Prezes PZPN przed sądem. "Jestem gotowy na krytykę, ale nie na totalne wymysły"

Polska
Prezes PZPN przed sądem. "Jestem gotowy na krytykę, ale nie na totalne wymysły"
PAP/Jakub Kaczmarczyk

Jestem przygotowany na krytykę, ale nie ma pozwolenia na totalne wymysły - mówił przed sądem prezes PZPN Zbigniew Boniek w procesie wytoczonym dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi. Zaprzeczał też informacjom dotyczącym jego powiązaniom z SB i podkreślał, że PZPN działa w sposób transparentny.

Boniek pozwał wydawcę "Gazety Polskiej Codziennie", spółkę Forum oraz dziennikarza tego tytułu, Piotra Nisztora, za serię artykułów sugerujących m.in. konflikt interesów związany ze sprawowaną przez niego funkcją. Prezes PZPN domaga się przeprosin oraz 150 tys. zł na cel społeczny w przypadku pozwu dotyczącego dziennikarza, a 50 tys. w przypadku pozwu dotyczącego spółki. Proces cywilny o ochronę dóbr osobistych ruszył w ubiegłym roku przed warszawskim Sądem Okręgowym.

 

ZOBACZ: Zbigniew Boniek wybrany na wiceprezydenta UEFA

 

Podczas poniedziałkowej rozprawy Boniek podkreślał, że nieprawdziwe są informacje dotyczące jego rzekomych powiązań ze Służbą Bezpieczeństwa, a także braku transparentności oraz nepotyzmu w PZPN. Jak mówił, wszystko, co robi PZPN, robi na zasadach "absolutnie przejrzystych".

 

Pytany, czy ma wiedzę, że szczecińska prokuratura oraz CBA prowadzą śledztwo dotyczące finansów związku, Boniek odparł: "Mieliśmy wizytę CBA 7-8 miesięcy temu i nie wydaje mi się, żeby cokolwiek z tego wynikło". Podkreślił, że z informacji, które im wówczas przekazano, wynikało, że sprawa "absolutnie nie dotyczy finansów ani PZPN, tylko zupełnie innego wątku".

"Jestem otwarty na krytykę, ale na wymysły - nie"

O krokach prawnych wobec Nisztora prezes PZPN mówił, że podjął je "z przykrością". - Musiałem to zrobić, to był jedyny ruch - powiedział. - Jestem człowiekiem, który jest znany w całej Europie. Człowiekiem, który ma różne stanowiska, nigdy nie był związany z żadną partią opozycyjną ani w ogóle żadną partią polityczną. Wręcz przeciwnie, zawsze byłem człowiekiem wolnym, zawsze miałem swoje zdanie - mówił. Jak wskazał, w jego opinii Nisztor "dotknął" jego rodzinę oraz "ludzi, którzy normalnie ciężko w życiu pracują".

 

ZOBACZ: Afera melioracyjna. Funkcjonariusze CBA przeszukali dziewięć lokalizacji w tym siedzibę PZPN

 

- Jestem zawsze przygotowany na wielką krytykę, na to, że ludzie mogą o mnie różnie pisać, natomiast na totalne wymysły, sugerowanie, insynuacje, pozwolenia nie ma - powiedział. Podkreślił, że zarzut taki jak prowadzenie niekorzystnej polityki finansowej jest dla prezesa PZPN zarzutem poważnym.

 

Podkreślał, że artykuły stawiały w niekomfortowej sytuacji jego samego oraz kierowany przez niego związek. - Miałem z tego powodu określone przykrości, bo jeśli się spotykam z jakimkolwiek człowiekiem, który pyta: »słuchaj, o co chodzi, o czym ten Nisztor pisze?«, to znaczy, że muszę się wytłumaczyć z czegoś, co nie jest prawdą - tłumaczył.

"Firma pracowała uczciwie i normalnie"

Jednym z wątków opisywanych prze "GPC" oraz "GP" była sprawa zajmującej się m.in. rozkładaniem stelaży i band reklamowych firmy Mikrotel, która obecnie należy do brata prezesa PZPN. Boniek podkreślał, że firmę tę - "czystą, przejrzystą, bez żadnych zobowiązań finansowych" - przekazał bratu w 2001 r.

 

- Ta firma nie przeszkadzała nikomu i wykonywała swoją normalną, uczciwą pracę (...) Jak ktoś mówi o tym, że nie wiedział o tym, to źle świadczy o nim jako o zarządcy, że nie wie, z kim pracuje - powiedział. Pytał też retorycznie, czy powinien był powiedzieć bratu, że po tylu latach - po objęciu przez niego fotela prezesa PZPN - związek zakończy współpracę z Mikrotelem tylko i wyłącznie z obawy na oskarżenia o jakieś powiązania.

 

Prezes PZPN zaprzeczył również, jakoby poznając prezesa Lagardere Sports Poland (wcześniej SportFive) Andrzeja Placzyńskiego wiedział, że w przeszłości współpracował on z SB. Jak mówił, Placzyńskiego poznał w 1999 r. podczas jednego z meczów Ekstraklasy, a ich relacja miała charakter biznesowy.

 

ZOBACZ: "To nie była łatwa decyzja, długo dojrzewała". PZPN o zwolnieniu Jerzego Brzęczka

 

- Ja wiedziałem, że Andrzej Placzyński jest przedstawicielem firmy SportFive. (...) Życie prywatne Placzyńskiego nie interesuje mnie z prostej przyczyny: gdyby to był człowiek, który nie mógłby tej funkcji pełnić, to by jej nie pełnił. Jeżeli prawo polskie mu tego nie zabrania, a firma korzysta z jego wiedzy jako prezesa, to jest sprawa tej firmy, nie moja. Ja rozmawiam z firmą, a nie z prywatnym człowiekiem - powiedział Boniek.

 

Seria spornych artykułów na tematy związane z prezesem PZPN publikowana była w "Gazecie Polskiej" oraz "Gazecie Polskiej Codziennie". Jeden z nich poświęcono prezesowi Lagardere Sports Poland (wcześniej SportFive) Andrzejowi Placzyńskiemu - gazeta podkreślała m.in., że jego firma "od lat zarabia miliony na współpracy ze związkiem oraz klubami piłkarskiej ekstraklasy". Informowano również, że Placzyński to b. kapitan SB, który "rozpracowywał Jana Pawła II m.in. podczas jego wizyty w Austrii w czerwcu 1988 roku".

Proces w toku

Inny z tekstów dotyczył firmy Mikrotel, obecnie należącej do brata prezesa PZPN. Według informacji gazety przez blisko dwa lata Boniek miał łączyć prowadzenie tej firmy z zarządzaniem związkiem, a - będąc wiceprezesem PZPN - nadzorował realizację umowy ze SportFive/Lagardere Sports Poland. "Jednocześnie w 2000 roku Mikrotel, którego w tym czasie był szefem i właścicielem, miał rozpocząć współpracę właśnie ze… SportFive" - napisano.

 

Przesłuchanie stron, w czasie którego głos zabierze jeszcze dziennikarz Piotr Nisztor, kontynuowane będzie 30 czerwca. Wtedy planowane są również mowy końcowe.

kmd/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie