Christchurch zrywa umowę na "świadczenie usług magicznych" ze swoim czarodziejem

Świat
Christchurch zrywa umowę na "świadczenie usług magicznych" ze swoim czarodziejem
Lossenelin at English Wikipedia/CC BY-SA 3.0
88-letni Ian Brackenbury Channell

Nowozelandzkie miasto Christchurch zerwało kontrakt na czarowanie i promowanie miasta z oficjalnym magiem, zatrudnianym od 23 lat – poinformowała stacja BBC.

- To banda biurokratów, którzy nie mają wyobraźni – skomentował sprawę 88-letni Ian Brackenbury Channell, piastujący dotąd urząd miejskiego czarownika.

Miejski czarownik

Strona internetowa Christchurch z dumą informowała, że to drugie co do wielkości nowozelandzkie miasto jest zarazem jedynym zatrudniającym maga. W 1990 roku premier Nowej Zelandii Mike Moore zaproponował Channellowi pod "pilną rozwagę" objęcie stanowiska "oficjalnego czarodzieja kraju".

 

Obecne władze miasta uzasadniły swoją decyzję o zerwaniu umowy zamiarem pójścia "w bardziej nowoczesnym i zróżnicowanym kierunku".

 

ZOBACZ: Hiszpania. Były biskup po trzech miesiącach od ustąpienia z funkcji, chce się ożenić

 

Roczne wynagrodzenie Channella wynosiło 16 tys. dolarów nowozelandzkich, czyli prawie 11,3 tys. dolarów amerykańskich.

 

Pracujący dla miasta mag w 1982 roku został uznany przez Stowarzyszenie Dyrektorów Galerii Sztuki Nowej Zelandii za "żywe dzieło sztuki".

 

Czarodziej wzbudzał kontrowersje swoimi uwagami na temat kobiet i relacji damsko-męskich. W jednym z programów satyrycznych miał powiedzieć: "Nigdy nie podnoś ręki na kobietę! Zbyt łatwo o siniaki" – odnotował "Guardian".

Kim jest Ian Brackenbury Channell?

Channell jest z pochodzenia Anglikiem. Urodzony w Londynie, wykształcony na Uniwersytecie w Leeds, przeniósł się do Australii, gdzie pracował jako wykładowca akademicki na wydziale socjologii.

 

ZOBACZ: Stolica Grecji pod wodą. "Ateny bezbronne i skazane na łaskę pogody"

 

W Christchurch zamieszkał w latach 70. XX wieku. Stał się rozpoznawalny z powodu swoich przemów wygłaszanych na drabinie, w długim płaszczu i spiczastym kapeluszu. Próba zatrzymania przez policję nie ograniczyła jego działalności, a jedynie wywołała gniew lokalnej społeczności.

 

Miejski czarodziej zapowiedział, że mimo zerwania kontraktu nadal będzie robił swoje. - Będą musieli mnie zabić, żeby mnie powstrzymać – ostrzegł. 

 

zma / PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie