, gdzie trzeba zarezerwować stolik na dwa tygodnie wcześniej. Oczywiście bramka dla niego zawsze jest otwarta, stolik zawsze się znajduje. Tam siedzi pięć pięknych kobiet, dwóch Izraelczyków, na stół wjeżdża całe menu, dosłownie! Rachunek - 15 tysięcy euro. Z kolacji o godzinie 23 do lokalu. Sytuacja podobna, stolik zawsze się znajduje, najdroższe butelki wódki, dziewczyny, bardzo piękne nowe dziewczyny. Zabawa do białego rana. Godzina 5:30 wracamy do hotelu, pukanie do drzwi: "Piotrek, lecimy, Barcelona czeka" i tak w kółko - przez dwa lata tak wyglądał normalny dzień ochroniarza Piotra Kaluskiego.

 

- Przelot z Wiednia na Wyspy Kanaryjskie, z międzylądowaniem w Paryżu, gdzie trzeba było kupić kilka butelek szampana - po to zrobiliśmy międzylądowanie - kosztował 480 tysięcy euro w jedną stronę - mówi Piotr Kaluski.

 

ZOBACZ: "Raport". Rany rąbane u ojca, matki i brata. Wyrok za brutalne zabójstwo popełnione przez 18-latka

 

Jak wyjaśnia za wszystko płacił Simon Leviev.

 

- Potrafiliśmy w ciągu doby być w trzech, czterech krajach Europy, a tygodniowo w siedmiu, dziesięciu na świecie. Dlatego to było życie na ciągłych walizkach - mówi Polak, który podczas tych podróży pełnił rolę bodyguarda.

 

Prywatne odrzutowce, wynajęte helikoptery, najlepsze samochody i kobiety. "Kobiet były dziesiątki" - mówi Kaluski.

"Oszust z Tindera" miał dziesięć randek dziennie

- Wielokrotnie potrafiło być sześć, siedem, osiem, dziesięć randek dziennie, takich szybkich, krótkich randek. Po czym, jeżeli któraś była zainteresowana dalszą znajomością, to urządzał kolację wieczorem i przychodziły trzy czy cztery dziewczyny. I on oficjalnie mówił im: "Proszę, poznajcie się, my się wszyscy poznaliśmy na Tinderze. Jesteśmy teraz, tutaj rodziną". Uśmiechał się, wszystkie zabawiał. One doskonale o sobie wiedziały - tłumaczy Kaluski.

 

Piotr Kaluski przyznał reporterowi "Raportu", że oficjalnie, w przestrzeni publicznej stał się wspólnikiem oszusta. Zapytany przez Leszka Dawidowicza, dlaczego zdecydował się na rozmowę z "Raportem", powiedział, że jest zmęczony.

 

ZOBACZ: "Oszust z Tindera". Polak domaga się gigantycznego odszkodowania od Netflixa

 

- Mam dosyć tego, że ludzie podchodzą do mnie z taką złością, nienawiścią i takim hejtem, zarzucając mi coś, co w ogóle nie miało miejsca. Chcę zająć swoje stanowisko - powiedział Piotr Kaluski.

 

W dokumencie Netflixa kobiety opowiadają, jak poznawały Levieva w popularnej aplikacji do randkowania. "Prywatne odrzutowce, bajeranckie auta, imprezy na całym świecie, czułam się jak w filmie..." - mówi jedna z poszkodowanych.

 

Kobiety były namawiane do brania pożyczek dla swojego "nowego chłopaka". "To zawodowiec, pożyczyłam mu 30 tysięcy" - mówiła jedna z kobiet. Straciły 140 tys., 250 tys. dolarów.

 

"Nie na to się pisałam" - mówi inna z bohaterek.

Wideo z zakrwawionym ochroniarzem

Leviev przedstawiał się jako miliarder, a chwilowe kłopoty finansowe tłumaczył tym, że "polują na niego wrogowie" i że musi się ukrywać. W tym celu wykorzystywał między innymi nagranie wideo ze swoim zakrwawionym ochroniarzem.

 

Piotr Kaluski wyjaśnił "Raportowi", skąd wzięło się to wideo.

 

- Sytuacja wyglądała tak, to była Kopenhaga - mówi Kaluski i wyjaśnia, że jego szef wszedł do klubu, w którym było wielu muzułmanów nie zdejmując mycki, tradycyjnego żydowskiego nakrycia głowy. Obecnym tam miało się to nie spodobać.

 

ZOBACZ: "Raport". Bułgarski sprzęt do kradzieży aut. Otwiera większość popularnych marek

 

- Zaatakowali mnie butelkami, bo to był stolik przy stoliku, a na stolikach były butelki od wódki i szampana, po prostu zaczęli mnie uderzać tymi butelkami. Zdjęcia z karetki są prawdziwe, to nie jest nic udawanego. Ludzie mają do mnie bardzo duże pretensje, hejt spływa, że "przecież słyszałeś, że on nagrywa". No przepraszam, parę butelek na głowie zostało mi rozbitych - tłumaczy Piotr Kaluski.

 

Twórcy dokumentu Netflixa uważają, że Simon Leviev jest autorem tworu, który działał jak swoista piramida finansowa. Jedne kobiety płaciły za wystawne życie z innymi.

Ekspert: ewidentna obyczajowa "legenda"

- Bardzo często byliśmy śledzeni, bardzo często nagle, szybko zmienialiśmy miejsce pobytu. Było dużo takich dziwnych sytuacji. Wyjeżdżając z Tel Avivu, jest to jedno z najbardziej strzeżonych lotnisk na świecie, nie przeszedłem żadnej kontroli granicznej, tylko ominąłem wszystkie tak zwane check pointy i udałem się prosto do samolotu. Przeciętnemu obywatelowi przejazd przez te kontrole zajmuje 3,5 godziny z odprawami, ze wszystkim. Ja to zrobiłem w 15 minut - powiedział Kaluski.

 

Stwierdził, że ludzie, którzy mieli ich kontrolować znali Simona Levieva. - I znali w Izraelu tych ludzi, którzy ze mną przekraczali te checkpointy - dodał.

 

- Jedno jest pewne, jakieś relacje z instytucjami państwowymi Izraela bohater tego reportażu miał lub ma. Brak kontroli bezpieczeństwa, brak kontroli pirotechnicznej. Jak na Izrael, to niewyobrażalne - uważa Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu.

 

ZOBACZ: Tajemnicze zaginięcie 17-latek w Zakopanem. Po 29 latach do sprawy włącza się Archiwum X

 

Faliński jest byłym szpiegiem. Zgodził się przeanalizować dla "Raportu" historię "Oszusta z Tindera" wraz z dodatkowymi informacjami, których twórcy produkcji w czasie tworzenia dokumentu mogli nie mieć.

 

- Ta sprawa obyczajowa, matrymonialna, te oszustwo to raczej widać, że to jest "legenda", to jest przykrywka innych działań. To ewidentnie. Być może również jest to jeden z celów. My nie wiemy, jakie kobiety poznawał - mówi Faliński.

 

- My nie wiemy, czy wśród kobiet poznawanych przez niego np. we Francji, nie ma pań z ministerstwa obrony, może z przemysłu lotniczego czy obronnego. Nie wiemy, w jakich innych krajach i kogo poznawał, kim one były, czyimi córkami, czyimi żonami. Trudno powiedzieć - twierdzi były szpieg.

"Tych pieniędzy starczyłoby na tydzień"

- Ja byłem zszokowany tym, że one mówią, że wyłudził od nich pieniądze i za te pieniądze żył. Jak zbierzemy pieniądze od tych czterech dziewczyn, które o tym mówią, to te pieniądze starczyłyby mu może na tydzień - podkreślił "Raportowi" Kaluski.

 

Tymczasem twórcy dokumentu o Simonie Levievie twierdzą, że kobiet musiały być setki oraz że prowadzona przez niego operacja była piramidą. Jedne miały sponsorować pozostałe.

 

ZOBACZ: "Raport": pijany kierowca potrącił 11-latka. Rodzice nie mogą pogodzić się z wyrokiem

 

- Świetnie, to gdzie one są? Mija pół roku od premiery filmu i nic nie słychać w żadnych mediach, żeby ujawniła się jakaś poszkodowana dziewczyna na choćby dolara - mówi tymczasem Kaluski.

 

- Być może to jest jedna z odpowiedzi, że były one jednocześnie "legendą" wraz z tą całą sprawą obyczajową. A równocześnie mogły być tam realizowane jakieś działania innego typu, były one również celami (być może) tych działań - powiedział Faliński.

 

"Do niektórych zadań potrzeba takich ludzi"

Zapytany o to, ile paszportów na różne nazwiska widział u Levieva, Kaluski odpowiada, że było ich niewiele, trzy.

 

Dziennikarz "Raportu" zapytał byłego ochroniarza, jak "Oszust z Tindera" wyjaśniał kwestię różnych nazwisk w tych paszportach.

 

- Tłumaczył to tym, że zmienił nazwisko, bo jest z nieślubnego łoża - odparł ochroniarz.

 

Zapytany o to, czy ktoś zorientowałby się, że paszporty są prawdziwie, gdyby Levin pokazał je na lotnisku, ekspert uznał, że były one najprawdopodobniej prawdziwe.

 

- One były prawdziwe, one były wyprodukowane przez państwo Izrael, w związku z tym trudno powiedzieć, że one są sfałszowane. One mogły być w tym wypadku paszportami legalizacyjnymi. Czyli to są prawdziwe dokumenty, one są potwierdzone, są w systemach, są bezpieczne, mają tak zwaną bardzo głęboką legalizację. Gdzieś tam koniec tego jest, ale jest to dokument prawdziwy, w tym sensie, w którym można się z nim poruszać. Zwłaszcza w Izraelu - powiedział "Raportowi" Faliński.

 

ZOBACZ: Joanna Segelstrom jest poszukiwana przez 190 państw. Oszukała m.in. Mariana Banasia

 

- Czy Simon Leviev może być człowiekiem związanym ze służbami specjalnymi? - pytał Leszek Dawidowicz. - Wydaje się, że taki człowiek powinien zwracać na siebie jak najmniejszą uwagę. Tu mamy przeciwieństwo - pytał dziennikarz.

 

- Bo takiego produktu potrzebujemy. Jest stworzony, jest medialny, jest znany, dużo się pokazuje. Jest dużo kobiet wokół niego, ma dużo "błyszczących" elementów w swoim życiu. Taki "nam" był potrzebny - mówię to z punktu widzenia "jakichś" służb. Do takich zadań, które on realizuje, tak musi (to) funkcjonować. To nie jest tak, że każdy cel determinuje, by oficer czy współpracownik wywiadu tak samo wyglądał, był niewidzialny. Do niektórych zadań potrzeba takich ludzi (jak on) - wyjaśnił Faliński.

Nie przerwał życia w luksusie

Obywatel Izraela o wielu nazwiskach i wielu paszportach, jak na swoje dokonania, odbył w tym kraju symboliczne wyroki. Ostatni jego pobyt w więzieniu to zaledwie kilka miesięcy.

 

Na swoich oficjalnych kanałach w mediach społecznościowych wciąż chwali się luksusowym życiem.

 

 
 
 
 
 
View this post on Instagram
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Simon Leviev (@simon.officialll1)

hlk/ml/Polsat News/"Raport"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie