USA. Dziecko zmarło po infekcji "mózgożerną amebą". Do zakażenia doszło na basenie

Świat
USA. Dziecko zmarło po infekcji "mózgożerną amebą". Do zakażenia doszło na basenie
Pexels/Kindel Media
Zdjęcie ilustracyjne

W mieście Arlington w Teksasie dziecko zmarło po zakażeniu atakującą mózg amebą. Do kontaktu z groźnym pierwotniakiem najprawdopodobniej doszło na miejskim basenie. Do zakażenia amebą może dochodzić przez usta i nos podczas kąpieli. Pierwotniak przenika do mózgu, gdzie niszczy tkankę, co prowadzi do śmierci.

Dziecko trafiło do szpitala 5 września z pierwotniakowym zapaleniem opon mózgowych i mózgu, wywoływanym przez infekcję amebą Naegleria fowleri. Zmarło 11 września - wynika z komunikatu prasowego władz Arlington. Nie ujawniono żadnych szczegół na temat tożsamości dziecka.

 

Po przyjęciu młodego pacjenta, szpital powiadomił władze miasta i powiatu. Departament zdrowia hrabstwa rozpoczął dochodzenie i ustalił dwa możliwe miejsca kontaktu z amebą - dom rodzinny i basen w miejscowym parku. Basen natychmiast zamknięto.

Ameba na podkładce rozbryzgowej

Ustalono, że kontakt z organizmem dziecko miało prawdopodobnie na podkładce rozbryzgowej na basenie. Potwierdzono obecność aktywnej Naegleria fowleri ameba w próbkach wody z parku.

 

ZOBACZ: Świnoujście. Niebezpieczna bakteria w Bałtyku. 30-latek trafił na oddział intensywnej terapii

 

- To łamie mi serce. Jestem ojcem czwórki dzieci, dziadkiem pięciorga dzieci w wieku od 2 do 7 lat. Nie wyobrażam sobie, żebym musiał tak pochować dziecko lub wnuka - powiedział burmistrz Arlington Jim Ross, cytowany przez CNN.

 

Władze miasta przekazały także, że woda pitna miasta nie była skażona. 

Luki w inspekcjach

Odpowiednie służby przeprowadziły dochodzenie w sprawie konserwacji, sprzętu i procedur testowania wody na basenie. Stwierdzono, że procedury na basenie wymagają poprawy. Odkryto, że pracownicy pływalni nie zawsze badali wodę przed otwarciem obiektu, a takie testy obejmują m.in. sprawdzenie zawartości chloru, który jest używany jako środek dezynfekujący.

 

Po przejrzeniu dzienników służby ustaliły, że odczyty chlorowania wody nie były udokumentowane przez dwa z trzech dni, w których dziecko odwiedzało park pod koniec sierpnia i na początku września.

 

ZOBACZ: Chlorowana woda z basenów znacznie obniża ryzyko transmisji koronawirusa. Nowe badania

 

"Dokumenty pokazują, że poziomy chlorowania na dwa dni przed ostatnią wizytą dziecka mieściły się w dopuszczalnych zakresach" - podano w oficjalnym komunikacie. "Jednak kolejny udokumentowany odczyt, który miał miejsce dzień po wizycie dziecka pokazuje, że poziom chlorowania spadł poniżej minimalnego wymogu i że do systemu wodnego dodano dodatkowy chlor" - dodano.

 

- Zidentyfikowaliśmy luki w naszym codziennym programie inspekcji – przyznał zastępca kierownika miasta Lemuel Randolph w komunikacie prasowym.

Rzadka infekcja

Naegleria fowleri to jednokomórkowy organizm spotykany w glebie i słodkiej, ciepłej wodzie, takiej jak jeziora, rzeki i gorące źródła. Można go również znaleźć w źle utrzymanych lub niechlorowanych basenach. Do zakażenia może dochodzić przez jamę nosowo-gardłową podczas kąpieli. Pierwotniak przenika poprzez wypustki komórek węchowych do mózgu, gdzie niszczy tkankę, co prowadzi do śmierci.

 

ZOBACZ: Media: Gwałtownie wzrasta liczba infekcji Covid-19 wśród dzieci

 

Infekcje amebą są jednak rzadkie. Według Centrów Kontroli i Prewencji Chorób w latach 2010-2019 w Stanach Zjednoczonych zgłoszono 34 infekcje.

 

Choroba występuje w około tydzień od zarażenia. Przebiega z gorączką, silnymi bólami głowy, zaburzeniami widzenia, nudnościami i wymiotami. Śmierć następuje zwykle w ciągu 72 godzin.

an/ml/CNN/polsatnews.pl
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie