Protesty w Birmie tłumione niemiecką bronią? "Robią dobre interesy z reżimem"

Świat
Protesty w Birmie tłumione niemiecką bronią? "Robią dobre interesy z reżimem"
Reuters
Z rąk policji i wojska miało zginąć w Birmie ponad 600 osób.

Wojsko w Birmie brutalnie tłumi protesty, używając broni dostarczonej niegdyś przez Niemcy. Niemieckie firmy do dziś robią dobre interesy z reżimem - pisze tygodnik "Spiegel".

"Generał Ne Win rządził Birmą przez dwie i pół dekady. Ścigał przeciwników, strzelał do protestujących studentów. Niemniej jednak Niemcy utrzymywały z nim doskonałe stosunki. Podczas zimnej wojny rząd federalny walczył o niezaangażowany kraj: nie tylko dostarczano pistolety maszynowe i karabiny, ale nawet zakładano fabryki zbrojeniowe z pomocą państwowej firmy zbrojeniowej Fritza Wernera" - pisze "Spiegel".

 

Karabiny opracowane w Niemczech

 

"Chociaż Ne Win nie żyje od 2002 r., generałowie nadal sprawują władzę w Birmie. W lutym odsunęli od władzy de facto szefową rządu Aung San Suu Kyi. Od tego czasu junta brutalnie tłumi protesty. "Broń użyta w atakach na ludzi jest nadal tą, którą Niemcy kiedyś sprzedały Ne Winowi, dostarczoną lub wyprodukowaną tam na podstawie licencji" - zauważa gazeta.

 

ZOBACZ: Tysiące aresztowanych, setki zabitych. Birmański reżim rozprawia się z opozycją

 

Greenpeace przeanalizował zdjęcia z protestów w ostatnich tygodniach. Widać, jak żołnierze celują w demonstrantów z karabinów G3. Karabiny opracowane w Niemczech są montowane na wojskowych ciężarówkach, które przemierzają ulice Rangunu.

 

Niemieckie firmy nie wydają się mieć nic przeciwko temu, co dzieje się w Birmie, "zwłaszcza po nieśmiałym otwarciu kraju przez juntę w 2011 r. do Birmy zaczęli napływać przedsiębiorcy: banki, kancelarie prawne, producenci tekstyliów. Pracownicy Fundacji Hannsa Seidla, która jest blisko związana z CSU, organizują w Rangunie od 2014 roku święto piwa Oktoberfest. Sponsorem corocznej imprezy był powiązany z wojskiem Browar Dagon, którego pracownicy również wlewali piwo do kufli. Współorganizatorem uroczystości był lokalny dyrektor kojarzonej ze skandalami firmy Wirecard" - wylicza tygodnik.

 

Rola "Deutsche Post"

 

Niemiecka poczta, Deutsche Post, założyła - wraz z Ministerstwem Poczty Birmy - Myanmar DHL Limited 25 lat temu, "właśnie wtedy, gdy przez kraj przetaczała się kolejna fala aresztowań. Deutsche Post nie odpowiada na pytanie, w jakim stopniu junta czerpie zyski ze wspólnego przedsiębiorstwa. Zgodnie z umowami, Birma posiada 51 procent udziałów w spółce".

 

ZOBACZ: Birma: przeciwnicy junty wojskowej wyszli na ulice z pisankami

 

"Spiegel" zauważa, że "ożywienie w kraju wspierała również państwowa grupa bankowa KfW z Frankfurtu. Na przykład 30 mln dolarów amerykańskich przekazano firmie Irrawaddy Green Towers (IGT), która buduje wieże telefonii komórkowej. IGT i jego wykonawcy zostali "dokładnie sprawdzeni", twierdzi KfW.

 

"W rzeczywistości wykonawcami są firmy telekomunikacyjne należące do państwa lub przypisane do wojska" - informuje tygodnik.

 

Strona na niemieckim serwerze

 

"Działacze opozycji obawiają się, że technologia telekomunikacyjna może zostać teraz wykorzystana przez juntę do polowania na protestujących za pomocą danych. Jeszcze w 2017 r. snajperzy podobno strzelali do protestujących ze słupów IGT".

 

ZOBACZ: Birma. Wojskowa junta wprowadziła niemal całkowitą blokadę internetu

 

Kolejny przykład podawany przez tygodnik: "wojskowa strona internetowa dsinfo.org, zajmująca się dezinformacją i propagandą, jest obsługiwana przez firmę hostingową Hetzner z siedzibą w Gunzenhausen, która zapewnia jej miejsce do przechowywania danych. Hetzner dał do zrozumienia, że adres IP, o którym mowa, jest "przypisany do jednego z naszych klientów", ale mimo "mechanizmów sprawdzających" zazwyczaj "nie mają wiedzy" o klientach".

 

Firma elektroniczna Rohde & Schwarz została oskarżona przez organizację Justice for Myanmar o "dostarczanie oprogramowania do szyfrowania komunikacji wojsku Birmy. Ani firma, ani Ministerstwo Gospodarki nie chciały odpowiedzieć na pytanie, czy eksport został zatwierdzony przez rząd federalny, powołując się na tajemnicę handlową" - pisze "Spiegel".

 

Ponad 600 ofiar

 

Na koniec tekstu w "Spieglu" promyk nadziei: "Niektóre firmy wydają się przywracać równowagę między moralnością a zyskiem. Na przykład dostawca browarów Krones z Górnego Palatynatu wycofał się z Birmy już w 2017 roku. Dopóki struktury własnościowe w browarach takich jak Dagon nie będą »etycznie zdrowe«, »nie będą robić interesów z tymi firmami«".

 

1 lutego birmańska armia obaliła demokratycznie wybrany rząd i od tamtej pory brutalnie tłumi masowe protesty społeczne i strajki, które ogarnęły cały kraj. Policja i wojsko regularnie używają przeciwko demonstrantom ostrej amunicji.

 

Jak podał portal Myanmar Now z rąk policji i wojska zginęło w kraju ponad 600 osób.

rsr / PAP
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie