Proces ws. zabójstwa sprzed 27 lat. Obrona twierdzi, że sprawa się przedawniła

Polska
Proces ws. zabójstwa sprzed 27 lat. Obrona twierdzi, że sprawa się przedawniła
Polsat News
Proces sprawcy przed sądem rozpoczął się 27 lat od zabójstwa.

Proces ws. zabójstwa Zyty Michalskiej z Mikuszewa (woj. wielkopolskie) został przez poznański sąd odroczony do 27 maja, kiedy zapadnie wyrok. We wtorek biegli przyznali, że do uduszenia kobiety mogło dojść, gdy podejrzany ciągnął ją za kaptur do lasu. Obrona argumentuje, że doszło do spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i przedawnienia. Prokuratura domaga się 25 lat więzienia.

Rodzina Zyty Michalskiej domagała się dla oskarżonego dożywocia. Jednak mężczyzna jest sądzony z godnie z Kodeksem karnym, który obowiązywał w 1994 roku i przewidywał maksymalny wyrok za zabójstwo 25 lat.

 

Obrona o przedawnieniu przestępstwa

 

We wtorek sąd wysłuchał biegłych sądowych, którzy przyznali, że Zyta Michalska mogła zostać uduszona, gdy sprawca ciągnął ją do lasu. Obrońca Waldemara B. mec Łukasz Kowal wnioskował do sądu, że podejrzanemu nie można przypisać zamiaru zgwałcenia, a jeśli już taki zamiar miał, to według prawnika od niego odstąpił. Adwokat wnioskował także o zmianę kwalifikacji zbrodni z zamiaru bezpośredniego na zamiar ewentualny. Powołał się na to, że sprawca i ofiara nie znali się, nie było także motywu.

 

- Zwróciłem się do sądu, żeby przyjąć że oskarżony swoim zachowaniem dopuścił się przestępstwa ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego konsekwencją była śmierć. Nie miał jednak zamiaru spowodowania śmierci pokrzywdzonej Zyty Michalskiej. Gdyby przyjąć, że dopuścił się takiego przestępstwa, to do przedawnienia doszło w kwietniu 2009 roku - powiedział mec. Łukasz Kowal.

 

ZOBACZ: Zbrodnia sprzed 26 lat. Ruszył proces ws. zabójstwa w Mikuszewie

 

Prokuratura i oskarżyciel posiłkowy prosili o 25 lat więzienia, czyli najwyższy wymiar kary według przepisów z chwili przestępstwa. Zdaniem prokuratury oskarżony musiał zdawać sobie sprawę, że uderzając pokrzywdzoną kamieniem może ją zabić.

 

- Także przeciągnięcie jej w zarośla i zadławienie jej ziemią i ściółką leśna także świadczyć mogą o bezpośredniego zamiarze pozbawienia życia - stwierdził z oklei prokurator marek Marszałek z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

 

Przewód sądowy zakończył się po wysłuchaniu mów końcowych stron. Proces ws. zabójstwa został odroczony do 27 maja, kiedy to sąd ma ogłosić wyrok w tej sprawie.

 

W ostatnich słowach oskarżony Waldemar B. powiedział, że bardzo żałuje tego, co się stało.

 

- Nie miałem zamiaru ani zgwałcenia, ani zabójstwa Zyty Michalskiej. Bardzo przepraszam całą jej rodzinę i proszę o wybaczenie - powiedział. Poprosił też sąd o łagodny wymiar kary.

 

WIDEO - Zabójstwo z Mikuszewa sprzed 27 lat. Sąd wyda wyrok 27 maja

 

  

Niewyjaśnione zabójstwo sprzed 27 lat

Zyta Michalska zaginęła w Wielkanoc 3 kwietnia 1994 r. 20-latka była wtedy po raz ostatni widziana, gdy szła na spacer w stronę lasu. Jej zwłoki znaleziono dzień później w lesie, kilkaset metrów od jej domu w Mikuszewie koło Wrześni. Sekcja zwłok wykazała, że zmarła w wyniku uduszenia. Śledztwo zostało umorzone w związku z niewykryciem sprawcy.

 

Na początku 2019 r. policjanci z poznańskiego Archiwum X wrócili do niewyjaśnionej za zgodą poznańskiej Prokuratury Okręgowej. Policja zaapelowała o kontakt ze strony osób mających jakiekolwiek informacje na temat zdarzenia z 1994 r. Analiza danych zebranych przez prokuraturę oraz policjantów z poznańskiego Archiwum X, w tym weryfikacja genetyczna śladów biologicznych ujawnionych na ciele i odzieży ofiary, dała podstawy do zatrzymania w grudniu zeszłego roku Waldemara B. Mężczyźnie przedstawiono zarzutu zabójstwa oraz usiłowania zgwałcenia Zyty Michalskiej.

 

ZOBACZ: Polskie archiwum X wyjaśniło zbrodnię sprzed 10 lat. "Zarzut zabójstwa i znieważenia zwłok"

 

Przed sądem oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, z wyjątkiem pytań zadawanych przez jego obrońcę. Jednak sąd oczytał jego zeznania ze śledztwa, w których szczegółowo opisał przebieg zdarzeń sprzed 26 lat. "Wiem, że to był czas świąteczny, świąt wielkanocnych. Ja miałem swoje problemy w domu, miałem wieczne awantury z matką i siostrami. Tego dnia wyjechałem rowerem do lasu. Jadąc z górki oparłem się o kierownicę i paliłem papierosa. Nagle z krzaków wyszła jakaś kobieta. Ja nie wiedziałem, że to jest Zyta Michalska. Ja jej nie znałem, mieszkałem 6-7 kilometrów od miejscowości, w której ona mieszkała. Na drugi dzień już wiedziałem, że tą kobietą była Zyta Michalska" - brzmiały zeznania.

 

Według niego Zyta Michalska "weszła" pod jego rower, a Waldemar B. przewrócił się na ziemię. "Ona na mnie zaczęła krzyczeć, uderzyła mnie otwartą ręką prosto w twarz. Ja jej oddałem. Ona wówczas obaliła się, usiadła na tyłek. Wzięła jakiś kij, uderzyła mnie nim w twarz. Ja ją znowu odepchnąłem. Jak Zyta Michalska leżała na ziemi zauważyłem, że obok leży kupka kamieni z pola. Wziąłem jeden z tych kamieni i mocno uderzyłem ją w głowę. Wydaje mi się, że uderzyłem raz. Zyta Michalska leżała na ziemi, nic nie mówiła. Mocno krwawiła, chyba z nosa" - podkreślił.

"W strachu zabrałem rower"

Mężczyzna wyjaśnił, że upozorował zgwałcenie, wciąż żyjącą 20-latkę miał zaciągnąć kilka metrów do lasu, gdzie ją zostawił. Według biegłych do uduszenia Zyty Michalskiej mogło dojść wskutek ciągnięcia jej za kaptur.

 

"W strachu zabrałem rower i pojechałem prosto do domu. W domu była mama. Wjechałem do garażu i tam się powycierałem z krwi. Nic nikomu nie powiedziałem" - brzmiały zeznania. "Wydaje mi się, że siostry podejrzewały, że ja to zrobiłem, czyli że zabiłem Zytę Michalską. Żałuje tego. Całe 26 lat o tym myślę. Bywały takie dni, że miałem dość i chciałem się zgłosić na policję. Teraz mam spokój duszy" - wskazał. Waldemar B. przyznał się jedynie do uderzenia Zyty Michalskiej.

 

Jak dotąd sąd przesłuchał m.in. zone oskarżonego, która zeznała, że nigdy nie był w stosunku do niej ani do dzieci agresywny oraz "był spokojnym człowiekiem", który utrzymywał rodzinę.

 

ZOBACZ: Zbrodnia w Mikuszewie. "Archiwum X" szuka świadków zabójstwa kobiety

 

Zeznania składały także siostry Waldemara B. Ewa M. powiedziała, że w dniu, kiedy doszło do zabójstwa Zyty Michalskiej, widziała się z bratem. Zeznała, że miał na twarzy świeże zadrapania. Zapytany o nie twierdził, że wpadł w jeżyny. "Zachowywał się normalnie. Jeszcze śmialiśmy się z tego" - mówiła. "Ani ja ani nikt z mojej rodziny nie podejrzewał też brata o udział w tym zdarzeniu" - dodała wspominając odnalezienie zwłok kobiety. Jednocześnie powiedziała, że jej brat bywał agresywny, także wobec niej oraz że nie była zaskoczona jego zatrzymaniem. "W mojej ocenie brat jest zdolny do takiej przemocy, żeby kogoś pozbawić życia" - powiedziała kobieta. Druga siostra oskarżonego Małgorzata S. powiedziała w sądzie: "Wydaje mi się, że mama mogła coś wiedzieć, albo podejrzewać, ale nigdy wprost nie powiedziała, że podejrzewa go o to zabójstwo". Jak stwierdziła nie jest prawda, ze jej brat był bity. "Byliśmy normalną, przeciętną rodziną. Rodzice starali się jak mogli. To brat przysparzał rodzicom trosk i kłopotów. Nie byliśmy żadną patologiczną rodziną" - wyjaśniła kobieta.

hlk/Polsat News/Polsatnews.pl/PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie