Do domu brakuje mu trzech metrów. Na drodze zamknięta brama

Polska
Do domu brakuje mu trzech metrów. Na drodze zamknięta brama
"Interwencja"

Konflikt w małej wsi na Mazurach. Pan Mikołaj nie ma drogi dojazdowej do swojej posesji. Nie może zrobić remontu i opróżnić szamba. Nie może też zaprosić do siebie gości ani zrealizować planu o stworzeniu gospodarstwa agroturystycznego. Wszystko dlatego, że trzy metry przed jego terenem zaczyna się droga sąsiadki. Kobieta postawiła drewnianą bramę i zamknęła ją na klucz. Reportaż "Interwencji".

Pan Mikołaj 5 lat temu kupił działkę z domem koło Olecka na Mazurach. Ponieważ budynek znajduje się nad jeziorem, planował nie tylko tam zamieszkać, ale stworzyć gospodarstwo agroturystyczne. Kupując nieruchomość, był przekonany, że nie będzie miał żadnego problemu z dojazdem do niej. Dostęp był zagwarantowany notarialnie. Ale sąsiadka zagrodziła dojazd.

 

Nie może wjechać, parkować, garażować

 

- Od 2016 roku nie mogę wjechać na swoją posesję, nie mogę parkować, garażować. W tej chwili jest szambo pełne, nie mam możliwości wykąpania, wpuszczenia czegoś do szamba, bo nikt tu nie wjedzie. Służebność udostępniła poprzedniemu właścicielowi, wyraziła zgodę - mówi "Interwencji" pan Mikołaj Kuczyński.

 

- Sama do mnie napisała, że udzieli mi tego pozwolenia. Spotkaliśmy się w Otwocku u notariusza. Spisaliśmy akt notarialny. Bezterminowo. Nie mam pojęcia, dlaczego nagle zmieniła zdanie. Potem postawiła ogrodzenie - tłumaczy "Interwencji" Jeremiasz Purwil, były właściciel posesji.

 

ZOBACZ: Stracili dom. Drzwi i okna zabito płytami

 

Aby dojechać do swojego domu, panu Mikołajowi brakuje zaledwie trzech metrów. Bo to właśnie trzy metry przed jego bramą zaczyna się droga należąca do sąsiadki. To właśnie tam kobieta postawiła bramę. I zamknęła na klucz.

 

- Wchodzimy wąską furtką, ma 60 centymetrów szerokości, przeciskamy się. Przecież było już w księgach wieczystych wszystko unormowane, była służebność, ale ta jej złośliwość spowodowała, że odcięła nam wjazd na działkę - tłumaczy Elżbieta Kuczyńska.

 

Właściciel nie może siłą usunąć bramy

 

Sprawa trafiła do sądu. Najpierw w Olecku, a następnie w Suwałkach. Ale mimo korzystnych dla Pana Mikołaja rozstrzygnięć brama nadal jest zamknięta, a przejazd niemożliwy. Zdesperowany poprosił o pomoc policję.

 

- Postanowieniem z 25 marca 2019 roku sąd ustanowił służebność drogi koniecznej na rzecz tej nieruchomości, a decyzją sądu okręgowego ta decyzja została utrzymana w mocy - tłumaczy rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Suwałkach, sędzia Marcin Walczuk.

 

- Jak złożyliśmy wniosek o wykonalność tego wyroku, nim dostaliśmy klauzulę, to wpłynął wniosek pani Barbary, że złożyła kasację do Sądu Najwyższego. I sąd wstrzymał wykonanie wyroku. Sąd i ja proponowaliśmy udział w drodze, proponowałem, że zajmę się konserwacją bramy. Rozmowy spełzły na niczym - tłumaczy pan Mikołaj.

 

ZOBACZ: Śmieci i fetor na korytarzu. Sąsiad to nałogowy zbieracz

 

Właściciel domu nie może siłą usunąć bramy, bo oznaczałoby to zniszczenie czyjegoś mienia i kolejną sprawę w sądzie.

 

- Sąsiadka twierdzi, że brama jest ciężka i kosztowała 15 tysięcy. Nie mogę auta tu zostawić. W tamtym roku mercedesa tu zostawiłem. Cały samochód zarysowany - mówi pan Mikołaj.

 

- My, jako patrol interwencyjny panu bramy nie otworzymy. Będzie pan musiał ponownie do sądu złożyć wniosek, że pani uniemożliwia panu skorzystanie, a my napiszemy notatkę - wyjaśnili policjanci, którzy przyjechali na miejsce.

 

WIDEO - Kobieta postawiła bramę. I zamknęła na klucz

 

  

Sąd Najwyższy ostatecznie zdecyduje

 

Przez kilka dni redakcja "Interwencji" próbowała porozmawiać z kobietą, która postawiła bramę. Na co dzień mieszka w Warszawie. Reporterzy "Interwencji" pojechali do niej, ale nikt im nie otworzył. Kobieta nie odbierała także telefonu. Udało się dodzwonić do jej syna. W rozmowie z reporterem mężczyzna poinformował, że właściciele zagrodzonej posesji powinni przedostawać się na swój teren od innej strony.

 

ZOBACZ: Wycięto las na ich działce. Nikt nie pytał o zgodę

 

Stwierdził, że brama tarasująca dojazd została postawiona na terenie prywatnym i to Sąd Najwyższy ostatecznie zdecyduje, kto ma rację.

 

- Nie rozumiem tego prawa, nigdy nie miałam z nim nic do czynienia. To, co jest rzeczą oczywistą, wydaje się wynaturzone - mówi "Interwencji" Elżbieta Kuczyńska.

hlk/"Interwencja"/Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze

Przeczytaj koniecznie