Wadowice. Mąż podpalił pokój, bo żona zabrała mu piwo i portfel. Usłyszał wyrok

Polska
Wadowice. Mąż podpalił pokój, bo żona zabrała mu piwo i portfel. Usłyszał wyrok
Pixabay/manfredrichter
Brak piwa w lodówce spowodował, że 63-latek spod Wadowic podpalił część swojego domu

Krzysztof B. wrócił nietrzeźwy do domu i usłyszał do żony: "Piwa nie ma i nie będzie". Okazało się, że zniknął również portfel 63-latka. Mężczyzna postanowił więc podpalić część domu, w tym wersalkę, na której spała jego małżonka. Kobiecie udało się ocalić życie. Krzysztof B. stanął przed sądem w Wadowicach.

W tym związku zarówno mąż, jak i żona, mieli problem z alkoholem, ale nałóg wcześniej nie wpływał znacznie na ich relacje. "Gazeta Krakowska" podaje, że policja w ich domu nieopodal Wadowic interweniowała jeden raz - podczas awantury.

 

ZOBACZ: Łódź. Zrobił zdjęcie kobiecie w przebieralni na basenie - stanie przed sądem

 

Wszystko zmieniło się 24 września 2020 roku, gdy Krzysztof B. kupił wódkę, a część butelki opróżnił jeszcze przed przyjściem do domu. Później, gdy był już u siebie, postanowił wypić również piwo, które trzymał w lodówce.

 

Okazało się jednak, że alkoholowego napoju nie ma. Zapytał więc żony, co stało się z jego piwem, a ta - wtedy również nietrzeźwa - odparła: "Nie ma i nie będzie".

Krzysztof B. był nietrzeźwy. Żona, która uciekła przed ogniem, także

63-latek zorientował się wtedy, że zniknął też jego portfel. Wpadł w szał i oblał łatwopalną substancją futrynę, wykładzinę oraz wersalkę, na której spała jego małżonka. Nie reagował na krzyki kobiety, która - ratując własne życie - pobiegła zawiadomić syna mieszkającego tuż obok.

 

Wiadomość o incydencie otrzymały również służby. Gdy na miejsce przyjechali strażacy, płomienie były ugaszone. Z kolei policjanci ustalili, że Krzysztof B. miał ponad promil alkoholu we krwi, a jego żona - trochę mniej.

 

ZOBACZ: Sąd w Gdańsku: uniewinnienie oskarżonego o zbicie kamieniem szyby w mieszkaniu Michała Tuska

 

Prokuratura postawiła 63-letniemu mężczyźnie zarzuty: próby zabójstwa, znęcania się nad partnerką oraz zniszczenia mienia. Zdaniem biegłych, Krzysztof B. miał ograniczoną poczytalność w chwili czynu, a także kierował się trudnym do opanowania impulsem. Zalecili terapię - podaje "Gazeta Krakowska".

Krzysztof B. usłyszał wyrok: rok pozbawienia wolności

Mężczyzna tłumaczył przed sądem, że nie chciał zabić żony, ale jedynie "zrobić jej na złość". Jak zapewnił, ograniczy spożywanie alkoholu.

 

Wyrok roku pozbawienia wolności usłyszał jedynie za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia małżonki; uniewinniono go zarzutu znęcania się i zlecono, by naprawił szkody. Na poczet kary zaliczono mu czas, jaki spędził w areszcie, dlatego na wolność wyszedł we wrześniu zeszłego roku.

 

Od wyroku złożono jednak apelację. Adwokat chciał, by 63-latek otrzymał niższą karę, wyjaśniając, że spalone rzeczy miały niewielką wartość. Krakowski Sąd Apelacyjny nie zmienił jednak decyzji niższej instancji.

wka/ sgo/polsatnews.pl/"Gazeta Krakowska"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie