Dziennikarze "Raportu" w zamkniętej grupie putinowskich trolli. "Zabiję cię i pójdę siedzieć"

Polska
Dziennikarze "Raportu" w zamkniętej grupie putinowskich trolli. "Zabiję cię i pójdę siedzieć"
Polsat News
Jak działa rosyjska propaganda w Polsce i kto nią steruje? "To jest jedna z takich osób".

Jak działa rosyjska propaganda w polskim internecie? Dziennikarze "Raportu" dotarli do zamkniętej grupy putinowskich trolli, którzy sieją nienawiść, rozpowszechniają kremlowski przekaz, szczują na Ukraińców, wychwalają Putina i jego wojnę. O zorganizowanym hejcie reportaż Moniki Gawrońskiej i Jacka Smaruja.

Dziennikarze "Raportu" Monika Gawrońska i Jacek Smaruj dostali się do zamkniętej internetowej grupy, która zrzesza niemal 1700 osób. To ludzie, którzy przekazują proputinowską propagandę. Piszą o "wybawcach z Rosji", a ich narracją jest opowieść o "faszystowskiej Ukrainie". Szczegóły są zbyt wulgarne, aby można je było zacytować. Nienawiść do narodu ukraińskiego jest tam wręcz manifestowana i ma ogromny poklask.

Grupa kremlowskich propagandzistów

Żeby wejść do świata rosyjskich roli, trzeba dostać zaproszenie od użytkownika zamkniętej grupy. "Tak było też w naszym przypadku. Od tamtego momentu wszystko widzimy, ale nie komentujemy, nic nie piszemy. Jesteśmy jedynie obserwatorami jednej z największych grup rosyjskiej propagandy w Polsce" - relacjonują reporterzy.

 

ZOBACZ: "Raport". Bułgarski sprzęt do kradzieży aut. Otwiera większość popularnych marek

 

Członkowie grupy informacje o zbrodniach Kremla w Ukrainie nazywają "pronazistowską propagandą przeciwko Rosji", twierdzą, że "ukraińska armia dąży po trupach do celu". "Zlikwidować to mogą swoje rodziny, będzie mniej nazistów" - głoszą m.in. wpisy. "Wygląda na to, że Putin jest wybawcą, nie katem" - pisze inny użytkownik.

 

Niemal 1700 użytkowników przekazuje sobie także wiadomości głosowe. Jest tam mowa o "czystkach" oraz, że Polska to "prostytutka Stanów Zjednoczonych".

Ofiara hejtu: Boję się o bezpieczeństwo

Dziennikarze dotarli do kobiety zaszczutej przez członków grupy, którym zlecono hejt.

 

"Boję się o bezpieczeństwo" - mówi poszkodowana. Kilka tygodni temu do sieci wrzuciła post, w którym skrytykowała rosyjską propagandę. Została namierzona przez grupę trolli, którą obserwowali dziennikarze "Raportu". Jej zdjęcia, zdjęcia jej dziecka, profile w mediach społecznościowych zostały przekazane do wiadomości niemal 1700 osób. Rozpoczął się atak.

 

"Czy może ktoś zająć się nią?" - pisano w wiadomościach.

 

"Raport" zdecydował się nie cytować i nie pokazywać najbardziej obraźliwych zwrotów pisanych przez użytkowników grupy. Przekazują oni propagandę o "wybawcach z Rosji".

 

ZOBACZ: "Raport". Ośrodek reprodukcji człowieka na Ukrainie. To tam rodzą się tysiące dzieci "na zamówienie"

 

- Chcę chronić wizerunek swojego dziecka, wiem z jakimi ludźmi mam do czynienia - mówi kobieta. - Odkryłam na swoim Instagramie masowe ataki na mnie - opisuje początek zorganizowanej akcji ataku.

 

Członkowie grupy zdobyli prywatne zdjęcia, namierzyli społecznościowe konta osób bliskich kobiecie. Grożono jej telefonami do pracy i ujawnianiem prywatnych informacji na publicznych forach.

 

- Zaczęłam się bać o życie i zdrowie mojego dziecka - powiedziała pokrzywdzona.

Liderka grupy: "Zabije cię i pójdę siedzieć"

Na czele prorosyjskiej grupy stoi kobieta znana z zamiłowania do Rosji, która od wielu lat działa w internecie posługując się radykalnym i wulgarnym językiem. Jest administratorką grupy "Rosyjskie trolle".

 

Dziennikarze raportu skontaktowali się z Ormianką telefonicznie, jednak odmówiła rozmowy i udziału w materiale. Jak stwierdziła nie zlecała hejtu. Powiedziała, że to ona sama walczy z hejtem. 

 

ZOBACZ: Agresywni i bezwzględni. "Raport" o młodych przestępcach o 21:00

 

- To stały repertuar całej propagandy proputinowskiej. Trolle są jej pierwszym etapem. To ktoś, kto siedzi gdzieś w Moskwie za klawiaturą komputera i podrzuca jakąś teorię. Ona jest później powtarzana przez kolejne tysiące i tysiące osób. Bo niestety, ale piszą to później tak zwani pożyteczni idioci - zaznacza Konrad Dulkowski z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

 

Według niego akcja zorganizowanego hejtu wobec opisywanej kobiety przebiegła według dobrze poznanego schematu.

 

- Zaczyna się od pogróżek, wysyłanych gróźb karalnych, wyzwisk, czasami takie osoby zdobywają adres domowy albo numer telefonu ofiary, zaczynają dzwonić, także do znajomych, pracodawców. Przeprowadzają lincz na osobach, które się z nimi nie zgadzają - powiedział.

 

 

 

 

Żaryn: "krew się burzy w człowieku"

Nagrania głosowe, wiadomości z czatu i zdjęcia - wszystkie te treści "Raport" przedstawilł rzecznikowi ministra koordynatora do spraw służb specjalnych Stanisławowi Żarynowi.

 

- Tak po ludzku, gdy czyta się takie treści, to krew się burzy w człowieku, że można takie świństwo i ohydę produkować - ocenił Żaryn.

 

- To jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ mówimy o działaniach stymulowanych przez jedno państwo przeciwko drugiemu. Ocieramy się nie tylko o kampanię hejtu wytworzoną wobec konkretnej osoby, ale również o działania, które jeden kraj organizuje przeciwko drugiemu - dodał.

 

Służby właśnie zaczęły monitorować działania grupy i jej użytkowników. - Te 1700 osób później rezonuje. One później prowadzą własne działania i w życiu realnym, i wirtualnym. To powoduje, że ten przekaz propagandowy, często bardzo brutalny, rozchodzi się dużo szerzej - wyjaśnił.

 

ZOBACZ: "Bezpieczny" zabieg okaleczył tysiące Polek

 

- Musimy wiedzieć jakie są motywacje, bowiem czasami mamy do czynienia z osobami, które są pod pewnym wpływem ideologicznym, czasami są osobami o skrajnych poglądach. Często też takie działania dezinformacyjne prowadzą ludzie współpracujący ze służbami i to zadaniem służb jest, żeby takie osoby znajdować, identyfikować i pociągać do odpowiedzialności - zadeklarował Żaryn.

 

Sprawa pokrzywdzonej kobiety została zgłoszona organom ścigania. Z informacji dziennikarzy "Raportu" wynika, że kolejne poszkodowane osoby zgłaszają się na policję.

 

Reporterzy rozmawiali z kilkoma pokrzywdzonymi, na które grupa przypuściła internetowy atak. Do tej pory tylko jedna osoba zdecydowała się opowiedzieć swoją historię.

 

- Mnie nie grożono śmiercią. Grozili mi, że mnie wywiozą gdzieś tam na Ukrainę. Są ludzie, którzy żyją w Polsce i boją się wyjść z domu, bo grożą im, że ich odwiedzą i nauczą tego czy tamtego. Nie boję się - stwierdził kobieta. - Zrobię wszystko, żeby były i "sławne", i zamknięte - powiedziała.

"Powinni być karani za szpiegostwo na rzecz Rosji"

- Każda osoba, która jest poszkodowana może się do nas zgłosić. Ścigamy takich ludzi i ścigamy ich skutecznie. Oni stają przed sądami i ponoszą odpowiedzialność - dodał Konrad Dulkowski.

 

ZOBACZ: "Raport": były ksiądz wykorzystał niepełnosprawnego. Po dwóch latach postawiono mu zarzuty

 

- Ta dezinformacja szerzona na zlecenie rosyjskich służb specjalnych powinna być identyfikowana jako działalność szpiegowska przeciwko Polsce i takie osoby zidentyfikowane jako współdziałające ze służbami specjalnymi muszą ponosić odpowiedzialność, po prostu jako osoby szpiegujące na rzecz Rosji - dodał Stanisław Żaryn.

hlk/ml/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie